Od lat biorę udział w zakładach bukmacherskich, które oferują podobnie jak kasyna najszybsze wygrane..
Praktycznie w zakładach internetowych można grać na okrągło.Jest to najszybsza i pozornie najprostsza metoda zarabiania pieniędzy od ręki - małych, średnich i dużych, w zależności od kursu ustalonego przez bukmachera oraz stawki w danej grze ustalonej przez grającego.
Obstawiać można wiele zdarzeń z różnych dziedzin życia w których coś się dzieje. Najczęściej jednak są to zakłady sportowe w których wynik na przykład jednego meczu piłkarskiego można obstawiać na sześć sposobów: wygrana, remis, przegrana, wygrana albo remis, remis albo przegrana, wygrana lub przegrana.
Każdej z tych sześciu możliwości przyporządkowany jest inny kurs. Wystarczy podać swoją stawkę, kliknąć i nasza gra się rozpoczęła. Można złożyć wypełniony kupon w punktach obsługi klienta.
Przykładowo. Przy kursie wygranej gospodarzy w wysokości 2,15 i postawionej przez grającego stawce 10,00 złotych można wygrać - 21,50 zł., przy stawce 100 już 215,00 zł., a przy stawce 1000 zł. - 2150,00 zł.
A gdyby tak zagrać na kilka zdarzeń w jednej grze, na przykład o kursach 2,15, 2,55, 3,10, 1,85, to mnożąc przez siebie kursy otrzymamy łączny kurs w wysokości - 31,44 i mnożąc go przez stawkę 10,00 zł, możemy wygrać-314,40 zł., a przez stawkę 100,00 zł.-3144.00zł. itd. Ryzyko jest duże, bo wystarczy, że nie trafiamy jednego zdarzenia i nie otrzymujemy nić. Przegrana. Są i systemy złożone, które umożliwiają popełnianie błędów i mimo tego pozwalają coś wygrać, stawkę, albo więcej.
Mając przed oczami zestawy piłkarskie, a to przecież końcówka rozgrywek lig piłkarskich w Europie, bo zbliża się EURO 2012, postanowiłem sobie jeszcze przed zaśnięciem przemyśleć różne warianty gier na najbliższe dni, piątek - poniedziałek. Niestety stało się coś bardzo, bardzo dziwnego. Mózg odmówił mi współpracy. Dosłownie odmówił i nie chciał dopuścić żadnej myśli dotyczącej gry w zakładach. Myślę sobie, jest późno, może jestem bardzo zmęczony. Wstałem, wypiłem pół szklanki wody, pochodziłem po mieszkaniu, położyłem się i trochę ożywiony ponownie próbuję., a mózg robi swoje. Nie podejmuje narzucanego tematu. Rano to samo, tak samo po południu i wieczorem następnego dnia i następnych dni. A więc to mój własny mózg załatwił mnie i mój hazard. Powiedział dość. Gra w zakłady sportowe wygląda niewinnie-typowanie wyników, ale typowanie dla wygranej za pieniądze przeradza się w hazard. Hazard, to poważne uzależnienie, podobnie jak alkoholizm, czy narkomania.
Hazard to cichy zabójca. Najpierw wyrządza szkody w umyśle, wywołuje stany od euforii do klęski, stany lękowe, depresyjne, a przy wygranych , poczucie panowania nad światem. Wygrywający, część pieniędzy rozdaje, resztę przegrywa, później pożycza od innych, ale raczej już nie oddaje, traci kolegów, źle sypia, ma kłopoty w rodzinie, coraz szybciej stacza się po równi pochyłej, aż tu nagle STOP. po tylu latach, już od kilku dni nie muszę typować, grać, nagle mi przeszło.
Na gorąco myślę, że mój mózg z poprzednich przykrych psychicznie i emocjonalnie przeżyć, potrafił ukształtować jakąś osłonę, barierę, które potrafiły zablokować pewne obszary. Zastanowiłem się?, czy ja jestem wyjątkiem? Otóż nie, nie i jeszcze raz nie. Znam przypadek człowieka, który był alkoholikiem, którego kilka razy odbierałem z izby wytrzeźwień, odwykówek, ale to nie było skuteczne. Dalej troszkę na mniejszą skalę, robił swoje. Miewał halucynacje, zrywał się w nocy, wychodził z domu i szukał nad ranem sklepu z alkoholem, aby tylko łyknąć, poczuć smak nieba i rozkoszy.
I stało się podobnie jak u mnie!Jego mózg wyprodukował zmodyfikowane geny, a te zablokowały obszary związane z alkoholizmem. Jest eleganckim człowiekiem 21 wieku. Nie pije.
Myślę, że jeśli organizm nie jest do końca przeżarty i zniszczony truciznami, którymi był przez nas karmiony, to pewnego dnia się podniesie i nas o tym poinformuje. Być może, że mózg ma swój udział w tak zwanych cudownych uzdrowieniach.
Życzę takiego doznania wszystkim, którzy maja małe i większe kłopoty.
Jest to blog wszechstronny, opisujący ciekawe zdarzenia z życia codziennego oraz leki i zioła dla poprawy zdrowia.
sobota, 21 kwietnia 2012
wtorek, 17 kwietnia 2012
Bramkarz z błotem w zębach. 02.04.2015r.
Rozgrywki ligowe mimo, że wcześnie rozpoczęte przebiegają sprawnie, dzięki łagodnej zimie, ale to co rzuca się w oczy - to fatalny stan nawierzchni każdego prawie boiska, a oglądamy je obecnie w wiosennej rundzie masowo: w piątek każdego tygodnia możemy sobie obejrzeć dwa boiska, w sobotę trzy boiska, w niedzielę dwa i w poniedziałek jedno. W następnym tygodniu kolejne osiem boisk. Na tej podstawie można sobie wyrobić już obiektywny pogląd na temat ich stanu.
Stan nawierzchni jest fatalny, murawa różnej wysokości, wyrwy, całe połacie o różnym zabarwieniu, a niekiedy to wprost klepisko. Grający są tacy jacy są, ale oprócz uczestnictwa w grze muszą dodatkowo uważać, aby samemu nie zrobić sobie krzywdy, nie nabawić się kontuzji, jakiegoś skręcenia nogi, naciągnięcia mięśni, zbędnego upadku itp.
Dlaczego, oczywiście mimo różnorodnych kłopotów, kluby nie dbają o nawierzchnię boisk na których rozgrywają ich drużyny swoje mecze, przed własną publicznością i na których przecież zawsze chcą wygrać.
Uważam, że PZPN zbyt liberalnie podchodzi do tej sprawy, nie stawia sensownych wymagań przed klubami i dopuszcza do gry w warunkach niedopuszczalnych. Płyty boisk nie stanowią również jednej równej gładkiej powierzchni, co widać szczególnie po deszczu, ale także gdy jest sucho po nieprzewidywalnym odbiciu się piłki, nie w tę stronę co powinna.
Najgorzej jednak pod tym względem przedstawia się powierzchnia pól bramkowych. Rozdeptane brązowe błoto w którym grzęzną bramkarzowi buty i nie może bez opóźnienia wystartować do lecącej piłki. Chcąc ją złapać, musi się rzucać w lewo i w prawo oraz przed siebie twarzą wprost w błoto. Dodatkowe poślizgnięcia , przypadkowe upadki zawodników, urazy i niezawinione faule potęgują koszmar widowiska pod bramką.
Z tego powodu, zanim naprawimy całe nawierzchnie boisk, musimy natychmiast zacząć od poprawy stanu pól bramkowych prawie na każdym boisku.
Pole bramkowe ma tylko 5,5 metra głębokości licząc od linii bramkowej i 18,32 metra szerokości. Szerokość bramki wynosi 7,32m. Największe błotko, przed bramką jest na szerokości mniejszej od szerokości bramki i wynosi 4 do 6m. Biorąc jednak pod uwagę różne inne aspekty sprawy - powiedzmy sobie, że bagniste pole przed bramką ma powierzchnię 7,32 x 5,5 = 40,26 m2.
Nawierzchnia na części pola bramkowego o tej powierzchni, musi być wymieniana tak często, jak to będzie potrzebne, nawet przed każdym meczem. To tylko 40 metrów kwadratowych!~
Liczę, że tę zasadę zaczną natychmiast stosować kluby ekstraklasy, a za nimi pójdą inni. Niech każdy bramkarz chce grać na Waszym stadionie, bo jest po ludzku przygotowany do gry ludzi, którzy chcą stwarzać atrakcyjne, bez upadania twarzą w błoto widowiska.
Warszawa 2.04.2015r
WIREK
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)