wtorek, 30 października 2012

Waloryzacja emerytur-zadyszka.

Codzienna prasa informowała, że Trybunał Konstytucyjny obiecał, iż w paźdźierniku zajmie się mankamentami ostatniej waloryzacji emerytur i jeśli uzna, że waloryzacja nie została przeprowadzona zgodnie z Konstytucją, to na wniosek zainteresowanej osoby skierowany do ZUS, która otrzymała mniej niż powinna, ZUS będzie bezzwłocznie wypłacał wyrównanie  /odszkodowanie/.
Teraz docierają do mnie inne informacje, że nie będzie automatycznego podwyższenia świadczenia, a tylko Ci, którzy pójdą do Sądu mają szanse otrzymać odszkodowanie z tym, że koszty postępowania mogą być wyższe  od odszkodowania.
Porażająca informacja. Zapowiada się więc kolejna uwłaczająca  dla Polaków sprawa, których nie brakuje w tym roku. Cała para na gwizdanie.
Aby do tego nie doszło, ośmielam się zapropononować proste, łatwe przejrzyste i możliwe do przyjęcia chyba przez wszystkich: Trybunał Konstytucyjny, Rząd RP, ZUS i emerytów, wręcz salomonowe rozwiązanie.
Trybunał Konstytucyjny uzna, żę ostatnia waloryzacja nie została w odniesieniu do wszystkich emerytów przeprowadzona w sposób prawidłowy, jednak ze względu na fakt, że taki sposób waloryzacji miał podtekst społeczny - pomocy emerytom o niższych emeryturach Trybunał 
Konstytucyjny postanawia:
1. Utrzymać w mocy przepisy ustawy o waloryzacji na rok 2012, które dla emerytów z niższymi emeryturami są zgodne z Konstytucją.
2. Zobowiązać Rząd RP do ponownego przeliczenia emerytur na rok 2012 przyjmując zasadę ustalonego procentowego ich wzrostu. Tak wyliczone emerytury będą stanowiły prawidłową bazę do dalszej waloryzacji emerytur na rok 2013 i lata następne.

Nie mogą stanowić bazy do dalszej waloryzacji obecnie wypłacane emerytury obliczone z dodaniem takiej samej kwoty dla wszystkich emerytur. To byłoby już ogromne nadużycie, wręcz dośmiertne,  bezzasadne obniżenie niektórych emerytur. Na to nie możemy się zgodzić.\

Bardzo proszę o wypowiedzi  odnośnie wyżej zarysowanej propozycji spokojnego rozwiązania zaistniałej sytuacji i dopilnowania zasad prawidłowego waloryzacji emerytur na rok 2013 i lata nastepne.

czwartek, 25 października 2012

Buntownicy, polskie lata 70 i 80.

Zaciekawiła mnie książka pod podanym wyżej tytułem, a głównie wydrukowana na tylnej okładce wypowiedź pani Hanny Krall, że za trzydzieści...może dwadzieścia lat, ta książka będzie lekturą obowiązkową dla studentów historii.
Myślę sobie, chociaż to książka cegła - 520 stron, ale po takiej rekomendacji spróbuję ją przeczytać. Przeczytałem i mam bardzo mieszane uczucia. Dwie panie autorki, inteligentna i sympatyczna jak wynika to z treści książki Anka Grupińska i jej partnerka Joanna Wawrzyniak zadały sobie bardzo dużo trudu, aby wysłuchać, spisać i napisać wspomnienia z tamtych lat grupy częściowo zagubionych ludzi z różnych rejonów zamieszkania, młodzieży, studentów, aktorów, młodych ludzi świata nauki i kilku starszych już wtedy osób. Tych indywidualnych, głównych wspominających, mających niekiedy po kilka odcinków wspomnień jest około trzydziestu. Rejony działania opisywanej opozycji to Poznań, Wrocław, Kraków, Kielce, Warszawa. Wiele innych miejscowości jest przytaczanych w konkretnych sytuacjach. Różnych instytucji i organizacji wymienionych jest 94, a nazwiska aż 838 osób z takich, czy innych powodów przewijają się w tekście książki.
Ogromne wrażenia wywarły na mnie opisy odważnej opozycyjnej działalności tych ludzi. Wspaniali, ale trochę bezradni, zagubieni, nie do końca znający cel swojej wytrwałej, wykonywanej w trudnych warunkach pracy: pisania ulotek, drukowania, rozwożenia i roznoszenia w sytuacji braku farb, papieru,wydajnych urządzeń drukujących i niezbędnych środków finansowych. Opisywani działacze opozycyjni, to bardzo fajni ludzie. Niektórzy byli i w nomenklaturze i opozycji, niektórym pomagali nawet esbecy, ale strach przed aresztowaniem, bieda towarzyszyły im każdego dnia. Cześć  im i chwała.
 Ja jednak chcę również napisać, że równolegle istniała dużo, dużo, dużo wieksza częśc społeczeństwa, która normalnie pracowała. Lata siedemdziesiąte i osiemdziesiąte, to były lata najszybszego rozwoju całego kraju. Budowano masowo zkłady przemysłowe, elektrownie, kopalnie, rozbudowywano stocznie, przemysł motoryzacyjny, cukrownie, fabryki domów, wytwórnie betonu komórkowego, przemysł lekki. Rozbudowywano uzdrowiska i budowano domy wczasowe z których masowo korzystali ludzie pracy i ich rodziny. W każdej dziedzine powstawało coś nowego i na tamte czasy nowoczenego. Wiele osób studiowało, robiło doktoraty, wyjeżdżało na stypendia zagraniczne, właściwie każdy kto chciał, oprócz opozycjonistów mógł realizować swoje zamierzenia. Piękne sukcesy zaczęli odnosić nasi urbaniści i architekci, którzy we właściwy sposób kształtowali osiedla ludzkie wyposażając je w place zabaw, zieleń i dostęp do słońca. Ładnie na ten temat napisała pani Magdalena Staniszkis w epilogu omawianej książki. W tymże epilogu pan Michał Bilewicz nie umie przyjąć do wiadomości mimo przeprowadzonych badań, że przeważająca większośc badanych ocenia życie przed 1989 rokiem pozytywnie na niemal wszystkich płaszczyznach- od więzi z innymi ludźmi, poczucia bezpieczeństwa, zdrowia czy pracy, po sposoby spędzania wolnego czasu i standardu życia. To co Pan napisał, że nostalgiczne opowieści o PRL wpisują się w typową strukturę narracji osób, którym się nie powiodło jest bzdurą.
Co do uczynienia z tej ksiażki lektury obowiązkowej dla studentów historii, to nie wydaje mi się, aby w wolnym kraju mogło to mieć miejsce. Historii trzeba się uczyć z różnych pólek na których leżą różne książki, również i ta.

czwartek, 18 października 2012

Zalany Stadion Narodowy.

Nie będę szukał winnych, ja ich po prostu wskaże i na tym tle postawię wnioski.

Pierwszym i głównym winowajcą jest dla mnie PZPN. Odpowiada za uczestnictwo polskich drużyn piłkarskich w różnych kwalifikacjach, eliminacjach i rozgrywkach. To ta organizacja  niezależnie od tego, komu co zleca, powinna wszystkiego należycie dopilnować, a w ostatnim przypadku również zamknięcia dachu i należytego przygotowania murawy.
WNIOSEK I
W PZPN potrzebne są zmiany i te jak gdyby w odpowiedzi na to co zaszło szybko nadchodzą. Tu będziemy mieli problem rozwiązany.
Drugim winnym jest komisarz FIFA, który ma jak widać za duże uprawnienia w pewnych sprawach. Komisarz FIFA może przyjechać i stwierdzić, że pod podanym mu adresem znajduje się stadion piłkarski, później pójść na mecz, obserwować jego przebieg i złożyć władzom FIFA stosowne sprawozdanie. Za przygotowanie obiektu, jego działanie i bezpieczeństwo odpowiadają tylko i wyłącznie organizatorzy. Nikt więcej - tylko oni.
WNIOSEK II.
PZPN w oparciu o to co stało się w Warszawie, powinien wystąpić do FIFA z wnioskiem o ograniczenie kompetencji komisarza. Nie zna konstrukcji obiektu, jego możliwości, a podejmuje decyzję. Również trenerzy drużyn reprezentacji nie powinni mieć nic do powiedzenia w sprawie przygotowań obiektu. Owszem mogą wyrażać swoje zdanie i opinię, ale nie wiążące dla  organizatorów. Żadna zbiorowa odpowiedzialność nie istnieje. Jedynym odpowiedzialnym musi być organizator imprezy.
Trzecim winnym jest Szef Narodowego Centrum Sportu, bo nie wywiązał się ze zleconego i przyjętego do wykonania zadania. Nie był przygotowany do niczego, nawet gdy deszcz lał mu się już za kołnierz nie podjął żadnych działań.
WNIOSEK III.
Trzeba dobrze prześwietlić całą organizację i podziękować tym, którzy nie wywiązali się ze swojego obowiązku, nie zgłosili narastającego zagrożenia, można przypuszczać, że nie domagali się zmiany decyzji, nie skontaktowali się bezpośrednio z FIFA, pomijając komisarza w tej sprawie.
Czwartym winnym jest Minister Sportu, której te firmy czy organizacje w takiej czy innej formie podlegają.
WNIOSEK IV.
Pan Premier RP nie powinien przejść obojętnie nad zaistniałą sytuacją. Nie można utrzymywać ludzi na stanowiskach do których niedorośli, a takich w tym rządzie jest więcej. Jeśli ich Pan nie powymienia, to nikt inny tylko oni Pana podtopią, jak dopuścili mimo dachu do podtopienia Stadionu Narodowego.