czwartek, 25 października 2012

Buntownicy, polskie lata 70 i 80.

Zaciekawiła mnie książka pod podanym wyżej tytułem, a głównie wydrukowana na tylnej okładce wypowiedź pani Hanny Krall, że za trzydzieści...może dwadzieścia lat, ta książka będzie lekturą obowiązkową dla studentów historii.
Myślę sobie, chociaż to książka cegła - 520 stron, ale po takiej rekomendacji spróbuję ją przeczytać. Przeczytałem i mam bardzo mieszane uczucia. Dwie panie autorki, inteligentna i sympatyczna jak wynika to z treści książki Anka Grupińska i jej partnerka Joanna Wawrzyniak zadały sobie bardzo dużo trudu, aby wysłuchać, spisać i napisać wspomnienia z tamtych lat grupy częściowo zagubionych ludzi z różnych rejonów zamieszkania, młodzieży, studentów, aktorów, młodych ludzi świata nauki i kilku starszych już wtedy osób. Tych indywidualnych, głównych wspominających, mających niekiedy po kilka odcinków wspomnień jest około trzydziestu. Rejony działania opisywanej opozycji to Poznań, Wrocław, Kraków, Kielce, Warszawa. Wiele innych miejscowości jest przytaczanych w konkretnych sytuacjach. Różnych instytucji i organizacji wymienionych jest 94, a nazwiska aż 838 osób z takich, czy innych powodów przewijają się w tekście książki.
Ogromne wrażenia wywarły na mnie opisy odważnej opozycyjnej działalności tych ludzi. Wspaniali, ale trochę bezradni, zagubieni, nie do końca znający cel swojej wytrwałej, wykonywanej w trudnych warunkach pracy: pisania ulotek, drukowania, rozwożenia i roznoszenia w sytuacji braku farb, papieru,wydajnych urządzeń drukujących i niezbędnych środków finansowych. Opisywani działacze opozycyjni, to bardzo fajni ludzie. Niektórzy byli i w nomenklaturze i opozycji, niektórym pomagali nawet esbecy, ale strach przed aresztowaniem, bieda towarzyszyły im każdego dnia. Cześć  im i chwała.
 Ja jednak chcę również napisać, że równolegle istniała dużo, dużo, dużo wieksza częśc społeczeństwa, która normalnie pracowała. Lata siedemdziesiąte i osiemdziesiąte, to były lata najszybszego rozwoju całego kraju. Budowano masowo zkłady przemysłowe, elektrownie, kopalnie, rozbudowywano stocznie, przemysł motoryzacyjny, cukrownie, fabryki domów, wytwórnie betonu komórkowego, przemysł lekki. Rozbudowywano uzdrowiska i budowano domy wczasowe z których masowo korzystali ludzie pracy i ich rodziny. W każdej dziedzine powstawało coś nowego i na tamte czasy nowoczenego. Wiele osób studiowało, robiło doktoraty, wyjeżdżało na stypendia zagraniczne, właściwie każdy kto chciał, oprócz opozycjonistów mógł realizować swoje zamierzenia. Piękne sukcesy zaczęli odnosić nasi urbaniści i architekci, którzy we właściwy sposób kształtowali osiedla ludzkie wyposażając je w place zabaw, zieleń i dostęp do słońca. Ładnie na ten temat napisała pani Magdalena Staniszkis w epilogu omawianej książki. W tymże epilogu pan Michał Bilewicz nie umie przyjąć do wiadomości mimo przeprowadzonych badań, że przeważająca większośc badanych ocenia życie przed 1989 rokiem pozytywnie na niemal wszystkich płaszczyznach- od więzi z innymi ludźmi, poczucia bezpieczeństwa, zdrowia czy pracy, po sposoby spędzania wolnego czasu i standardu życia. To co Pan napisał, że nostalgiczne opowieści o PRL wpisują się w typową strukturę narracji osób, którym się nie powiodło jest bzdurą.
Co do uczynienia z tej ksiażki lektury obowiązkowej dla studentów historii, to nie wydaje mi się, aby w wolnym kraju mogło to mieć miejsce. Historii trzeba się uczyć z różnych pólek na których leżą różne książki, również i ta.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz