niedziela, 17 marca 2013

Wietrzenie wspomnień

Dobrze starsza już Pani, co kilka dni staje przed dużym lustrem, otwiera szafy z jej strojami i powoli w niektóre z nich się ubiera. Staranne dobiera biżuterię, kilkakrotnie ją zmienia, zakłada lub przykłada tylko, różne dodatki, jak szale, apaszki, krajki, kołnierze i inne drobiazgi. Niekiedy zakłada również kurtkę, płaszcz, a nawet obuwie. Robi to i wie, że jednak nigdzie nie pójdzie.
Przymiarki przywołują wspomnienia przeżytych sytuacji, dni i lat. Odmładzają ją. Czuje się znowu młoda, powabna, pożądana, śledzona często wieloma parami męskich oczu.
Ta bluzka jest już niemodna, spódnica zsuwa się jej z bioder, przymierza nastepne.........
Wraca wspomnieniami do różnych spotkań, ale najchętniej do balów sylwestrowych, które w latach jej dojrzałej mlodości 1960 - 1985, miały swoisty klimat, były nieomal obowiązkowe, a grono przyjaciół i jeszcze obszerniejsze znajomych-znajomych, było zawsze z klasą, zawsze obecne, zawsze na topie, zawsze wyprzedzające odrobinę kanony mody w strojach, zachowaniu i nowinkach. Póżniej chodzili na sylwestry do Romy, Teatru Wielkiego, lub Komedii na Żoliborzu. Też było miło, ale już inaczej.
Nie pisała pamiętnika, ale niektóre bale dobrze zapisały się w jej pamięci, zarówno te trochę dystyngowane w Komisji Planowania, Ministerstwie Sprawiedliwości, Urzędzie Wojewódzkim, Pałacu Kultury, Generalnej Prokuraturze, czy w domu Technika jak i te mniejsze kameralne, gdzie bal nie jest dla balu, ale właśnie dla ciebie i twoich najbliższych. Swietnie sobie przypomina bal w kawiarni hotelu Warszawa. Nasze grono liczyło 18 osób, a mimo to mieszaliśmy się jeszcze z innymi ludźmi z podobnych grup. Tu wtedy bawiła się średnia Warszawka. Mąż tańczył z żoną jednego z nadzelnych redaktorów i na parkiecie wywineli orła. Wszyscy ich podnosili i wszyscy się od razu zapoznali. Mojej koleżance Dance nie podobał się krawat mojego męża, więc bez ceregieli mu go zdjęła i wyrzuciła za okno. Organizatorzy to widzieli i przynieśli go z powrotem. Innym razem w jeszcze większym gronie zamówiliśmy połowę kawiarni chyba przy Krochmalnej i tu przetańczyliśmy prawie  całą noc w rytmie modnej wtedy śpiewanej przez Andrzeja Dąbrowskiego-piosenki -
Do zakochania jeden krok, jeden jedyny krok nic więcej
Do zakochania jeden krok, trzeba go zrobić jak najprędzej
Do póki się zapala wzrok, do póki się splatają ręce
Do póki kusi nocny mrok, do zakochania jeden krok
Do zakochania jeden krok
Ale następna zwrotka już nie taka - A potem znowu codzienności kurz
                                                          I zakochanie też za tobą już
Tańcząc celowo przygotowanymi piłeczkami pingpongowymi rzucaliśmy w bąbki na dużej choince. Nad ranem bąbek na choince już nie było, wyglądała żłośnie jak my wszyscy po podpitym balu.
Świetne sylwestry bywały w Romie, które prowadził pan Bogusław. To były rewie najpiękniejszych melodii z najpiękniejszych operetek świata. Jeszcze dzisiaj wiele z nich nucę, ale tylko jedną teraz wspomnę:          Wielka sława to żart
                           Książe błazna jest wart
                           Złoto toczy się w krąg
                           Z rąk do rąk, z rąk do rąk
A następna zwrotka już nie taka  -     By żyć potrzebny cyrk i chleb,
                                                            by umrzeć garść ołowiu w łeb
Chleb jest, ale opuszczają ją siły i przytłacza zmęczenie. Czuję już ten ołów nie tylko w głowie, ale prawie w całym już ciele.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz