piątek, 23 stycznia 2015

I bezsilność zwyciężymy.

Pies  szczeka
Żona czeka
Czas ucieka

Czas  trwonimy
Głos  tłumimy
Bo tchórzymy

Rządzą  głupsi
Ale  lepsi
Kaznodzieje

Mówią, mówią
Gadają, gadają
A nic się nie dzieje

Wkrótce w bębny
uderzymy
I bezsilność zwyciężymy.

          WIREK

Patriotyzm po polsku.

Czy w dobie kłótni politycznych o to, kto jest prawdziwym patriotą, można mieć nadzieję na stworzenie jakiegoś ogólnego modelu polskiego patrioty? A może to tylko wymysł romantycznych poetów, a patriotyzm w nowoczesnym wydaniu w ogóle nie istnieje?

Walka ma dwa oblicza.

Z oczywistych powodów w kraju znajdującym się pod zaborami patriotyzm należy rozumieć przede wszystkim jako dążenie do odrodzenia wolnego państwa, a że nie były to czasy, kiedy o dominacji przesądzała siła gospodarcza, to patriotyzm równał się walce narodowowyzwoleńczej. Dzisiejsi patrioci muszą to rozumieć. Mimo, że nasze powstania były beznadziejnie przygotowane, albo kiepsko przeprowadzone, a przede wszystkim skazane z góry na niepowodzenie, były wyrazem wprost rozumianego patriotyzmu. A dziś? Z kim lub z czym można walczyć dziś? Można mieć własne zdanie na temat niezależności Polski, ale trzeba spojrzeć na problem szeroko: nie ma krajów samowystarczalnych, każdy jest z innymi związany na miliony sposobów. Można jednak dążyć do tego, żeby Polska nabierała znaczenia w kontaktach międzynarodowych. Nie robi się już tego przez walkę zbrojną, bo tak naprawdę nie ma z kim jej prowadzić. Walczyć można jednak politycznie i gospodarczo, starając się za wszelką cenę wypromować polskie produkty i polskich przedsiębiorców.

Przykład idzie z góry.

Polskie elity polityczne przepięknie podtrzymują tradycję polskich sejmów Sarmacji, kłótni, podjudzania i kompletnej niemożności dojścia do porozumienia. Fakt, że wciąż spora grupa Polaków identyfikuje się z jednym lub drugim ( lub którymś z kolejnych ) obozem powoduje, że takie szlacheckie napięcia przenoszą na całą rzeczywistość. Zamiast skupiać się na współdziałaniu , czego należałoby oczekiwać od patriotów, skupiamy się najpierw na pokazaniu, że adwersarze patriotami nie są. Stereotyp Polaka kłótliwego, niepokornego, nieskorego do rozsądnej współpracy jest niestety prawdziwy. Kłócimy się o wszystko i w tych nieporozumieniach zbyt łatwo zatracamy poczucie patriotyzmu.

Nie tylko Sarmacja.

Rzeczpospolita szlachecka to okres, w którym kształtowały się różne polskie tradycje. To w nich tak naprawdę kryje się esencja polskości. Mimo, że można na tysiąc sposobów udowodnić, że "Pan Tadeusz" nie spełnia wymogów technicznych epopei, nie sposób nie zgodzić się, że są w nim opisane pewne tradycje i przekonania dawnych Polaków. Może w sposób przerysowany, niemal karykaturalny, ale poniekąd o to chodzi. Tradycja ma to do siebie, że posługuje się wyolbrzymieniem, grubą kreską i jest nieco toporna.

Nie poglądy polityczne decydują o patriotyzmie.

Nikt nie ma monopolu na definiowanie patriotyzmu. Żadna partia polityczna, ani nawet niezawisły sąd. Każdy definiuje patriotyzm po swojemu, mniej lub bardziej liberalnie, mniej lub bardziej ściśle. Wszak dawniej też nie wszyscy patrioci palili się do walki, pomysłów na Polskę było zawsze wiele i to jest właśnie szczyt patriotyzmu- pozwolić na wszystko, co dobre, a jednocześnie nie karać odmienności. Dobro Polski zawsze na pierwszym miejscu, a nasze z Nią powiązane.
Nie okradać, lecz współdziałać w tworzeniu dobrobytu dla wszystkich obywateli.
John F. Kennedy powiedział "Nie pytaj co Twój kraj może zrobić dla Ciebie - zapytaj, co Ty możesz zrobić dla swojego kraju."

                                                                                                                           WIREK

poniedziałek, 29 grudnia 2014

Żle liczymy głosy - po drugiej turze wyborów.

Ordynacja wyborcza, to nic innego- tylko zbiór przepisów stanowiących prawo wyborcze, które decyduje o sposobie przeprowadzenia wyborów oraz metodzie podziału mandatów, a więc wyłaniania zwycięzców.
W różnych krajach świata obowiązują różne ordynacje wyborcze: większościowa lub proporcjonalna.
W ramach tych dwóch głównych ordynacji, istnieją jeszcze różne odmiany i modyfikacje.
W Polsce zasady prawa wyborczego zawarte są w Kodeksie Wyborczym, który ustala sprawy prawne związane z wszystkimi rodzajami wyborów: prezydenckimi, parlamentarnymi, samorządowymi i do Parlamentu Europejskiego.
Nie wchodząc w szczegóły tworzenia komitetów wyborczych, zgłaszania kandydatów, finansowania, powoływania komisji wyborczych, rozliczania kampanii wyborczych, chcę skupić się tylko na jednym problemie.
Wadliwym w moim pojęciu liczeniu głosów przy wyborach wójtów, burmistrzów i prezydentów.
Jeśli żaden z kandydatów nie uzyska w pierwszej turze wyborów ponad 50% oddanych ważnych głosów, to organizowana jest druga tura wyborów. Wtedy wygrywa ten kandydat, który w drugiej turze wyborów uzyskał większą liczbę głosów od swojego rywala.
I tu według mnie popełniamy bardzo poważny błąd.
Postaram się to przedstawić na przykładzie liczbowym.
Weżmy hipotetyczne miasto w którym uprawnionych do głosowania jest  100 000 osób.
W pierwszej turze wyborów frekwencja wyniosła 50%.
Kandydaci w kolejności uzyskali:
A  uzyskał 46%, to jest 23 000 głosów.
B  uzyskał 38%, to jest 19 000 głosów.
W drugiej turze wyborów frekwencja wyniosła  35%.
A  uzyskał 38%, to jest 13 300 głosów.
B  uzyskał 46%, to jest 16 100 głosów.
W sumie w pierszej i drugiej turze wyborów kandydaci uzyskali:
A  23 000 + 13 300 = 36 300 głosów.
B  19 000 + 16 100 = 35 100 głosów.
Według obecnej ordynacji wygrywa kandydat oznaczony literą B, mimo , że w sumie uzyskał mniej głosów niż kandydat oznaczony literą A.
Jest to niesprawiedliwe, bo odrzuca się głosy wyborców z pierwszego głosowania, a to nie powinno mieć miejsca.
Uważam, że warto się chyba zastanowić i nachylić nad wyborem systemu prawidłowego liczenia głosów po dwóch turach wyborów.
                                                                                                                               WIREK

sobota, 6 grudnia 2014

Demokracja wymaga poprawek.

Największą wadą demokratycznych rządów jest stałe dążenie do takiego modelu rządzenia, do którego nie ma już dostępu żaden Obywatel spoza władzy - spoza wybranych.
Wszystko ustalają sami i narzucają ogółowi, który wiele razy z powodu różnych uwarunkowań nie jest zadowolony, ale właśnie w systemie demokratycznym nie ma się do kogo zwrócić.
Każy jest za mały, za mało może, a do wyższych szczebli - brak dostępu.
W minionej epoce, dla każdego Obywatela od dołu do góry dostępny był I sekretarz w gminie, w mieście, w powiecie, który mógł pomóc prawie zawsze w mniejszej sprawie, oprócz oczywiście poprawiania obowiązującej wtedy ideologii. 

Teraz mamy Rzecznika Praw Obywatelskich, ale On niewiele może. Moim zdaniem powinien być w randze wicepremiera, bo wtedy dopiero mógby coś zdziałać. Podparty wnioskami Obywateli, mógłby żle funkcjonujących sprowadzać na ziemię do rozwiązywania aktualnych spraw, wyrywać ich z marazmu niemocy i zajmowania się tylko często mglistą i nieosiągalną przyszłością.
Jednocześnie, aby ten system działał sprawniej, każdy Obywatel od góry do dołu, od dziecka do staruszka, musi świadomie i dobrowolnie zaakceptować pewne ograniczenia, związane głównie z prawem i wolą większości. Musimy o tym pamiętać.

Ten system nie jest doskonały, ale obecnie nie ma lepszego. Można go jednak usprawniać w taki sposób, aby równocześnie nie  pozwalał na powstawanie klik, korupcji, ignorancji, arogancji i wyniosłości władzy.
Można tego dokonać w delikatny, ale zarazem radykalny sposób, przez szybsze rotacje na każdym stanowisku i szczeblu zarządzania, szczególnie tam, gdzie zwykły człowiek jest zawsze bezsilny.
Szybsza rotacja spowoduje jednocześnie, że znacznie większa liczba osób będzie u władzy, będzie ją lepiej rozumiała, współdziałała i doceniała jej osiągnięcia.
A więc:
Wójt - jedna do dwóch kadencji. Likwidujemy kliki, kumoterstwo i patologie.
Związki zawodowe - jedna do dwóch kadencji. Zmieniamy punkt widzenia, co jest ważniejsze.
Wszelkiego rodzaju związki i organizacje sportowe - jedna do dwóch kadencji. Likwidujemy kurupcje i nastawienie do poszczególnych sportowców /nie dotyczy klubów/.
Spółdzielnie mieszkaniowe - jedna do dwóch kadencji. Likwidujemy kliki, towarzystwa wzajemnej adoracji, zachowawcze działania, korupcje.
Burmistrz, prezydent - dwie do trzech kadencji. Tu dłużej trzeba się uczyć dobrego zarządznia większym majątkiem i większa grupą ludzi. Dwie do trzech kadencji. nigdy dłużej.
Druga tura wyborów nie powinna decydować o wyborze kandydata. Powinna być, ale uzyskane ważne głosy w pierwszej i drugiej turze powinny być sumowane. Zwycięża ten, kto ich w sumie uzyskał więcej.Tylko wtedy wynik wyborów bądzie sprawiedliwy. W nieprawdopodobnym przypadku równej liczby głosów, zwycięża ten kandydat, który w pierwszej turze uzyskał ich więcej, albowiem zwykle w pierwszej turze wiecej osób bierze udział w głosowaniu.
W demokratycznym państwie, dla zwiększenia ładu społecznego Prezydent kraju powinien mieć możliwość natychmiastowego odwołania każdego wybranego, mianowanego, powołanego z każdego stanowiska w administracji i urzędzch państwowych.
                                                                                                                                 WIREK

niedziela, 2 listopada 2014

ZUS przekształcamy w BUS

Emeryci! Zadbajmy wspólnie o fundusze emerytalne, spowodujmy przekształcenie Zakładu Ubezpieczeń Społecznych w Bank Ubezpieczeń Społecznych. Widzę to jako pilną konieczność, merytorycznie uzasadnioną pod każdym względem. ZUS musi stać się również bankiem lub kupić bank i włączyć go do swoich struktur.
To jest jedyne prawidłowe rozwiązanie, pozwalające na zaoszczędzenie ogromnych pieniędzy w zasobach finansowych służących do wypłacania emerytur i innych świadczeń.
Komu potrzebne jest takie przekształcenie? Głównie nam! Obecnym i następnym emerytom przychodzącym po nas do tego żródła pieniędzy. Zaraz to uzasadnię.
Wszyscy inni będą przeciwni, że się nie uda, że to za dużo funkcji w jednym miejscu, że to uzależnienie, że pewne ograniczenie, że to na początku może być niewygodne itd, itd...
Wytoczą armaty nabite petardami trudności i niemocy.
Takie rozwiązanie ma następujące zalety:
-Ogromne kwoty pieniędzy w już zorganizowanym BUS-ie przepisywane są tylko na konta emerytów, ale w rzeczywistości pieniądze te nadal pozostają w BUS-ie, bo nie trzeba ich przelewać do żadnego banku.
-Większość emerytów nie pobiera ich natychmiast w pęłnej wysokości z konta. Podejmuje je w miarę potrzeb, a więc leżą teraz w banku, a mogą sobie spokojnie leżeć w BUS-ie, naszym wspólnym emeryckim ubezpieczycielu.
BUS musi być tak zorganizowany, aby nadal w stu procentach był ubezpieczycielem i w stu procentach bankiem.
Może trzymać i gromadzić środki finansowe emerytów na ich kontach, udzielać pożyczek w rozsądnej wysokości, skorelowanej ze znaną wysokością emerytury, czy renty.
Emeryt i każdy ubezpieczony nie mając bliskich - to propozycja do nowej zasady prawnej-może zdecydować o pozostawieniu całej zgromadzonej kwoty w BUS-ie, wspomagając w ten sposób fundusz ubezpieczeń.
Banki praktycznie nie wypłacają emerytom odsetek, a obracają ogromnymi pieniędzmi, praktycznie za darmo, korzystają z nich i zarabiają na nich.
Tę samą rolę może spełniać BUS i zarabiać na fundusz emerytalny, a nie jak banki na milionowe pensje dla Prezesów.
Powołany, czy utworzony BUS będziemy traktować jako naszą wspólną kasę, nasz wspólny interes, z troską , aby nigdy nie zabrakło w nim pieniędzy dla żadnego ubezpieczonego.
W mojej ocenie ZUS jest już obecnie bardzo dobrze przygotowany do takiego przekształcenia. Cała organizacja wypłat i świadczeń pozostaje bez zmian, z tą różnicą,  że dokonując przesunięć pieniędzy na konta ubezpieczonych i tak duże kwoty pozostają nadal w BUS-ie. 
Każdy ubezpieczony ma konto na którym ewidencjonowane są składki oraz przebieg ubezpieczeń społecznych. Każde konto jest oznaczone numerem ewidencyjnym - PESEL oraz NIP. 
ZUS zapewnia rzetelność i kompletność informacji gromadzonych na kontach, tak jak w każdym innym banku.
ZUS posiada osobowość prawną i jest państwową jednostką organizacyjną, a więc może stymulować swój rozwój w kierunku pełniejszej , daleko idącej obsługi ubezpieczonych, zabezpieczając ich  należności w ustalonej wysokości, ale łącznie w tańszy sposób dla Państwa niż obecnie.
                                                                                                                                         WIREK

wtorek, 26 sierpnia 2014

Immunitety i przywileje zamulają prawo.

Uchylmy immunitet w ruchu drogowym.
Immunitet to generalnie nic innego jak uwolnienie kogoś od różnych obciążeń, wyłączenie określonej osoby od stosowania wobec niej niektórych przepisów prawnych. Więcej jej wolno. Nie musi przestrzegać przepisów, które muszą przestrzegać inne osoby - zwykli obywatele.
Immunitet materialny daje gwarancję, że poseł nie może być pociągniety do odpowiedzialności za działalnośc parlamentarną w czasie wykonywania mandatu, ani po jego wygaśnięciu z wyłączeniem sytuacji gdy narusza dobra osobiste innych osób. Ten immunitet nie wyłącza odpowiedzialności posła przed Sejmem. Ani Sejm ani inny organ nie może go jednak uchylić.
Immunitet formalny, inaczej osobisty, oznacza, że poseł nie może być pociagnięty do odpowiedzialności karnej bez zgody Sejmu. Za zgodą - tak. A jak te uwolnienia i uprzywiliowania mają się do norm prawnych obowiazujacych w Polsce?
Artykuł 32 Konstytucji Rzeczypospolitej Polskiej stwierdza:
1.Wszyscy wobec prawa są równi. Wszyscy mają prawo do równego traktowania przez władze
    publiczne.
2.Nikt nie może być dyskryminowany w życiu politycznym, społecznym lub gospodarczym z jakiej
   kolwiek przyczyny.
Wydaje się, że te ważne konstytucyjne uregulowania powinny wystarczyć do funkcjonowania każdego obywatela w generalnie przez Konstytucję uregulowanym systemie prawnym obejmującym jednostki i całe społeczeństwo.
Ale tak niestety nie jest. W drodze różnych ustaw, wydawanych niby w oparciu o przepisy Konstytucji, Ci co mogą dla siebie ustanawiają coraz szerszy zakres nieopowiedzialności za swoje działania, uchylają sobie karalność za czyny popełnione w trakcie wykonywania mandatu.
Bezprecedensową sprawą jest rozszerzenie uprawnień posłów i innych uprzywiliowanych na wykroczenia. Tak dalej być nie może i nie powinno. W jaki to niby sposób objęcie immunitetem wykroczeń ma pomagać posłom, czy też przyczyniać się do lepszego wykonywania przez nich obowiazków wynikajacych z mandatu.
Stale powolutku razszerzany przez wiele lat immunitet zamula prawo i stawia wszystkich nim objętych ponad prawem. Trudno jest zmienić Konstytucję, ale pewne ograniczenia zakresu uprawnień wynikających z immunitetu Sejm może wprowadzić w drodze uchwały.
Powinno to stać się już dość dawno, ale zawsze są przeszkody, głównie tkwiące w głowach samych posłów, którzy wolą nie płacić mandatów, którzy chętnie rozszerzeliby sobie zakres uprawnień i przywilejów. Muszą przekraczać dopuszczalną predkość, bo zawsze się spieszą. Zapominają przy tym, że spieszy się ten kto goni, a ten co idzie na przedzie nie musi sie spieszyć, bo za nim dopiero idą, jadą inni. On zawsze, czy idzie czy jedzie jest pierwszy.
Ograniczenie immunitetu jest pilną potrzebą, wzmacniającą poczucie prawidłowo działającego systemu demokratycznego, eliminującego nadzwyczajne uprzywiliowanie posłów i polityków w państwie prawa.
Wzywam Panią Marszałek Sejmu, Komisje i Posłów, zróbcie wreszczie coś mądrego dla Polski, a pośrednio również dla siebie samych, bo będziecie inaczej postrzegani w społeczeństwie.
                                                                                                                                 WIREK

środa, 20 sierpnia 2014

1918 - 2014, to już 96 lat.

Piłsudczyzna i aspekty drugiej wojny światowej, sięgającej swoimi korzeniami po dzisiejsze czasy, brawurowo zostały opisane i przedstawione w wydanej w bieżącym roku książce napisanej przez Rafała A. Ziemkiewicza pod tytyłem "JAKIE PIĘKNE SAMOBÓJSTWO".
Ta książka jest nadzwyczajną pozycją na rynku wydawniczym. W dwudziestym pierwszym wieku nie przeczytałem żadnej książki, którą treścią, zestawieniem faktów i ładunkiem emocjonalnym w czasie czytania można porównać do niej. Czyta się ją jednym tchem.
Od 1918 roku, krok po kroku, fakt po fakcie prowadzi nas przez krajowe rozgrywki polityczne, przewrót majowy, Berezę Kartuską, przedstawiając dwa rządzące Polską obozy Piłsudskiego i Dmowskiego i co z tego wynikało. Pokazuje buńczuczne pomachiwanie szabelką, jacy to jesteśmy mocni, jak łatwo pokonamy Niemców, będąc jednocześnie całkowicie nieprzygotowanymi do wojny.
Uwypukla klęskę naszej polityki zagranicznej i krajowej, zakłamywanie prawdy, kumoterstwo, możnowładztwo, to tylko niektóre z negatywnuch cech rządzących - źle i bardzo źle. Byliśmy mocarstwem z ducha. "Kury Wam szczać prowadzić, a nie politykę robić" mawiał Piłsudski.
Przyczyny drugiej wojny światowej przedstawione są tak prosto, jak nigdy przez nikogo dotąd. Wszystko ma swoją przyczynę i skutek. Jeszcze w marcu 1939 roku Hitler zastanawiał się, czy Polska ma być sojusznikem, czy wrogiem. Planował z udziałem Polski atak na Rosję. Podpisane sojusze z Francją i Wielką Brytanią przesądziły sprawę.
Ziemkiewicz opisuje drugą wojnę światową nie schodząc do okopów, bo tam są tylko żołnierze - bohaterscy wykonawcy. Wszystko rozgrywa się dużo, dużo wyżej, a ma jednak bezpośredni wpływ na wszelkie dalsze poczynania na każdym szczeblu.
Pomijając sztaby o losach wojny decydowali Stalin, Hitler, Churchill, Roosevelt.
O każdym z nich napisano już wiele książek i opowieści, więc nie będę ich charakteryzował, bo wszyscy wiemy kto z nich jaką role odegrał w  II wojnie światowej.
Ważniejszą jednak sprawą opisaną przez pana Ziemkiewicza jest to, w jaki sposób potrafili się z sobą porozumiewać, mimo przeciwstawnych interesów. Ta nieprawdopodobna możliwośc jest precyzyjnie przedstawiona w omawianej książce.
Niezwykłe śmiałe sformułowania, błyskotliwe łączenie faktów, przedstawienie naszych wielu zabiegów, poczynań, powstań, walki na wszystkich frontach, naszego bohatrskiego umierania, które nie dawały i nie dały jednak oczekiwanych rezultatów, a często obracały się na naszą niekorzyść.
Po jej przeczytaniu stajemy się kimś innym, szczególnie w zrozumieniu  obecnego otaczającego nas świata.
Dlatego zachęcam wszystkich dorosłych Polaków, do przeczytania tej książki. Każdy coś zyska dla siebie i swojego otoczenia. Nawet na wroga spojrzy inaczej.

                                                                                                                                WIREK