czwartek, 18 października 2012

Zalany Stadion Narodowy.

Nie będę szukał winnych, ja ich po prostu wskaże i na tym tle postawię wnioski.

Pierwszym i głównym winowajcą jest dla mnie PZPN. Odpowiada za uczestnictwo polskich drużyn piłkarskich w różnych kwalifikacjach, eliminacjach i rozgrywkach. To ta organizacja  niezależnie od tego, komu co zleca, powinna wszystkiego należycie dopilnować, a w ostatnim przypadku również zamknięcia dachu i należytego przygotowania murawy.
WNIOSEK I
W PZPN potrzebne są zmiany i te jak gdyby w odpowiedzi na to co zaszło szybko nadchodzą. Tu będziemy mieli problem rozwiązany.
Drugim winnym jest komisarz FIFA, który ma jak widać za duże uprawnienia w pewnych sprawach. Komisarz FIFA może przyjechać i stwierdzić, że pod podanym mu adresem znajduje się stadion piłkarski, później pójść na mecz, obserwować jego przebieg i złożyć władzom FIFA stosowne sprawozdanie. Za przygotowanie obiektu, jego działanie i bezpieczeństwo odpowiadają tylko i wyłącznie organizatorzy. Nikt więcej - tylko oni.
WNIOSEK II.
PZPN w oparciu o to co stało się w Warszawie, powinien wystąpić do FIFA z wnioskiem o ograniczenie kompetencji komisarza. Nie zna konstrukcji obiektu, jego możliwości, a podejmuje decyzję. Również trenerzy drużyn reprezentacji nie powinni mieć nic do powiedzenia w sprawie przygotowań obiektu. Owszem mogą wyrażać swoje zdanie i opinię, ale nie wiążące dla  organizatorów. Żadna zbiorowa odpowiedzialność nie istnieje. Jedynym odpowiedzialnym musi być organizator imprezy.
Trzecim winnym jest Szef Narodowego Centrum Sportu, bo nie wywiązał się ze zleconego i przyjętego do wykonania zadania. Nie był przygotowany do niczego, nawet gdy deszcz lał mu się już za kołnierz nie podjął żadnych działań.
WNIOSEK III.
Trzeba dobrze prześwietlić całą organizację i podziękować tym, którzy nie wywiązali się ze swojego obowiązku, nie zgłosili narastającego zagrożenia, można przypuszczać, że nie domagali się zmiany decyzji, nie skontaktowali się bezpośrednio z FIFA, pomijając komisarza w tej sprawie.
Czwartym winnym jest Minister Sportu, której te firmy czy organizacje w takiej czy innej formie podlegają.
WNIOSEK IV.
Pan Premier RP nie powinien przejść obojętnie nad zaistniałą sytuacją. Nie można utrzymywać ludzi na stanowiskach do których niedorośli, a takich w tym rządzie jest więcej. Jeśli ich Pan nie powymienia, to nikt inny tylko oni Pana podtopią, jak dopuścili mimo dachu do podtopienia Stadionu Narodowego.

sobota, 22 września 2012

Wycena nieruchomości.

Nakaz chwili, to zmiana zasad wyceny nieruchomości metodą porównawczą dla ustalania opłat z tytułu użytkowania wieczystego gruntów.
Muszę się oprzeć na konkretnych faktach. Rzeczoznawca majątkowy ustalił cenę metra kwadratowego naszej zabudowanej spółdzielczej działki na 3051 złotych, na podstawie cen trzech, a nie czterech lub pięciu innych nieruchomości z których jedna dodatkowo przeznaczona jest pod budownictwo biurowe, a nie mieszkaniowe i położona znacznie bliżej centrum Warszawy. Na naszej działce stoi budynek z wielkiej płyty wybudowany w 1990 roku. Ceny nowych mieszkań w naszej okolicy wahają się od 5500 do 6500 złotych brutto za jeden metr kwadratowy, a w naszym bloku metr kwadratowy wyceniany jest na 5000 zł. Udział metra kwadratowego działki w metrze kwadratowym mieszkania stanowi więc: 3051 : 5000 = 0,6202, to znaczy ponad  62 procent. Jasno z tego wynika, że system dokonywania wycen pod istniejącymi budynkami mieszkalnymi stosowany obecnie, powinien i musi opierać się na innych zasadach.
Dla przeceny gruntów pod istniejącymi budynkami mieszkalnymi, bardziej logicznym będzie branie pod uwagę udziału wartości gruntu w metrze kwadratowym istniejącego mieszkania, niż obciążanie go wydumaną, wziętą z powietrza ceną niby porównywalnego gruntu. Obecnie udział wartości gruntu w wartości metra kwadratowego nowego mieszkania poza centrum Warszawy wynosi średnio około 1000 złotych, a dwudziestodwuletniego zbudowanego z wielkiej płyty tylko około  600 złotych.
Rzeczoznawca powinien wiedzieć, że planując budowę domu wielomieszkaniowego wychodzi się od ceny po której można sprzedać metr kwadratowy mieszkania. Z otrzymanych warunków zabudowy, developer wylicza możliwą do uzyskania powierzchnię użytkową i wylicza wartość inwestycji. Liczy koszt budowy mieszkań, przyłączy, dokumentacji, nadzoru, robót dodatkowych, koszt marketingu, koszt sprzedaży, koszt kredytu i planowany zysk developera. Odejmując od wartości inwestycji tak obliczony koszt budowy, otrzymuje kwotę, którą może wydać na zakup działki i odpowiednio obciążyć koszt metra kwadratowego powierzchni użytkowej.
Obecnie żaden developer nie może sobie pozwolić, by kwota ta przekroczyła w zależności od lokalizacji  800 do 1100 złotych. W zasadzie to to nie ma to tak wielkiego znaczenia gdzie buduje, bo nawet jeśli w Śródmieściu Warszawy zapłaci za grunt 8000 zł/m2, to wykorzysta teren pod zabudowę w  80 procentach i zbuduje tak wysoki budynek, że obciążenie zakupem drogiego gruntu i tak nie przekroczy 1500 zł. na metr kwadratowy powierzchni użytkowej mieszkania.
Mieszkanie łatwiej wycenić niż grunt pod nim i dlatego do wyceny gruntu pod istniejącymi budynkami mieszkalnymi powinno się stosować prostą i już właściwie funkcjonującą w społeczeństwie zasadę wyceny gruntu jako składową kosztu metra kwadratowego mieszkania.
Maksymalny koszt udziału gruntu powinien wynosić:
-w centrum Warszawy i miast wojewódzkich  15 do 20 %
- w pozostałych dzielnicach 10 do 15
- w miastach powiatowych  5 do 10 %
- w gminach do 8 %.
Powierzchnia biologicznie czynna, czy też ogólnie tereny zielone, powinny być wyceniana maksymalnie jako połowa ceny gruntu pod budynkami mieszkalnymi, a nigdy 100 % jak to ma miejsce obecnie.
 

sobota, 18 sierpnia 2012

Sitwa, klika

Kto w sitwie stoi, ten krowę wydoi.
Sitwa. To słowo robi obecnie oszałamiającą karierę. Jest subtelniejsze od innych określających pewnego rodzaju zachowania grup społecznych, a jednocześnie bardziej zagadkowe i niepokojące.
Bardziej pospolite i bardziej pejoratywne określenia związane z różnymi zachowaniami różnych grup  zawodowych, biznesowych, wyznaniowych są nazywane jako:
banda, bractwo, ferajna, gang, granda, gromada, grupa nieformalna, kamorra, klika, koteria, kompania, mafia, paczka, siatka, szajka, zgraja, zmowa itd.
Dla każdego z tych określeń można sprecyzować przybliżoną definicję oddającą ducha nazwy tej grupy. Wtedy natychmiast okaże się, że dla działalności właściwie określonych grup, nie ma przyzwolenia społecznego. Nie ma go dla bandy, gangów, grand, klanów, mafii, siatki, szajki i zgrai.
No, a co w takim razie z pozostałymi. One mieszczą się w dwóch głównych określeniach: sitwie i klice i są ich różnymi odmianami. Wprawdzie tu przyzwolenia również nie ma, ale ze względu na to, że skutki działania sitwy czy kliki zazwyczaj nie uderzają bezpośrednio w nikogo indywidualnie /poza nielicznymi/, to czujność społeczna jest częściowo uśpiona. To stwarza pozytywne przesłanki dla powstawania i działania sitw, klik i ich łagodniejszych odłamów.
Sitwa.
Zamierzone długofalowe działanie grupy osób bez zdecydowanego przywództwa. Zazwyczaj wszyscy mniej lub bardziej się znają i wzajemnie popierają. Wykorzystują swoje pozycje społeczne i zawodowe dla osiągnięcia wielorakich korzyści osobistych i grupowych - natychmiast lub rozłożonych w czasie.
Sitwa działa bez zahamowań i skrupułów w stosunku do innych grup i osób. Byle więcej, byle szybciej, ale zawsze w myśl zasady - ciszej jedziesz, dalej zajedziesz. Nie każdy dostaje równo,ale trzeba pamiętać, że, kto w sitwie stoi ten krowę wydoi.
Sitwy egzystują obok siebie. Zwykle się nie popierają, ale również nie zwalczają, chyba, że ktoś lub coś im bezpośrednio zagraża.
Klika.
Grupa osób swym zasięgiem mniejsza od sitwy. Członkowie lepiej i bliżej nawzajem się znają niż w sitwie, ale podobnie jak sitwa wykorzystują swoje pozycje zawodowe, kumoterskie, koleżeńskie  i społeczne w celu osiągnięcia własnych korzyści, bez oglądania się na skutki swoich działań w stosunku do innych osób.
Tam gdzie działają sitwy i kliki, "obcym' trudno jest pracować, aczkolwiek są potrzebni jako roboty, bo ich nieświadomymi, ukierunkowanymi działaniami, można osiągnąć to co zamierzone.
Na tle działalności tych wszystkich szkodliwych, nieformalnych grup nasuwają się proste, ale trudne do realizacji wnioski. Powinny być tępione z urzędu. Nie jest to łatwe, ale takie postawienie tej sprawy może zadziałać jako straszak i ograniczyć dalszy rozwój tych szkodliwych, różnej maści grup cwaniaczków.

niedziela, 22 lipca 2012

Spółdzielnie mieszkaniowe - i co z nimi dalej..

Prasa donosi, że opracowywany jest projekt ustawy dotyczący spółdzielni mieszkaniowych, który ma wprowadzić wiele zmian i ułatwień dla spółdzielców. Zasad działania spółdzielni drobnymi zmianami, nie da się poprawić. Tu potrzebne są radykalne zmiany - przekształcenie spółdzielni tam, gdzie to jest możliwe we Wspólnoty Mieszkaniowe lub ich likwidacja i przejęcie mienia likwidowanych spółdzielni przez gminy. Drugi wariant, to zasadnicza zmiana działania. Musi zaistnieć nowa ustawa. Z kosmetycznymi poprawkami dajmy sobie spokój.
Przytoczę teraz kilka opinii i wypowiedzi zebranych z prasy i internetu.
Spółdzielnie mieszkaniowe stanowią "państwo w państwie", kolesie sprawdzają kolesiów. Rady Nadzorcze są na usługach prezesów. Dla prezesów praca w spółdzielni, to prawdziwe eldorado. Przetargi ustawione. Kumoterstwo i traktowanie miejsca pracy,jako prywatnego folwarku. Fałszywe wybory na następną kadencję. Jawna korupcja. Dlaczego prawo nie jest zmieniane. Ludzie oni na nas żerują, a my musimy zanieść ostatnie grosze do spółdzielni, żeby prezes żył w luksusie. Prokurator powinien prześwietlić prezesów. 
Moim zdaniem jest kilka powodów wszelkiego zła występującego w spółdzielniach. Wszystkie powinny być wyeliminowane w nowej ustawie. Złym rozwiązaniem w praktyce okazała się trój władza, którą w spółdzielniach stanowi  - Walne Zgromadzenie /WZ/, Rada Nadzorcza /RN/, Zarząd /Z/.
WZ jest najwyższym organem spółdzielni, ale może podejmować uchwały jedynie w sprawach objętych porządkiem obrad - ustalonym najczęściej 21 dni temu. Najważniejszy organ, ma więc odebraną władzę w sprawach bieżących. Prawo spółdzielcze w art. 41 stwierdza, że uchwały podejmowane są zwykłą większością głosów w obecności co najmniej połowy upragnionych do głosowania, chyba że ustawa lub statut stanowią inaczej. I tu właśnie jest pies pogrzebany. Leży przede mną statut zarejestrowany przez Sąd Rejonowy i obowiązujący od 2008 roku, który w tej kwestii zawiera następujące postanowieni - "WZ jest ważne niezależnie od liczby obecnych na nim członków spółdzielni", a dalej - uchwały WZ obowiązują wszystkich członków spółdzielni oraz wszystkie jej organy. To rozwiązanie usankcjonowane przez prawo, umożliwia powstawanie klik, dowolne manipulowanie i sterowanie wszystkimi organami przez prezesów. Kilkanaście procent głosów na WZ ma dotyczyć i obowiązywać 100% członków danej spółdzielni.
WNIOSEK I. Należy przywrócić wymóg poparcia danej uchwały przez minimum 51% rzeczywistych członków spółdzielni. Głosy można zbierać tak jak we Wspólnotach.
WNIOSEK II. W nowej ustawie należy zlikwidować RN. Zlikwidowanie RN zwiąże Zarząd z WZ, a więc ze spółdzielcami, bo nikt już ich w niczym, wbrew ich woli wyręczał nie będzie.
WNIOSEK III. Prezesa powinno powoływać i odwoływać WZ i ustalać dla niego stosowne wynagrodzenie.  
WNIOSEK IV. Prezes powinien mieć przygotowanie zawodowe do pełnienia takiej funkcji, a więc posiadać licencję zarządcy nieruchomości lub pośrednika w obrocie nieruchomościami. Raz na zawsze trzeba skończyć z amatorstwem w spółdzielniach mieszkaniowych, bo to jedna z przyczyn różnych nieprawidłowości.
WNIOSEK V. W przypadku, gdy w danej spółdzielni uwłaszczyła się ponad połowa spółdzielców i skupiają  w sobie większość majątku z mocy prawa, bez żadnej alternatywy powstaje Wspólnota Mieszkaniowa, która jest nowoczesną formą zarządzania zasobami mieszkaniowymi.
WNIOSEK VI. Koniecznie trzeba wprowadzić przepis stanowiący o tym, że nie udzielenie Zarządowi absolutorium na WZ, jest równoznaczne z jego w tym momencie odwołaniem.

niedziela, 17 czerwca 2012

Plecie jak Obama.

Mam wewnętrzną potrzebę podzielenia się z wszystkimi Polakami, ludźmi dobrej woli sprawą konieczności upamiętnienia karygodnej wypowiedzi Prezydenta Stanów Zjednoczonych, pana Baracka Obamy na temat obozów koncentracyjnych w Polsce.
Nie chcę Mu specjalnie dokuczyć, bo błądzenie jest rzeczą ludzką. Taki dostał tekst przemówienia, sam chyba kiepsko zna historię powszechną, więc się nie zastanowił i przeczytał i haniebnie oskarżył Polaków potwornymi zbrodniami względem innych narodowości.
Szukam solidnego porzekadła, przysłowia, które na wieki pokaże kłamstwo i niefrasobliwość Baracka Obamy.
Uważam, że powinniśmy wybrać, wymyślić, ustalić, takie powiedzenie, porzekadło, przysłowie, które będzie nawiązywało do tej wielkiej niezręczności i naszej wielkiej krzywdy zarazem.
Oto jakie porzekadła mnie się nasuwają.
Plecie jak Obama
Truje jak Obama
Zakłamany jak Obama
Nie wie co czyta jak Obama
Czyta jak Obama
Wykształcony jak Obama
Ograniczony jak Obama
Zadufany jak Obama
Pokrętny jak Obama
Wredny jak Obama
Antypolski jak Obama
Błaźni się jak Obama
Mąci jak Obama
Insynuuje jak Obama
Plagiator jak Pbama
Matacz jak Obama
Nic trafniejszego, mniej znanego i trochę bardziej zjadliwego nie przychodzi mi do głowy. Może jednak komuś coś takiego się nasunie i utrwalimy to w formie porzekadła lub przysłowia, które na wieki ośmieszy fałszywe oceny, zakłamanie i  brak poczucia odpowiedzialności za swoje słowa oraz brak odwagi dla koniecznego publicznego przeproszenia obrażonych.  Pomyślmy trochę.

sobota, 16 czerwca 2012

Remont mieszkania w bloku.

Pomijam okres czasu bezpośrednio po wprowadzaniu się lokatorów i ich urządzanie się w nowym mieszkaniu. Stukanie. pukanie, wiercenie, szlifowanie rozlegają się bez końca. Ale to wszyscy nawzajem uznajemy za normalny okres przejściowy. Cieszymy się z mieszkania i tego, że inni są też już obok nas.
Prawdziwa gehenna zaczyna się po kilku, czy kilkunastu latach, kiedy to niektórzy lokatorzy z różnych powodów dokonują szerokiej modernizacji, czy przebudowy, którym towarzyszą wyburzenia ścian działowych, wycinanie stalowych ościeżnic, zrywanie glazury i wymiana podłóg.
Wycie pił, wiertarek, szlifierek i huk wibromłotów jest nie do zniesienia, a remont wykonać trzeba. W wysokich blokach często tak bywa, że jeden remont się kończy, a drugi zaczyna. Dla tych, którzy muszą przebywać cały czas w domu, a przeważnie są to niemowlęta lub  bardzo już starszawe osoby, jest to wręcz katorga. Co możemy wtedy zrobić. Praktycznie nic! Mój bliski znajomy mieszkał na 17 piętrze w bloku 19 -  piętrowym i z tego powodu wyprowadził się do budynku 2-piętrowego
Uważam jednak, że na takie okoliczności powinny być opracowane i ustalone pewne zasady dla przeprowadzających remonty, obowiązujące zresztą w całej Polsce. Może to ustalić Nadzór budowlany, Wspólnoty mieszkaniowe lub Spółdzielnie mieszkaniowe. Być może pewne zasady trzeba będzie wpisać nawet do Prawa Budowlanego.
Remontujący powinni być zobligowani do:
- wcześniejszego powiadomienia wszystkich lokatorów w danej klatce mieszkaniowej o zamierzonym remoncie, jego skali, terminie rozpoczęcia i przewidywanym terminie zakończenia robót
- w przypadku robót wyburzeniowych, wycinania metalowych ościeżnic, wykuwania okienek z kuchni do pokoju, zbijania glazury itp powinna to robić większa ekipa wykonawców, zdolna do wykonania pełnego zakresu tego rodzaju prać w najkrótszym możliwym czasie - nie dłużej niż w ciągu dwóch - max trzech dni.
- szlifowanie podłóg - tylko lekkimi szlifierkami bezpyłowymi
- nie podejmowania prac remontowych o charakterze wyburzeniowym, jeśli na klatce mieszkają niemowlęta do jednego roku życia
Powiadomieni wcześniej lokatorzy o remoncie, mają możliwość na przykład wyjechania na okres remontu lub jego części, a nawet jednoczesnego podjęcia u siebie prac remontowych. Będzie wtedy może głośniej, ale dużo krócej.
Szanujmy się nawzajem, bo to się na dłuższą metę naprawdę opłaca.

sobota, 9 czerwca 2012

Polska - Grecja

Remis, to dla mnie porażka i przegrana. Nie mogę obok tej sprawy przejść obojętnie, bo zbyt mocno kocham Polskę i zbyt zaangażowany jej kibicuję. Głównie piłce nożnej
Dla mnie winę za porażkę ponosi w pierwszej kolejności pan Smuda, w drugiej piłkarze, a w trzeciej pan Smuda i piłkarze. Dlaczego.Odpowiedź jest bardzo prosta. W ciągu pierwszych 20 minut drużyna mogła prowadzić 3:0, ale nie prowadziła, bo piłkarze nie mają wpojonej żelaznej zasady, że każdy mecz mają wygrać, a nie tylko dobrze grać. Byli zdziwieni, że udało im się kilkakrotnie dość efektownie zaatakować Greków. Po zdobyciu bramki uspokoili się i grali już  rozluźnieni, zamiast przyłożyć drugiego gola i wtedy zwalniać grę i popisywać się ładnymi zagraniami we wszystkich kierunkach boiska.
Najsłabszymi zawodnikami w tym meczu byli -w  kolejności od najsłabszego.
1.Wojciech Szczęsny. Za jego wypowiedź na temat innego bramkarza-Buruca powinien być usunięty z Kadry.  
    Siły nadprzyrodzone wiedzą co robią i na początek wyleciał z ważnego meczu za tamtą wypowiedź. Mam
    nadzieję, że do Kadry już nie wróci. Za dużo gada, a jak piłkarz dużo gada, to przestaje dobrze grać. Pan
    Smuda jednych  temperuje, a innym folguje. Zawinił pierwszego gola i w głupi sposób sprowokował
    jedenastkę. Dość.
    Mam wrażenie, że nie będzie też już w nowym sezonie bramkarzem nr 1 w Arsenale.
2. Jakub Błaszczykowski. Zagrał tylko jako tako na początku meczu. Im dalej tym gorzej.
3. Maciej Rybus. Mało widoczny i mało skuteczny. Zauważany przy złych podaniach piłki.
To najsłabsza trójka. Słabiej niż zwykle grali jeszcze Boenisch i Wasilewski.
Ale dlaczego winien jest głównie Smuda? Ano dlatego, że w przerwie nie dokonał  dwóch, trzech niewymuszonych zmian. A powinien to zrobić widząc jak zmęczeni w tej duchocie na stadionie byli niektórzy zawodnicy. Trener Greków to zrobił i wygrał. Pan Smuda powinien wiedzieć, że wchodzący zawodnik po przerwie, wie, że będzie grał tylko 45 minut, a więc nie musi się oszczędzać i gra na pełny gaz. Poza tym odpoczywają najlepsi, sprawdza zamienników, lepiej ich poznaje w czasie odpowiedzialnej gry. Zmiany są motorem zwycięstwa i nowych możliwości, a tak stoimy w miejscu i czekamy na przegrane.