Uchylmy immunitet w ruchu drogowym.
Immunitet to generalnie nic innego jak uwolnienie kogoś od różnych obciążeń, wyłączenie określonej osoby od stosowania wobec niej niektórych przepisów prawnych. Więcej jej wolno. Nie musi przestrzegać przepisów, które muszą przestrzegać inne osoby - zwykli obywatele.
Immunitet materialny daje gwarancję, że poseł nie może być pociągniety do odpowiedzialności za działalnośc parlamentarną w czasie wykonywania mandatu, ani po jego wygaśnięciu z wyłączeniem sytuacji gdy narusza dobra osobiste innych osób. Ten immunitet nie wyłącza odpowiedzialności posła przed Sejmem. Ani Sejm ani inny organ nie może go jednak uchylić.
Immunitet formalny, inaczej osobisty, oznacza, że poseł nie może być pociagnięty do odpowiedzialności karnej bez zgody Sejmu. Za zgodą - tak. A jak te uwolnienia i uprzywiliowania mają się do norm prawnych obowiazujacych w Polsce?
Artykuł 32 Konstytucji Rzeczypospolitej Polskiej stwierdza:
1.Wszyscy wobec prawa są równi. Wszyscy mają prawo do równego traktowania przez władze
publiczne.
2.Nikt nie może być dyskryminowany w życiu politycznym, społecznym lub gospodarczym z jakiej
kolwiek przyczyny.
Wydaje się, że te ważne konstytucyjne uregulowania powinny wystarczyć do funkcjonowania każdego obywatela w generalnie przez Konstytucję uregulowanym systemie prawnym obejmującym jednostki i całe społeczeństwo.
Ale tak niestety nie jest. W drodze różnych ustaw, wydawanych niby w oparciu o przepisy Konstytucji, Ci co mogą dla siebie ustanawiają coraz szerszy zakres nieopowiedzialności za swoje działania, uchylają sobie karalność za czyny popełnione w trakcie wykonywania mandatu.
Bezprecedensową sprawą jest rozszerzenie uprawnień posłów i innych uprzywiliowanych na wykroczenia. Tak dalej być nie może i nie powinno. W jaki to niby sposób objęcie immunitetem wykroczeń ma pomagać posłom, czy też przyczyniać się do lepszego wykonywania przez nich obowiazków wynikajacych z mandatu.
Stale powolutku razszerzany przez wiele lat immunitet zamula prawo i stawia wszystkich nim objętych ponad prawem. Trudno jest zmienić Konstytucję, ale pewne ograniczenia zakresu uprawnień wynikających z immunitetu Sejm może wprowadzić w drodze uchwały.
Powinno to stać się już dość dawno, ale zawsze są przeszkody, głównie tkwiące w głowach samych posłów, którzy wolą nie płacić mandatów, którzy chętnie rozszerzeliby sobie zakres uprawnień i przywilejów. Muszą przekraczać dopuszczalną predkość, bo zawsze się spieszą. Zapominają przy tym, że spieszy się ten kto goni, a ten co idzie na przedzie nie musi sie spieszyć, bo za nim dopiero idą, jadą inni. On zawsze, czy idzie czy jedzie jest pierwszy.
Ograniczenie immunitetu jest pilną potrzebą, wzmacniającą poczucie prawidłowo działającego systemu demokratycznego, eliminującego nadzwyczajne uprzywiliowanie posłów i polityków w państwie prawa.
Wzywam Panią Marszałek Sejmu, Komisje i Posłów, zróbcie wreszczie coś mądrego dla Polski, a pośrednio również dla siebie samych, bo będziecie inaczej postrzegani w społeczeństwie.
WIREK
Jest to blog wszechstronny, opisujący ciekawe zdarzenia z życia codziennego oraz leki i zioła dla poprawy zdrowia.
wtorek, 26 sierpnia 2014
środa, 20 sierpnia 2014
1918 - 2014, to już 96 lat.
Piłsudczyzna i aspekty drugiej wojny światowej, sięgającej swoimi korzeniami po dzisiejsze czasy, brawurowo zostały opisane i przedstawione w wydanej w bieżącym roku książce napisanej przez Rafała A. Ziemkiewicza pod tytyłem "JAKIE PIĘKNE SAMOBÓJSTWO".
Ta książka jest nadzwyczajną pozycją na rynku wydawniczym. W dwudziestym pierwszym wieku nie przeczytałem żadnej książki, którą treścią, zestawieniem faktów i ładunkiem emocjonalnym w czasie czytania można porównać do niej. Czyta się ją jednym tchem.
Od 1918 roku, krok po kroku, fakt po fakcie prowadzi nas przez krajowe rozgrywki polityczne, przewrót majowy, Berezę Kartuską, przedstawiając dwa rządzące Polską obozy Piłsudskiego i Dmowskiego i co z tego wynikało. Pokazuje buńczuczne pomachiwanie szabelką, jacy to jesteśmy mocni, jak łatwo pokonamy Niemców, będąc jednocześnie całkowicie nieprzygotowanymi do wojny.
Uwypukla klęskę naszej polityki zagranicznej i krajowej, zakłamywanie prawdy, kumoterstwo, możnowładztwo, to tylko niektóre z negatywnuch cech rządzących - źle i bardzo źle. Byliśmy mocarstwem z ducha. "Kury Wam szczać prowadzić, a nie politykę robić" mawiał Piłsudski.
Przyczyny drugiej wojny światowej przedstawione są tak prosto, jak nigdy przez nikogo dotąd. Wszystko ma swoją przyczynę i skutek. Jeszcze w marcu 1939 roku Hitler zastanawiał się, czy Polska ma być sojusznikem, czy wrogiem. Planował z udziałem Polski atak na Rosję. Podpisane sojusze z Francją i Wielką Brytanią przesądziły sprawę.
Ziemkiewicz opisuje drugą wojnę światową nie schodząc do okopów, bo tam są tylko żołnierze - bohaterscy wykonawcy. Wszystko rozgrywa się dużo, dużo wyżej, a ma jednak bezpośredni wpływ na wszelkie dalsze poczynania na każdym szczeblu.
Pomijając sztaby o losach wojny decydowali Stalin, Hitler, Churchill, Roosevelt.
O każdym z nich napisano już wiele książek i opowieści, więc nie będę ich charakteryzował, bo wszyscy wiemy kto z nich jaką role odegrał w II wojnie światowej.
Ważniejszą jednak sprawą opisaną przez pana Ziemkiewicza jest to, w jaki sposób potrafili się z sobą porozumiewać, mimo przeciwstawnych interesów. Ta nieprawdopodobna możliwośc jest precyzyjnie przedstawiona w omawianej książce.
Niezwykłe śmiałe sformułowania, błyskotliwe łączenie faktów, przedstawienie naszych wielu zabiegów, poczynań, powstań, walki na wszystkich frontach, naszego bohatrskiego umierania, które nie dawały i nie dały jednak oczekiwanych rezultatów, a często obracały się na naszą niekorzyść.
Po jej przeczytaniu stajemy się kimś innym, szczególnie w zrozumieniu obecnego otaczającego nas świata.
Dlatego zachęcam wszystkich dorosłych Polaków, do przeczytania tej książki. Każdy coś zyska dla siebie i swojego otoczenia. Nawet na wroga spojrzy inaczej.
WIREK
Ta książka jest nadzwyczajną pozycją na rynku wydawniczym. W dwudziestym pierwszym wieku nie przeczytałem żadnej książki, którą treścią, zestawieniem faktów i ładunkiem emocjonalnym w czasie czytania można porównać do niej. Czyta się ją jednym tchem.
Od 1918 roku, krok po kroku, fakt po fakcie prowadzi nas przez krajowe rozgrywki polityczne, przewrót majowy, Berezę Kartuską, przedstawiając dwa rządzące Polską obozy Piłsudskiego i Dmowskiego i co z tego wynikało. Pokazuje buńczuczne pomachiwanie szabelką, jacy to jesteśmy mocni, jak łatwo pokonamy Niemców, będąc jednocześnie całkowicie nieprzygotowanymi do wojny.
Uwypukla klęskę naszej polityki zagranicznej i krajowej, zakłamywanie prawdy, kumoterstwo, możnowładztwo, to tylko niektóre z negatywnuch cech rządzących - źle i bardzo źle. Byliśmy mocarstwem z ducha. "Kury Wam szczać prowadzić, a nie politykę robić" mawiał Piłsudski.
Przyczyny drugiej wojny światowej przedstawione są tak prosto, jak nigdy przez nikogo dotąd. Wszystko ma swoją przyczynę i skutek. Jeszcze w marcu 1939 roku Hitler zastanawiał się, czy Polska ma być sojusznikem, czy wrogiem. Planował z udziałem Polski atak na Rosję. Podpisane sojusze z Francją i Wielką Brytanią przesądziły sprawę.
Ziemkiewicz opisuje drugą wojnę światową nie schodząc do okopów, bo tam są tylko żołnierze - bohaterscy wykonawcy. Wszystko rozgrywa się dużo, dużo wyżej, a ma jednak bezpośredni wpływ na wszelkie dalsze poczynania na każdym szczeblu.
Pomijając sztaby o losach wojny decydowali Stalin, Hitler, Churchill, Roosevelt.
O każdym z nich napisano już wiele książek i opowieści, więc nie będę ich charakteryzował, bo wszyscy wiemy kto z nich jaką role odegrał w II wojnie światowej.
Ważniejszą jednak sprawą opisaną przez pana Ziemkiewicza jest to, w jaki sposób potrafili się z sobą porozumiewać, mimo przeciwstawnych interesów. Ta nieprawdopodobna możliwośc jest precyzyjnie przedstawiona w omawianej książce.
Niezwykłe śmiałe sformułowania, błyskotliwe łączenie faktów, przedstawienie naszych wielu zabiegów, poczynań, powstań, walki na wszystkich frontach, naszego bohatrskiego umierania, które nie dawały i nie dały jednak oczekiwanych rezultatów, a często obracały się na naszą niekorzyść.
Po jej przeczytaniu stajemy się kimś innym, szczególnie w zrozumieniu obecnego otaczającego nas świata.
Dlatego zachęcam wszystkich dorosłych Polaków, do przeczytania tej książki. Każdy coś zyska dla siebie i swojego otoczenia. Nawet na wroga spojrzy inaczej.
WIREK
niedziela, 11 maja 2014
Krata zamiast pasów na przejściach dla pieszych
Wypadki z udziałem pieszych.
Rozpoczęła się już, mam nadzieję konstruktywna dyskusja nad zmianą przepisów dotyczących przejść dla pieszych i zachowania się przed nimi i na nich pieszych i kierowców.
Nasze statystyki są alarmujące, ale nie obciążają tylko kierowców. Dane ze stron: moto.wp.pl wskazują, że najczęstszą przyczyną wypadków w roku 2013 było wejście pieszego bezpośrednio pod nadjeżdżający pojazd. Było 1800 takich przypadków. Kimkolwiek jest kierujący i jakąkolwiek odznacza się kulturą jazdy, jest w takiej sytuacji bezsilny. Nikomu tego nie życzę. Generalnie piesi spowodowali w ubiegłym roku 3200 wypadków, a kierowcy ponad 6000 z udziałem pieszych. Już na samych przejściach dla pieszych było 3400 wypadków. Przerażająca statystyka.
Zmiana przepisów jest prawie przesądzona, idzie i pójdzie w wiadomym kierunku - dalszych ograniczeń dla kierowców. Prawdopodobnie piesi będą mieli pierwszeństwo jeszcze przed wkroczeniem na jezdnię. Pieszy wkroczy, albo nie, a kierowca musi to za niego przewidzieć i oczywiście zwolnić, zahamować lub zatrzymać się. Tego najbardzej wszyscy musimy się obawiać i piesi i kierowcy. Niezależnie jednak od wszystkich za i przeciw, piesi w Polsce muszą być bardziej chronieni od kontaktu z tonami ruchomego żelastwa.
Należy poważnie się zastanowić w jaki najkorzystniejszy sposób można zwiększyć bezpieczeństwo pieszych. Sposobów może być wiele, ale ja zaproponuje tylko dwa.
Pierwszy dotyczy zachowania samych pieszych. Powinni bezwarunkowo przed wejściem na oznaczone przejście na jezdni dla pieszych, zatrzymać się i swoim zachowaniem zasygnalizować jednoznacznie zamiar przejścia przez jezdnię. Jest to kluczowa sprawa. Bez takiego zachowania nie pomogą żadne przepisy, a przecież nie jest to zbyt wielki wysiłek dla pieszych.
Drugi dotyczy generalnie lepszego oznakowania pionowego i poziomego, w tym również oświetlenia wszystkich przejść dla pieszych. Kierowca musi mieć możliwość zauważenia, że zbliża się do przejścia dla pieszych. Jest to sformułowanie ogólne dla dalszych konkretnych ustaleń przez najlepszych specjalistów.
Ja sam zgłaszam propozycję, aby przejścia dla pieszych malowane były w białą lub żóltą kratę.
Takie rozwiązanie ma niezaprzeczalne zalety:
- nie narucza przepisu najeżdżania na linie ciagłe
-wyróżnia się spośród wszystkich dotychczasowych znaków drogowych
- będzie bardzo dobrze widoczne, lepiej niż obecne pasy wzdłuż
- krata natychmiast bedzie kojarzyła się kierowcy z przejściem dla pieszych
- krata powinna być malowana w caro, dzięki temu malunek przejścia będzie z każego kierunku jednakowo wyglądał, zarówno dla pieszego jak i kierowcy.
Dodatkowo proponuję, aby specjaliści od przepisów ruchu drogowego jeszcze raz rozważyli możliwość przywrócenia przepisu zezwalającego na zjeżdżanie z ronda przy czerwonym świetle. Małe kieszenie na rondach niepotrzebnie blokują możliwy w pewnych przypadkach płynny ruch samochodowy. Na wielu skrzyżowaniach należy również przywrócić i w szerszym zakresie stosować zielone strzałki do skrętu w prawo.
WIREK
Rozpoczęła się już, mam nadzieję konstruktywna dyskusja nad zmianą przepisów dotyczących przejść dla pieszych i zachowania się przed nimi i na nich pieszych i kierowców.
Nasze statystyki są alarmujące, ale nie obciążają tylko kierowców. Dane ze stron: moto.wp.pl wskazują, że najczęstszą przyczyną wypadków w roku 2013 było wejście pieszego bezpośrednio pod nadjeżdżający pojazd. Było 1800 takich przypadków. Kimkolwiek jest kierujący i jakąkolwiek odznacza się kulturą jazdy, jest w takiej sytuacji bezsilny. Nikomu tego nie życzę. Generalnie piesi spowodowali w ubiegłym roku 3200 wypadków, a kierowcy ponad 6000 z udziałem pieszych. Już na samych przejściach dla pieszych było 3400 wypadków. Przerażająca statystyka.
Zmiana przepisów jest prawie przesądzona, idzie i pójdzie w wiadomym kierunku - dalszych ograniczeń dla kierowców. Prawdopodobnie piesi będą mieli pierwszeństwo jeszcze przed wkroczeniem na jezdnię. Pieszy wkroczy, albo nie, a kierowca musi to za niego przewidzieć i oczywiście zwolnić, zahamować lub zatrzymać się. Tego najbardzej wszyscy musimy się obawiać i piesi i kierowcy. Niezależnie jednak od wszystkich za i przeciw, piesi w Polsce muszą być bardziej chronieni od kontaktu z tonami ruchomego żelastwa.
Należy poważnie się zastanowić w jaki najkorzystniejszy sposób można zwiększyć bezpieczeństwo pieszych. Sposobów może być wiele, ale ja zaproponuje tylko dwa.
Pierwszy dotyczy zachowania samych pieszych. Powinni bezwarunkowo przed wejściem na oznaczone przejście na jezdni dla pieszych, zatrzymać się i swoim zachowaniem zasygnalizować jednoznacznie zamiar przejścia przez jezdnię. Jest to kluczowa sprawa. Bez takiego zachowania nie pomogą żadne przepisy, a przecież nie jest to zbyt wielki wysiłek dla pieszych.
Drugi dotyczy generalnie lepszego oznakowania pionowego i poziomego, w tym również oświetlenia wszystkich przejść dla pieszych. Kierowca musi mieć możliwość zauważenia, że zbliża się do przejścia dla pieszych. Jest to sformułowanie ogólne dla dalszych konkretnych ustaleń przez najlepszych specjalistów.
Ja sam zgłaszam propozycję, aby przejścia dla pieszych malowane były w białą lub żóltą kratę.
Takie rozwiązanie ma niezaprzeczalne zalety:
- nie narucza przepisu najeżdżania na linie ciagłe
-wyróżnia się spośród wszystkich dotychczasowych znaków drogowych
- będzie bardzo dobrze widoczne, lepiej niż obecne pasy wzdłuż
- krata natychmiast bedzie kojarzyła się kierowcy z przejściem dla pieszych
- krata powinna być malowana w caro, dzięki temu malunek przejścia będzie z każego kierunku jednakowo wyglądał, zarówno dla pieszego jak i kierowcy.
Dodatkowo proponuję, aby specjaliści od przepisów ruchu drogowego jeszcze raz rozważyli możliwość przywrócenia przepisu zezwalającego na zjeżdżanie z ronda przy czerwonym świetle. Małe kieszenie na rondach niepotrzebnie blokują możliwy w pewnych przypadkach płynny ruch samochodowy. Na wielu skrzyżowaniach należy również przywrócić i w szerszym zakresie stosować zielone strzałki do skrętu w prawo.
WIREK
sobota, 22 lutego 2014
Skarb Kibica Piłkarskiego.
Wydany 14 lutego bieżącego roku przez Przegląd Sportowy - "Skarb Kibica" przedstawia 16 polskich drużyn piłkarskich, tworzących Ekstraklasę Piłkarską. Mamy tu kadry zespołów, statystyki, transfery, terminarz rozgrywek rundy wiosennej oraz budźety poszczególnych klubów.
Nie wchodząc w szczegóły w sensie sprawdzenia niektórych danych, wypada zauważyć, że kadra poszczególnych drużyn liczy od 22 zawodników w Ruchu Chorzów do 31 w Widzewie Łódź i Jagielonii Białystok. Łącznie w Ekstraklasie zarejestrowanych do gry jest 426 zawodników. Dominują Polacy, których jest 305. Liczba cudzoziemców wynosi 121. Pochodzą oni aż z 44 krajów świata. Najliczniejszą grupę stanowią Słowacy - 14 zawodników, Portugalczyków mamy siedmiu, Serbów sześciu, Bośniaków i Czechów po pięciu i tak powoli schodzimy do dwóch, trzech i wreszcie pojedynczych zawodników z nawet bardzo dla nas egzotycznych i odległych krajów.
Wyłaniają się stąd następująse proporcje:
Polacy 305 : 426 = 71,60%
Cudzoziemcy 121 : 426 = 28,40%
Jedynie Ruch Chorzów nie zatrudnia żadnago zagranicznego zawodnika!. Lechia Gdańsk zatrudnia czterech, Widzew dwunastu, Jagielonia, Piast, Śląsk, Zagłębie po dziesiesięciu, Wisła dziewięciu, a Lech i Legia po jedenastu obcokrajowców.
Wśród zgłoszonych do gry znajdują się też wychowankowie klubów w liczbie 26. Mało to, czy dużo?
Chyba bardzo mało, zważywszy na ciągłe zapowiedzi istnienia , tworzenia, szkółek piłkarskich, akademii piłkarskich i tym podobnych form szkolenia młodzieży- narybku piłkarskiego.
Górnik Zabrze i Podbeskidzie Bielsko Biała, nie mają w zgłoszonym do rozgrywek zespole, ani jednego swojego wychowanka. Po czterech mają Lechia Gdańsk, Jagielonia Białystok i Zagłębie Lubin. Po dwóch Korona Kielce i Zawisza Bydgoszcz. Pozostałe kluby mają po jednym wychowanku. Dylemat kupić, czy przygotowywać wychylił się zdecydowanie w złą stronę.
Trudno ustalić normy, czy jakieś zasady, ale dla przyzwoitości w każdym klubie powinno występować minimum dwóch wychowanków. Chodzi o to, aby szkolącej się młodzieży dać szansę i nadzieję na grę w ulubionym - swoim klubie.
Budżety klubów - podstawa działalności i egzystencji wachają się w niewyobrażalnych granicach, od diewięciu do stu sześciu milionów złotych.Trzy kluby mają budżet po dwanaćie milionów, pozostałe nieco wyższe. Satysfakcjonujące mają tylko Wisła Kraków - dwadzieścia osiem milionów, Zagłębie Lubin trzydzieści pięć, Lech Poznań czterdzieści pięć i Legia Warszawa owe sto sześć milionów złotych. Łączna kwota budżetów drużyn wynosi 403 miliony złotych. Wielkość średniego budżetu wynosi więc ok. 25 milionów złotych i aż 11 drużyn po cichu wzdycha do tej kwoty.
Wszystkim Klubom i działaczom życzę, aby zmobilizowali swoje wysiłki i znależli sponsorów, gotowych wesprzeć tę małą jak widać grupę społeczxną, dającą nam sporo emocji i radości podczas rozgrywek. Zawodnikom, aby podnosili swoje kwalifikacje, grali czysto i dobrze zarabiali.
WIREK
Nie wchodząc w szczegóły w sensie sprawdzenia niektórych danych, wypada zauważyć, że kadra poszczególnych drużyn liczy od 22 zawodników w Ruchu Chorzów do 31 w Widzewie Łódź i Jagielonii Białystok. Łącznie w Ekstraklasie zarejestrowanych do gry jest 426 zawodników. Dominują Polacy, których jest 305. Liczba cudzoziemców wynosi 121. Pochodzą oni aż z 44 krajów świata. Najliczniejszą grupę stanowią Słowacy - 14 zawodników, Portugalczyków mamy siedmiu, Serbów sześciu, Bośniaków i Czechów po pięciu i tak powoli schodzimy do dwóch, trzech i wreszcie pojedynczych zawodników z nawet bardzo dla nas egzotycznych i odległych krajów.
Wyłaniają się stąd następująse proporcje:
Polacy 305 : 426 = 71,60%
Cudzoziemcy 121 : 426 = 28,40%
Jedynie Ruch Chorzów nie zatrudnia żadnago zagranicznego zawodnika!. Lechia Gdańsk zatrudnia czterech, Widzew dwunastu, Jagielonia, Piast, Śląsk, Zagłębie po dziesiesięciu, Wisła dziewięciu, a Lech i Legia po jedenastu obcokrajowców.
Wśród zgłoszonych do gry znajdują się też wychowankowie klubów w liczbie 26. Mało to, czy dużo?
Chyba bardzo mało, zważywszy na ciągłe zapowiedzi istnienia , tworzenia, szkółek piłkarskich, akademii piłkarskich i tym podobnych form szkolenia młodzieży- narybku piłkarskiego.
Górnik Zabrze i Podbeskidzie Bielsko Biała, nie mają w zgłoszonym do rozgrywek zespole, ani jednego swojego wychowanka. Po czterech mają Lechia Gdańsk, Jagielonia Białystok i Zagłębie Lubin. Po dwóch Korona Kielce i Zawisza Bydgoszcz. Pozostałe kluby mają po jednym wychowanku. Dylemat kupić, czy przygotowywać wychylił się zdecydowanie w złą stronę.
Trudno ustalić normy, czy jakieś zasady, ale dla przyzwoitości w każdym klubie powinno występować minimum dwóch wychowanków. Chodzi o to, aby szkolącej się młodzieży dać szansę i nadzieję na grę w ulubionym - swoim klubie.
Budżety klubów - podstawa działalności i egzystencji wachają się w niewyobrażalnych granicach, od diewięciu do stu sześciu milionów złotych.Trzy kluby mają budżet po dwanaćie milionów, pozostałe nieco wyższe. Satysfakcjonujące mają tylko Wisła Kraków - dwadzieścia osiem milionów, Zagłębie Lubin trzydzieści pięć, Lech Poznań czterdzieści pięć i Legia Warszawa owe sto sześć milionów złotych. Łączna kwota budżetów drużyn wynosi 403 miliony złotych. Wielkość średniego budżetu wynosi więc ok. 25 milionów złotych i aż 11 drużyn po cichu wzdycha do tej kwoty.
Wszystkim Klubom i działaczom życzę, aby zmobilizowali swoje wysiłki i znależli sponsorów, gotowych wesprzeć tę małą jak widać grupę społeczxną, dającą nam sporo emocji i radości podczas rozgrywek. Zawodnikom, aby podnosili swoje kwalifikacje, grali czysto i dobrze zarabiali.
WIREK
poniedziałek, 17 lutego 2014
"Fajerwerki" na boiska piłkarskie.
Obowiązkowo i zgodnie z nowymi zasadami i przepisami.
Jak się okazuje, same zawody piłkarskie już nie do końca satysfakcjonują kibiców. Mecze bywają nudnawe lub wręcz nudne. Jch pupile są akurat bez formy, grają wykopami od bramki do bramki i jak tu wytrzymać te dwie godziny, skoro na boisku nic ciekawego się nie dzieje.
Spotkania kibiców na stadionach muszą być urozmaicone, oni wręcz tego oczekują!
Oczywiście niczego na siłę i za dużo kibicom narzucać nie można i nie należy. Wszystko oprócz meczu co się dodatkowo będzie działo - muzyka, występy, tańce, konkursy, pokazy sztucznych ogni, musi być wyważone w czasie, mieć podtekst artystyczny, trafiać w aktualne oczekiwania i współgrać z nadchodzącym meczem, bawić kibiców, ale im też zbytnio nie przeszkadzać.
P r o p o n u j ę.
Przed rozpoczęciem każdego meczu, sędziowie i piłkarze obu drużyn, ale bez dzieći, bo to śmieszny i kłopotliwy zwyczaj, wychodzą na boisko piłkarskie, ustawiają się i witają jak dotychczas. Następie wszyscy zawodnicy obu drużyn stają na linii obwodu dużego koła - po tej stronie boiska, którą wybrali lub która im przypadła do gry.
W samym środku koła, fachowi i odpwiedzialni pirotechnicy odpalają jeden, dwa lub maksymalnie trzy pokaźne oryginalne fajerwerki, lub pozorują strzał armatni, błyskawice, grzmoty i ulatniają się. Sędzia czeka aż efekty ognistych pióropuszy znikną i rozpoczyna mecz.
W p r z e r w i e.
W zależności od inwencji i możliwości finansowych gospodarzy organizowane są, krótkie pięciominutowe występy. Śpiewak lub śpiewaczka operowa, czy operetkowa śpiewa arie z aktualnego występu, śpiewa chór /może być nawet chór kibiców/, tańczą młode dziewczęta, występują akrobaci, organizowane są pokazy mody, również bielizny dla kobiet, organizowane są różne konkursy, nawet z małymi nagrodami, pokazy chwytów obronnych, różnego rodzaju walk, skoki wzwyż, skoki przez koła, również fachowo przygotowane fajerwerki itp.i itd..
Pamiętam, jeszcze jak Boruc był piłkarzem Legii, w przerwie meczu został zorganizowany konkurs strzelecki dla zaproszonych, dobrowolnie zgłaszających się z trybun kibiców. Zaproszono dziesięć osób i ich zadaniem było ze środka boiska oddanie strzału na bramkę w której stał Boruc. Nagrodę otrzymywał ten, przez którego kopnięta piłka dotoczy się do bramki lub minie linię boiska obok bramki. No i co? Nikomu to się nie udało, a tak wiele oczekujemy od zawodników. Żeby pokazać, jak to jest, na zakończenie Boruc popisał się wykopem spod bramki i piłka przeleciała w powietrzu trzy czwarte boiska, ale do bramki chyba nie wpadła. Już nie pamiętam.
Różnych ciekawych pomysłów może być bardzo wiele. Generalnie chodzi o urozmaicenie czasu kibicom i odwrócenie ich uwagi od majsterkowania przy racach, fajerwerkach i piwku.
Namawiam i zachęcam Kluby do podjęcia takiego wysiłku. Atrakcyjną oprawę meczu przygotowywuje organizator, ewentualnie z udziałem kibiców, a nie czeka na to, co wymyślą kibice.
WIREK
Jak się okazuje, same zawody piłkarskie już nie do końca satysfakcjonują kibiców. Mecze bywają nudnawe lub wręcz nudne. Jch pupile są akurat bez formy, grają wykopami od bramki do bramki i jak tu wytrzymać te dwie godziny, skoro na boisku nic ciekawego się nie dzieje.
Spotkania kibiców na stadionach muszą być urozmaicone, oni wręcz tego oczekują!
Oczywiście niczego na siłę i za dużo kibicom narzucać nie można i nie należy. Wszystko oprócz meczu co się dodatkowo będzie działo - muzyka, występy, tańce, konkursy, pokazy sztucznych ogni, musi być wyważone w czasie, mieć podtekst artystyczny, trafiać w aktualne oczekiwania i współgrać z nadchodzącym meczem, bawić kibiców, ale im też zbytnio nie przeszkadzać.
P r o p o n u j ę.
Przed rozpoczęciem każdego meczu, sędziowie i piłkarze obu drużyn, ale bez dzieći, bo to śmieszny i kłopotliwy zwyczaj, wychodzą na boisko piłkarskie, ustawiają się i witają jak dotychczas. Następie wszyscy zawodnicy obu drużyn stają na linii obwodu dużego koła - po tej stronie boiska, którą wybrali lub która im przypadła do gry.
W samym środku koła, fachowi i odpwiedzialni pirotechnicy odpalają jeden, dwa lub maksymalnie trzy pokaźne oryginalne fajerwerki, lub pozorują strzał armatni, błyskawice, grzmoty i ulatniają się. Sędzia czeka aż efekty ognistych pióropuszy znikną i rozpoczyna mecz.
W p r z e r w i e.
W zależności od inwencji i możliwości finansowych gospodarzy organizowane są, krótkie pięciominutowe występy. Śpiewak lub śpiewaczka operowa, czy operetkowa śpiewa arie z aktualnego występu, śpiewa chór /może być nawet chór kibiców/, tańczą młode dziewczęta, występują akrobaci, organizowane są pokazy mody, również bielizny dla kobiet, organizowane są różne konkursy, nawet z małymi nagrodami, pokazy chwytów obronnych, różnego rodzaju walk, skoki wzwyż, skoki przez koła, również fachowo przygotowane fajerwerki itp.i itd..
Pamiętam, jeszcze jak Boruc był piłkarzem Legii, w przerwie meczu został zorganizowany konkurs strzelecki dla zaproszonych, dobrowolnie zgłaszających się z trybun kibiców. Zaproszono dziesięć osób i ich zadaniem było ze środka boiska oddanie strzału na bramkę w której stał Boruc. Nagrodę otrzymywał ten, przez którego kopnięta piłka dotoczy się do bramki lub minie linię boiska obok bramki. No i co? Nikomu to się nie udało, a tak wiele oczekujemy od zawodników. Żeby pokazać, jak to jest, na zakończenie Boruc popisał się wykopem spod bramki i piłka przeleciała w powietrzu trzy czwarte boiska, ale do bramki chyba nie wpadła. Już nie pamiętam.
Różnych ciekawych pomysłów może być bardzo wiele. Generalnie chodzi o urozmaicenie czasu kibicom i odwrócenie ich uwagi od majsterkowania przy racach, fajerwerkach i piwku.
Namawiam i zachęcam Kluby do podjęcia takiego wysiłku. Atrakcyjną oprawę meczu przygotowywuje organizator, ewentualnie z udziałem kibiców, a nie czeka na to, co wymyślą kibice.
WIREK
niedziela, 25 sierpnia 2013
Wypadki drogowe - może ich być mniej.
45 osób zginęło w ubiegły weekend na naszych drogach. Ze smutkiem, zawstydzeniem i zażenowaniem wysłuchujemy takiego komunikatu. Bolejemy, zastanawiamy się przez chwilę jakie przyczyny to powodują. Brawura, głupota, brak wyobraźni i doświadczenia, stres, alkohol, korki, brak płynności ruchu, pośpiech, bicie rekordu czasu przejazdu, zakład, wyprzedzenie jadącego przede mną, aby mu pokazać jak się jeźdźi, szpan nowym samochodem.
Długo i często, to wszystko się udaje, aż do pewnej chwili, tej jednej bezwzględnej w rozliczeniu i okrutnej w skutkach, niosącej niewyobrażalne nieszczęścia dla powodującego wypadek i wszystkich uczestników takiego zdarzenia.
Śmierć, kalectwo, wieczne poczucie winy, niemy osąd otoczenia, zmiana sposobu życia, zsuwanie się na margines życia, często już nikomu niepotrzebnego. Koszmar dla okaleczonego i niewymowny ciężar dla rodziny i otoczenia.
Ale wcześniej nikt o tym nie chce myśleć, słyszeć i zastanawiać się. Mnie, nas to nie dotyczy. A jednak.
Co więc zrobić, żeby zmusić każdego kierującego mechanicznym pojazden drogowym, do zmiany sposobu myślenia, do wbicia mu do głowy i wyobrażni możliwych skutków wypadku, którego jest przyczyną lub tylko uczestnikiem. Nie mamy na to czsu, aby się nad tym zastanawiać, nie chcemy o tym myśleć, bo według niektórych myśląc o czymś takim, przywołujemy takie niechciane zdarzenia.
A jednak nie możemy przejść obojętnie nad tymi tragicznymi wydarzeniami i dlatego proponuję dwa podobne w wymowie, ale inne warsztatowo rozwiązania.
Mam na myśli nakręcenie dwóch filmów.
Pierwszy czysto szkoleniowy, który musi obejrzeć każdy podczas szkolenia związanego z uzyskaniem prawa jazdy.
Film ten powinien pokazać jak silny jest samochód, jak łatwo osiąga duże prędkości jazdy i jednocześnie jaki jest słaby w zderzeniu, jak do tyłu przesuwa się silnik, jak miażdży nogi, jak głowa z tułowiem przesuwa się do przodu w chwili zderzenia jeszcze z prędkością jazdy, jaki huk towarzyszy zderzeniu i jak po chwili zapada porażająca cisza.
Film powinien pokazywać skutki jazdy z nadmierną prędkością, jazdy na trzeciego, na ostrych łukach, dojeźdźania do wzniesień, wpadnięcia do stawu czy rzeki, zbliżania się do przejazdów kolejowych często żle widocznych, a także niefrasobliwośc pieszych i pożar samochodu.
W sumie powinno być pokazanych 6 do 8 wypadków pokazujących drażliwie doznane obrażenia, ratowanie rannych na miejscu i w szpitalu. Natychmiast przeprowadzane operacje z widocznymi bebechami na wierzchu, rozpylonem na sali smrodem, który muszą znosić lekarze, wszystko tak tragicznie pokazane, żeby adepci na prawo jazdy na tym filmie wręcz wymiotowali. Wtedy zapamiętają co to znaczy wypadek i dlaczego należy robić wszystko aby do niego nie doszło.
Drugi to film fabularny składający się z trzech różnych zdarzeń o tej samej tematyce.
a/.Fajna rodzina przed wyjazdem, rodzice i dwoje dzieci. Wszyscy giną w wypadku drogowym
b/.Fajna rodzina przed wyjazdem, rodzice i dwoje dzieci. Jedna osoba ginie. inni są ranni, ale po leczeniu wychodzą z tego wypadku bez większych skutków zdrowotnych.
c/.Fajna rodzina lub grupa osób. Po wypadku wszyscy zostają do końca życia kalekami.
To powinien być wybitny film, nasycony dramaturgią, który po odpowiedniej reklamie i zachętach powinien obejrzeć każdy dorosły osobnik, a szczególnie prowadzący pojazdy machaniczne.
Takie dwa filmy mogą przynieść więcej korzyści niż bezproduktywne gadanie o bezpieczeństwie ruchu. Mogą zmniejszyć liczbę wypadków i uratować życie wielu ludziom.
WIREK
Długo i często, to wszystko się udaje, aż do pewnej chwili, tej jednej bezwzględnej w rozliczeniu i okrutnej w skutkach, niosącej niewyobrażalne nieszczęścia dla powodującego wypadek i wszystkich uczestników takiego zdarzenia.
Śmierć, kalectwo, wieczne poczucie winy, niemy osąd otoczenia, zmiana sposobu życia, zsuwanie się na margines życia, często już nikomu niepotrzebnego. Koszmar dla okaleczonego i niewymowny ciężar dla rodziny i otoczenia.
Ale wcześniej nikt o tym nie chce myśleć, słyszeć i zastanawiać się. Mnie, nas to nie dotyczy. A jednak.
Co więc zrobić, żeby zmusić każdego kierującego mechanicznym pojazden drogowym, do zmiany sposobu myślenia, do wbicia mu do głowy i wyobrażni możliwych skutków wypadku, którego jest przyczyną lub tylko uczestnikiem. Nie mamy na to czsu, aby się nad tym zastanawiać, nie chcemy o tym myśleć, bo według niektórych myśląc o czymś takim, przywołujemy takie niechciane zdarzenia.
A jednak nie możemy przejść obojętnie nad tymi tragicznymi wydarzeniami i dlatego proponuję dwa podobne w wymowie, ale inne warsztatowo rozwiązania.
Mam na myśli nakręcenie dwóch filmów.
Pierwszy czysto szkoleniowy, który musi obejrzeć każdy podczas szkolenia związanego z uzyskaniem prawa jazdy.
Film ten powinien pokazać jak silny jest samochód, jak łatwo osiąga duże prędkości jazdy i jednocześnie jaki jest słaby w zderzeniu, jak do tyłu przesuwa się silnik, jak miażdży nogi, jak głowa z tułowiem przesuwa się do przodu w chwili zderzenia jeszcze z prędkością jazdy, jaki huk towarzyszy zderzeniu i jak po chwili zapada porażająca cisza.
Film powinien pokazywać skutki jazdy z nadmierną prędkością, jazdy na trzeciego, na ostrych łukach, dojeźdźania do wzniesień, wpadnięcia do stawu czy rzeki, zbliżania się do przejazdów kolejowych często żle widocznych, a także niefrasobliwośc pieszych i pożar samochodu.
W sumie powinno być pokazanych 6 do 8 wypadków pokazujących drażliwie doznane obrażenia, ratowanie rannych na miejscu i w szpitalu. Natychmiast przeprowadzane operacje z widocznymi bebechami na wierzchu, rozpylonem na sali smrodem, który muszą znosić lekarze, wszystko tak tragicznie pokazane, żeby adepci na prawo jazdy na tym filmie wręcz wymiotowali. Wtedy zapamiętają co to znaczy wypadek i dlaczego należy robić wszystko aby do niego nie doszło.
Drugi to film fabularny składający się z trzech różnych zdarzeń o tej samej tematyce.
a/.Fajna rodzina przed wyjazdem, rodzice i dwoje dzieci. Wszyscy giną w wypadku drogowym
b/.Fajna rodzina przed wyjazdem, rodzice i dwoje dzieci. Jedna osoba ginie. inni są ranni, ale po leczeniu wychodzą z tego wypadku bez większych skutków zdrowotnych.
c/.Fajna rodzina lub grupa osób. Po wypadku wszyscy zostają do końca życia kalekami.
To powinien być wybitny film, nasycony dramaturgią, który po odpowiedniej reklamie i zachętach powinien obejrzeć każdy dorosły osobnik, a szczególnie prowadzący pojazdy machaniczne.
Takie dwa filmy mogą przynieść więcej korzyści niż bezproduktywne gadanie o bezpieczeństwie ruchu. Mogą zmniejszyć liczbę wypadków i uratować życie wielu ludziom.
WIREK
piątek, 19 lipca 2013
Transfer zawodnika piłki nożnej.
Pozyskiwanie nowych piłkarzy, dla wzmocnienia składów drużyn piłkarskich przed nowym sezonem stało się stałym elementem działalności klubów.
Wytrawni specjaliści obserwują, analizują, przymierzają zawodnika do drużyny, do odpowiedniej pozycji, do zadań, które przed nim postawią. Płacą zazwyczaj wysokie odstępne, ustalają warunki z samym zawodnikiem, podpisują umowę i już radują się z osiągniętego sukcesu. A ten sukces przychodzi rzadziej niż wszyscy oczekują. Strzał w dziesiątkę udaje się raz na kilka razy.
Zaczyna się lamentowanie. Znowu przepłaciliśmy, znowu dużo nas to kosztowało, znowu mamy kiepskie wyniki mimo wzmocnień, znowu nie osiągniemy celu nakreślonego przez właściciela, czy sponsora. Nie zarobimy obiecanych premii, spadniemy w tabeli niżej niż byliśmy w poprzednim sezonie. Wydaje się, że całe zło tkwi w nieudanych transferach. Zastanówmy się, dlaczego, często tak właśnie się dzieje.
Głównie dlatego, że "Nowy" nabytek musi się w drużynie zaklimatyzować, a najczęściej w dużej mierze, pozostawiony jest samemu sobie. Oczywiście o wszystkim go informujemy, pomagamy w nawiązaniu kontaktu z całą drużyną, z klubem i oczekujemy, że będzie dobrze, że będzie bardzo dobrze grał.
Na pozyskanego zawodnika w pierwszym, najtrudniejszym okresie wpływa wszystko, a więc:
1. TO, CO GO OTACZA.
- lokal klubu, szatnie, umywalnie, boiska
- stroje klubowe, czuje się w nich dobrze lub żle
- atmosfera w szatni, na treningach i posiłkach
- życzliwość, stosunek otoczenia
- wspólpraca z trenetem i sztabem szkoleniowym
- kontakt językowy z trenerami, kolegami
- zauważanie go na boisku, nawet tylko na treningach lub gierkach
2.TO CO GO NURTUJE.
- porównuje swoje zarobki z zarobkami innych zwodników
- czy nie powinin był walczyć o wyższe wynagrodzenie
- czy w tym klubie osiągnie swoje cele
- czy stanie się podstawowym zawodnikiem w składzie
- brak bliskich. Czy jest sens sprowadzania rodziny
- dlaczego trudniej mu się tutaj gra niż myślał
- chce się wyróżniać w grze, ale mu to nie wychodzi, znowu zepsuł kilka podań
- pierwszej wypłaty nie dostał w terminie. Przeprosili, ale coś tu nie zagrało
3.TO CO MU PRZESZKADZA.
- słabsza własna kondycja niż miał ją wcześniej
- gra na błotnistych boiskach w zimnym deszczu
- brak porozumienia z najblizszymi graczami na boisku
- brak maksymalnego zaangażowanbia się w grę wszystkich zawodników
- brak zwycięstw i dobrych dalszych szans drużyny
- sadzanie go przez trenera na ławce rezerwowych
- klub jest jakiś zimny. Po zajęciach wszyscy się natychmiast rozjeżdżają
Czy w tej sytuacji warto się wysilać, czy mam tu dobrą perpektywę dalszego rozwoju?
Jak widać nowemu nie jest łatwo wpasować się do zespołu, jego gry, mentalności innych zawodników, oczekiwań trenerów i właścicieli klubu. Drużyna piłkarska, to zespół wielu ludzi o różnych zamiłowaniach, poglądach, perspektywach i nadziejach.
Im szefowie klubu więcej czasu poświęcają zawodnikom, im lepiej ich rozumieją, im bardziej chcą współrealizować ich oczekiwania - tym drużyna lepiej gra, a jak dobrze gra, to pojawia się dobra atmosfera, wzajemne poszanowanie i zaufanie. Wtedy można sięgać po każdy cel.
Klub musi być w sumie przyjazny dla zawodników, a personel klubu musi robić wszystko na najwyższym poziomie. Wtedy będą wyniki, a transfery bardziej udane.
Wirek
Wytrawni specjaliści obserwują, analizują, przymierzają zawodnika do drużyny, do odpowiedniej pozycji, do zadań, które przed nim postawią. Płacą zazwyczaj wysokie odstępne, ustalają warunki z samym zawodnikiem, podpisują umowę i już radują się z osiągniętego sukcesu. A ten sukces przychodzi rzadziej niż wszyscy oczekują. Strzał w dziesiątkę udaje się raz na kilka razy.
Zaczyna się lamentowanie. Znowu przepłaciliśmy, znowu dużo nas to kosztowało, znowu mamy kiepskie wyniki mimo wzmocnień, znowu nie osiągniemy celu nakreślonego przez właściciela, czy sponsora. Nie zarobimy obiecanych premii, spadniemy w tabeli niżej niż byliśmy w poprzednim sezonie. Wydaje się, że całe zło tkwi w nieudanych transferach. Zastanówmy się, dlaczego, często tak właśnie się dzieje.
Głównie dlatego, że "Nowy" nabytek musi się w drużynie zaklimatyzować, a najczęściej w dużej mierze, pozostawiony jest samemu sobie. Oczywiście o wszystkim go informujemy, pomagamy w nawiązaniu kontaktu z całą drużyną, z klubem i oczekujemy, że będzie dobrze, że będzie bardzo dobrze grał.
Na pozyskanego zawodnika w pierwszym, najtrudniejszym okresie wpływa wszystko, a więc:
1. TO, CO GO OTACZA.
- lokal klubu, szatnie, umywalnie, boiska
- stroje klubowe, czuje się w nich dobrze lub żle
- atmosfera w szatni, na treningach i posiłkach
- życzliwość, stosunek otoczenia
- wspólpraca z trenetem i sztabem szkoleniowym
- kontakt językowy z trenerami, kolegami
- zauważanie go na boisku, nawet tylko na treningach lub gierkach
2.TO CO GO NURTUJE.
- porównuje swoje zarobki z zarobkami innych zwodników
- czy nie powinin był walczyć o wyższe wynagrodzenie
- czy w tym klubie osiągnie swoje cele
- czy stanie się podstawowym zawodnikiem w składzie
- brak bliskich. Czy jest sens sprowadzania rodziny
- dlaczego trudniej mu się tutaj gra niż myślał
- chce się wyróżniać w grze, ale mu to nie wychodzi, znowu zepsuł kilka podań
- pierwszej wypłaty nie dostał w terminie. Przeprosili, ale coś tu nie zagrało
3.TO CO MU PRZESZKADZA.
- słabsza własna kondycja niż miał ją wcześniej
- gra na błotnistych boiskach w zimnym deszczu
- brak porozumienia z najblizszymi graczami na boisku
- brak maksymalnego zaangażowanbia się w grę wszystkich zawodników
- brak zwycięstw i dobrych dalszych szans drużyny
- sadzanie go przez trenera na ławce rezerwowych
- klub jest jakiś zimny. Po zajęciach wszyscy się natychmiast rozjeżdżają
Czy w tej sytuacji warto się wysilać, czy mam tu dobrą perpektywę dalszego rozwoju?
Jak widać nowemu nie jest łatwo wpasować się do zespołu, jego gry, mentalności innych zawodników, oczekiwań trenerów i właścicieli klubu. Drużyna piłkarska, to zespół wielu ludzi o różnych zamiłowaniach, poglądach, perspektywach i nadziejach.
Im szefowie klubu więcej czasu poświęcają zawodnikom, im lepiej ich rozumieją, im bardziej chcą współrealizować ich oczekiwania - tym drużyna lepiej gra, a jak dobrze gra, to pojawia się dobra atmosfera, wzajemne poszanowanie i zaufanie. Wtedy można sięgać po każdy cel.
Klub musi być w sumie przyjazny dla zawodników, a personel klubu musi robić wszystko na najwyższym poziomie. Wtedy będą wyniki, a transfery bardziej udane.
Wirek
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)