A oto moja propozycja. Banalnie prosta. Różnica pomiędzy czasem letnim i zimowym i odwrotnie wynosi jedną godzinę. Mamy dwa czasy i jedną godzinę, a więc dzielimy ją na pół i jedną połowę przypisujemy do czasu letnirgo, a drugą do czasu zimowego i już mamy po kłopocie.
Oznacza to, ż wracając po zimie do czasu letniego, przesuniemy wskazówki zegarów tylko o pół godziny i nigdy więcej nie będziemy zmieniali czasu. Tym sposobem uzyskaliśmy uniwersalny czas - nie wymagający żadnych dalszych regulacji.
Powinien mieć nazwę. Roboczo może być nazwany jako czas "warszawski", "polski". "uniwersalny", "dogodny", "niezmienny" itp. Zostawiam to Decydentom.
WIREK
Jestem za. Czy dodać czy ująć nieważne. Czas letni lub te pół godziny niech będzie.Zmiany czasu nikomu nic dobrego nie przyniosły. Kiedyś nikt nie zmieniał i dobrze było Pozdrawiam
OdpowiedzUsuń