Suplementy, to wyrazy tak często obecnie powtarzane jak sukces, sukcesy. i jedne i drugie stwarzają lepsze możliwości życia i działania, chociaż w obu przypadkach występują też zagrożenia ich stosowania.
W przypadku suplementów - niewłaściwe ich zastosowanie może mieć negatywne skutki dla zdrowia, a w przypadku sukcesów - możliwość uderzenia wody sodowej do głowy, wywyższania się, zbytnia zarozumiałość itp.
Suplementy diety.,
to zgodnie z ustawą o warunkach zdrowotnych żywności i żywienia, środki spożywcze, które mają uzupełnić normalną dietę. Są skoncentrowanym źródłem witamin, składników mineralnych i innych substancji wskazujących na efekt odżywczy lub inny fizjologiczny. Mogą być produkowane i przyjmowane w różnych postaciach, często powiązanych z ich użyciem.
Mogą to być roztwory, bardziej skondensowane syropy, ampułki, tabletki czy też saszetki.
Suplementy nie zastąpią normalnego prawidłowego odżywiania - są jego uzupełnieniem.
Zawsze muszą być właściwie dobrane, a szczególnie podczas jednoczesnego przyjmowania leków,
Obecne prawo nie wymaga rejestracji, gwarancji jakości, skuteczności i bezpieczeństwa stosowania suplementów. Wystarczy powiadomić Główny Inspektorat Sanitarny, dostarczyć wzór opakowania i podać termin wprowadzenia do sprzedaży. Nie zatwierdza ich Urząd Rejestracji Produktów Leczniczych, bo nie są lekami. Jakość jest kontrolowana przez SANEPID.
Przed zastosowaniem dowolnego suplementu musimy mieć na uwadze:
- odróżnienie suplementów od leków. Każde opakowanie zawiera nadruk "Suplement diety"
- świadomość, że pochodzenie naturalne, nie zawsze musi oznaczać - zdrowsze
- rozeznanie jakiego rodzaju pomocy potrzebuje nasz organizm
- dokładne przeczytanie ulotki, zanim zastosuje się suplement
- stosowanie dawek dziennych ustalonych w ulotce i w dodatku w określonych porach dnia
- nie należy polegać tylko na reklamach, bo podobne objawy mogą mieć różne przyczyny
- stosowanie suplementów u dzieci, zwłaszcza poniżej 6 roku życia, może mieć miejsce tylko ze
wskazania lekarza
- sprawdzenie czy dany suplement umieszczony jest w rejestrze Głównego Inspektoratu Sanitarnego
cdn Jan Głuchowski
Jest to blog wszechstronny, opisujący ciekawe zdarzenia z życia codziennego oraz leki i zioła dla poprawy zdrowia.
wtorek, 19 lutego 2019
piątek, 18 stycznia 2019
piątek, 23 listopada 2018
Grzać i studzić, być Idioten Sicher
Parzenie herbaty i kaw zalecane jest w temperaturach wody od 75 do 95 stopni Celsjusza.
Po zagotowaniu wody do 100 stopni, temperaturę 95 stopni osiąga się czekając ok. trzy minuty, a temperaturę 75 stopni po ok. 15 minutach.
Zalecana temperatura zaparzania herbaty zielonej wynosi 65 do 85 stopni, a białej 75 do 85 stopni C.
I tu jest pies pogrzebany.
Po co, dlaczego gotować wodę do 100 stopni i czekać, aż ona ostygnie. Sensowniej będzie podgrzewać wodę do temp. 90 stopni i dłużej zaparzać o te poprzednie 3 minuty, co będzie miało miejsce zresztą tylko w odniesieniu do niektórych herbat i kaw. Dla większości herbat i kaw, 90 stopni to i tak za wysoka temperatura.
Zaparzanie wrzątkiem to błąd.
Wszystkie zaparzaczki i czajniki powinny mieć wbudowane termostaty umożliwiające wybór pożądanej temperatury / te się będą psuły/ lub ustawioną na stałe temperaturę grzania wody np. do 90 stopni C. Uzyskujemy wtedy dwa znaczące efekty:
- przy temperaturze wrzenia wody wraz z parą wodną ulatuje wiele korzystnych dla zdrowia
składników. podgrzewając do niższej temperatury - unikamy tego
- uzyskujemy oszczędność energii i ochronę środowiska
Publiczne automaty do zaparzania, ustawiane z szpitalach, stacjach obsługi, czy poczekalniach, stosują już tę zasadę zaparzania w niższych temperaturach i nawet przy odbiorze kubka można ją odczytać. Podają, że wynosi ona np. 81 czy 83 stopnie.
Moja propozycja sięga głębiej. Ta zasada w taki czy inny sposób powinna trafić pod strzechy i w każdych warunkach przyniesie nam korzyści zdrowotne oszczędności energetyczne.
Smacznych doznań z nowej metody parzenia - Jan Głuchowski
poniedziałek, 12 listopada 2018
Leczenie chorego w domu - podstawową metodą opieki Służby Zdrowia
Po prawie trzech latach zmagań z chorobą mojej żony, miałem czas i możliwość przyjrzenia się bliżej aktualnie stosowanym metodom leczenia, ludzi poważnie chorych, przewlekle chorych lub wręcz niedołężnych, obciążonych też wiekowo. Jest to temat jak rzeka nie mająca początku i końca.
W Polsce każdy chory, czy potrzebujący pomocy ma do wyboru wiele możliwości, może udać się do:
- przychodni rejonowej
- w szczególnych przypadkach poprosić o wizytę lekarza w domu
- wezwać pogotowie
- wezwać lekarza przyjmującego prywatnie, w tym dowolnego specjalistę bez skierowania
- udać się do lekarza przyjmującego prywatnie
- udać się do prywatnej przychodni lekarskiej
- prywatnej przychodni ze z góry wcześniej opłaconą opieką lekarska.
- przychodni wybiórczo specjalistycznych.
Tych wariantów wyboru jest więcej, ale chciałem je pokazać tylko jako tło na mapie możliwości leczenia. Dalej zajmował się będę głównie ludźmi ciężko chorymi w wieku powyżej siedemdziesięciu lat.
Ci najczęściej mają już znacznie ograniczone pole wyboru. Leczenie rozpoczynają w swojej przychodni i czasem podpierają się wizytami w placówkach prywatnych. Jest to najprostszy i zarazem najgorszy z możliwych wyborów sposobów leczenia, bo pierwszemu nie do końca się zawierza, a na drugi po kilku prywatnych wizytach brakuje pieniędzy.
Wracamy więc do powszechnie zwanej "służby zdrowia", zapominając, że straciliśmy sporo czasu
niezbędnego dla podjęcia skutecznego leczenia, a więc pozostaje nam już teraz najczęściej leczenie szpitalne, a po szpitalnym w cięższych przypadkach pobyt w prywatnym, lub społecznym domu opieki lub hospicjum.
Zanim przejdę do sedna sprawy, muszę w kilku słowach przedstawić moje obserwacje z próby leczenia w prywatnej służbie zdrowia.
Moje spostrzeżenie jest takie, że podczas pierwszej wizyty, każdy lekarz ukierunkowuje porady i wskazówki tak, aby koniecznie przyjść na następną wizytę.
Ma to swoje uzasadnienie, musi więcej wiedzieć o objawach choroby, zlecić wykonanie określonych badań i poznać ich wyniki, bez których nie może odpowiedzialnie postawić diagnozy i dobrać stosownych leków. Ale częściej widziałem w oczach bezradność, co do możliwości leczenia danego schorzenia, zapisywanie leków, które poprzednicy odrzucili jako nieprzydatne, a mimo to gorliwie zachęcali do ponownej wizyty. Nisko oceniam lekarzy dermatologów. Łącznie byliśmy u dziewięciu z których niektórzy nie byli przygotowani do leczenia. ran i owrzodzeń. W jednym przypadku nie było wody, a w dwóch innych, jakichkolwiek środków opatrunkowych. Ja byłem przygotowany, miałem wszystko co potrzeba i niezbędne czynności wykonywałam sam lub z pomocą lekarza. Tylko dwa razy lekarze wezwali pielęgniarkę, która fachowo wykonała opatrunek, dwa razy opatrunki wykonali sami lekarze.
Przejdę teraz do omówienia pod pewnymi tylko względami pobytów w szpitalach, prywatnych i społecznych domach opieki.
1. WYZYWIENIE.
Mniej więcej na tym samym poziomie z tym, że w szpitalach bardziej urozmaicone.
2. KARMIENIE.
Według przeprowadzonych badań procent niedożywionych pacjentów przedstawia się następująco: sanatoria ok. 20%, szpitale ok. 35%, prywatne domy opieki ok. 85%.
Czy to wynik braku pożywienia. Absolutnie nie. To wynik braku obsługi aby nakarmić
wszystkich czekających. Na jedną podającą posiłki przypada 10 do 15 chorych pacjentów.
W przyspieszonym tempie następuje więc niedożywienie, osłabienie organizmu, łatwość
nowych infekcji i z intencji poprawy zdrowia następuje jego wręcz świadome osłabianie.
Personel obsługi i jego przełożeni wiedzą i widzą to doskonale, co dana pacjentka
czy pacjent zjedli, ale świadomie to olewają.
3. OPIEKA SANITARNA I HIGIENICZNA.
Na tym odcinku jest najtrudniej i najgorzej, żeby nie powiedzieć wręcz katastrofalnie. To równia
pochyła do szybkiego zgonu. Osoba tylko leżąca, cewnikowana, przeżywa katusze w ramach niby
leczenia.
Powinna być myta codziennie - a nie jest nawet raz na kilka dni, powinna mieć zmienianą odzież
a przeciąga sią to najdłużej jak można. Pielucho majtki raz na dobę oraz w miarę potrzeby
częściej, a przeciąga się te czynność do 2-3 dni. Widziałem przyschnięte do ciała odchody - to
koszmar. Chora boi się obsługi, cierpi i woli nic nie mówić, bo osoby sprawujące te czynności są
najczęściej ordynarne i w dodatku słabo wyszkolone, a ból i cierpienie osób chorych uważają za
normalne zjawisko towarzyszące danej chorobie.
4. OPIEKA LEKARSKA.
Najlepsza oczywiście w szpitalach. Sanatoria pomijam, bo to inny zakres leczenia. Natomiast w
prywatnych domach opieki, szczególnie tych tańszych w ofercie świadczonych usług znajduje się:
- zakwaterowanie, wyżywienie
- mycie i pielęgnacja ciała, pranie odzieży
- opieka pielęgniarska, niezbędna opieka lekarska.
Badania laboratoryjne, specjalistyczne USG, RTG, tomografia komputerowa itp., konsultacje
lekarzy specjalistów, leki, pampersy, rehabilitacja, transport do i ze szpitala obciążają opiekunów,
co jest zrozumiałe.
Niezbędna opieka lekarska, sprowadza się do zarejestrowanie chorej osoby w rejonie pobytu i
zdalne leczenie za pośrednictwem osoby bezpośrednio opiekującą się chorą.
Natomiast, przed podpisaniem umowy, byłem zapewniany że: lekarz podstawowej opieki ma
bezpośredni kontakt z chorym minimum raz w tygodniu, a niezbędny specjalista dwa razy w
miesiącu. Ale to tylko słowny blef. W rzeczywistości chory leczony w prywatnym domu opieki
wraca pod lecznictwo państwowe. Skoro tak, to trzeba poważnie rozważyć reorganizację służby
zdrowia.
5. WARUNKI LOKALOWE.
W czasie poszukiwania prywatnego domu opieki, bo na społeczny nie mieliśmy szans, ze względu
na czas oczekiwania, jak mi powiedziano od trzech miesięcy do roku, a tu była konieczność
zapewnienia opieki bezpośrednio po wypisaniu ze szpitala. Osobiście odwiedziłem piętnaście
prywatnych domów opieki w których warunki pobytu oceniam następująco;
- w dwóch - bardzo dobre
- w dwóch - dobre
- w pozostałych jedenastu niestety fatalne, głównie z powodu małej powierzchni przeznaczonej w pokoju dla chorego, Nieprawdopodobna ciasnota . W pokoikach o powierzchni około 8 - 9 m2 lokuje się dwie, a w 10 - 11 metrowych trzy osoby. Chorzy którzy nie mogą chodzić umieszczani są również na pierwszej lub drugiej kondygnacji, gdzie przy wąskich schodach i braku skutecznej windy w razie potrzeby ewakuacja nie jest możliwa. A zezwolenie na prowadzenie działalności w takich warunkach jest wydane. To jest kolejna przesłanka w kierunku zmiany metod leczenia, bez narażania chorych na dodatkowe niebezpieczeństwa.
6.WNIOSKI.
Wszystkie wymienione wyżej ośrodki pomocy chorym, to nic innego jak zorganizowane umieralnie- szpitali dotyczy to w mniejszym stopniu, bo tam jednak też leczy się chorych, najcięższe przypadki i często bardzo skutecznie.
Nie zmienia to jednak ogólnego spojrzenia na metody leczenia omawianej przeze mnie określonej grupy chorych. Dla ulżenia ich cierpieniom konieczny jest rozwój hospitalizacji domowej. W każdym przypadku, gdzie istnieje możliwość wyodrębnienia oddzielnego pokoju o powierzchni nie mniejszej niż 10 m2, a najlepiej większej i realnie ma się kto z najbliższej rodziny zaopiekować chorym, powinno być realizowane leczenie systemem domowego hospicjum we własnym lokalu.
Tylko w tej metodzie będzie można skutecznie zapobiegać w cierpieniu, nieść ulgę, leczyć ból, zapobiegać odleżynom, infekcjom, stosować cewnikowanie, bezboleśnie zmieniać opatrunki, podać w nocy łyżkę wody, likwidować inne objawy.
Służba Zdrowia przygotowując się do leczenia w domu chorego powinna równocześnie podjąć inspirujące działania w kierunku produkcji zminiaturyzowanego sprzętu umożliwiającego wszelkie badania pacjenta w domu, a nie wożenie cierpiącego do błahych badań.
Leczenie chorego w hospicjum domowym ze społecznego punktu widzenia będzie znacznie tańsze od każdej innej formy leczenia. Nieporównywalne są przecież koszty ogólne pobytu w szpitalu z kosztami pobytu w domu, wyżywienie będzie bardziej dostosowane do potrzeb chorego i w stosownej ilości. W szpitalu, dotyczy to w szczególności obiadów, połowa podanej w sumie masy
jedzenia wraca na rozgrzebanych talerzach do utylizacji, a kosztowała nie małe pieniądze.
Do rozszerzenia zakresu takiego sposobu leczenia, cała służba zdrowia musi być stopniowo przygotowywana, bo to jedyny realny sposób na ulżenie cierpiącym i znaczne obniżenie kosztów leczenia.
Z przysłów polskich: "Wszędzie dobrze, ale w domu najlepiej", "W swoim domu i kąty pomagają", "Nie wychodź z domu twojego, ujdziesz nieszczęścia wszelkiego".
"Daj Boże zdrowie", "Grunt to zdrowie", "Pijąc zdrowie cudze, tracimy własne", "Szanuj zdrowie należycie, bo jak umrzesz,stracisz życie", "Szlachetne zdrowie, nikt się nie dowie, jako smakujesz,aż się zepsujesz", "Zdrowie to największy majątek", Abyśmy wszyscy zdrowi byli, Jan Głuchowski
W Polsce każdy chory, czy potrzebujący pomocy ma do wyboru wiele możliwości, może udać się do:
- przychodni rejonowej
- w szczególnych przypadkach poprosić o wizytę lekarza w domu
- wezwać pogotowie
- wezwać lekarza przyjmującego prywatnie, w tym dowolnego specjalistę bez skierowania
- udać się do lekarza przyjmującego prywatnie
- udać się do prywatnej przychodni lekarskiej
- prywatnej przychodni ze z góry wcześniej opłaconą opieką lekarska.
- przychodni wybiórczo specjalistycznych.
Tych wariantów wyboru jest więcej, ale chciałem je pokazać tylko jako tło na mapie możliwości leczenia. Dalej zajmował się będę głównie ludźmi ciężko chorymi w wieku powyżej siedemdziesięciu lat.
Ci najczęściej mają już znacznie ograniczone pole wyboru. Leczenie rozpoczynają w swojej przychodni i czasem podpierają się wizytami w placówkach prywatnych. Jest to najprostszy i zarazem najgorszy z możliwych wyborów sposobów leczenia, bo pierwszemu nie do końca się zawierza, a na drugi po kilku prywatnych wizytach brakuje pieniędzy.
Wracamy więc do powszechnie zwanej "służby zdrowia", zapominając, że straciliśmy sporo czasu
niezbędnego dla podjęcia skutecznego leczenia, a więc pozostaje nam już teraz najczęściej leczenie szpitalne, a po szpitalnym w cięższych przypadkach pobyt w prywatnym, lub społecznym domu opieki lub hospicjum.
Zanim przejdę do sedna sprawy, muszę w kilku słowach przedstawić moje obserwacje z próby leczenia w prywatnej służbie zdrowia.
Moje spostrzeżenie jest takie, że podczas pierwszej wizyty, każdy lekarz ukierunkowuje porady i wskazówki tak, aby koniecznie przyjść na następną wizytę.
Ma to swoje uzasadnienie, musi więcej wiedzieć o objawach choroby, zlecić wykonanie określonych badań i poznać ich wyniki, bez których nie może odpowiedzialnie postawić diagnozy i dobrać stosownych leków. Ale częściej widziałem w oczach bezradność, co do możliwości leczenia danego schorzenia, zapisywanie leków, które poprzednicy odrzucili jako nieprzydatne, a mimo to gorliwie zachęcali do ponownej wizyty. Nisko oceniam lekarzy dermatologów. Łącznie byliśmy u dziewięciu z których niektórzy nie byli przygotowani do leczenia. ran i owrzodzeń. W jednym przypadku nie było wody, a w dwóch innych, jakichkolwiek środków opatrunkowych. Ja byłem przygotowany, miałem wszystko co potrzeba i niezbędne czynności wykonywałam sam lub z pomocą lekarza. Tylko dwa razy lekarze wezwali pielęgniarkę, która fachowo wykonała opatrunek, dwa razy opatrunki wykonali sami lekarze.
Przejdę teraz do omówienia pod pewnymi tylko względami pobytów w szpitalach, prywatnych i społecznych domach opieki.
1. WYZYWIENIE.
Mniej więcej na tym samym poziomie z tym, że w szpitalach bardziej urozmaicone.
2. KARMIENIE.
Według przeprowadzonych badań procent niedożywionych pacjentów przedstawia się następująco: sanatoria ok. 20%, szpitale ok. 35%, prywatne domy opieki ok. 85%.
Czy to wynik braku pożywienia. Absolutnie nie. To wynik braku obsługi aby nakarmić
wszystkich czekających. Na jedną podającą posiłki przypada 10 do 15 chorych pacjentów.
W przyspieszonym tempie następuje więc niedożywienie, osłabienie organizmu, łatwość
nowych infekcji i z intencji poprawy zdrowia następuje jego wręcz świadome osłabianie.
Personel obsługi i jego przełożeni wiedzą i widzą to doskonale, co dana pacjentka
czy pacjent zjedli, ale świadomie to olewają.
3. OPIEKA SANITARNA I HIGIENICZNA.
Na tym odcinku jest najtrudniej i najgorzej, żeby nie powiedzieć wręcz katastrofalnie. To równia
pochyła do szybkiego zgonu. Osoba tylko leżąca, cewnikowana, przeżywa katusze w ramach niby
leczenia.
Powinna być myta codziennie - a nie jest nawet raz na kilka dni, powinna mieć zmienianą odzież
a przeciąga sią to najdłużej jak można. Pielucho majtki raz na dobę oraz w miarę potrzeby
częściej, a przeciąga się te czynność do 2-3 dni. Widziałem przyschnięte do ciała odchody - to
koszmar. Chora boi się obsługi, cierpi i woli nic nie mówić, bo osoby sprawujące te czynności są
najczęściej ordynarne i w dodatku słabo wyszkolone, a ból i cierpienie osób chorych uważają za
normalne zjawisko towarzyszące danej chorobie.
4. OPIEKA LEKARSKA.
Najlepsza oczywiście w szpitalach. Sanatoria pomijam, bo to inny zakres leczenia. Natomiast w
prywatnych domach opieki, szczególnie tych tańszych w ofercie świadczonych usług znajduje się:
- zakwaterowanie, wyżywienie
- mycie i pielęgnacja ciała, pranie odzieży
- opieka pielęgniarska, niezbędna opieka lekarska.
Badania laboratoryjne, specjalistyczne USG, RTG, tomografia komputerowa itp., konsultacje
lekarzy specjalistów, leki, pampersy, rehabilitacja, transport do i ze szpitala obciążają opiekunów,
co jest zrozumiałe.
Niezbędna opieka lekarska, sprowadza się do zarejestrowanie chorej osoby w rejonie pobytu i
zdalne leczenie za pośrednictwem osoby bezpośrednio opiekującą się chorą.
Natomiast, przed podpisaniem umowy, byłem zapewniany że: lekarz podstawowej opieki ma
bezpośredni kontakt z chorym minimum raz w tygodniu, a niezbędny specjalista dwa razy w
miesiącu. Ale to tylko słowny blef. W rzeczywistości chory leczony w prywatnym domu opieki
wraca pod lecznictwo państwowe. Skoro tak, to trzeba poważnie rozważyć reorganizację służby
zdrowia.
5. WARUNKI LOKALOWE.
W czasie poszukiwania prywatnego domu opieki, bo na społeczny nie mieliśmy szans, ze względu
na czas oczekiwania, jak mi powiedziano od trzech miesięcy do roku, a tu była konieczność
zapewnienia opieki bezpośrednio po wypisaniu ze szpitala. Osobiście odwiedziłem piętnaście
prywatnych domów opieki w których warunki pobytu oceniam następująco;
- w dwóch - bardzo dobre
- w dwóch - dobre
- w pozostałych jedenastu niestety fatalne, głównie z powodu małej powierzchni przeznaczonej w pokoju dla chorego, Nieprawdopodobna ciasnota . W pokoikach o powierzchni około 8 - 9 m2 lokuje się dwie, a w 10 - 11 metrowych trzy osoby. Chorzy którzy nie mogą chodzić umieszczani są również na pierwszej lub drugiej kondygnacji, gdzie przy wąskich schodach i braku skutecznej windy w razie potrzeby ewakuacja nie jest możliwa. A zezwolenie na prowadzenie działalności w takich warunkach jest wydane. To jest kolejna przesłanka w kierunku zmiany metod leczenia, bez narażania chorych na dodatkowe niebezpieczeństwa.
6.WNIOSKI.
Wszystkie wymienione wyżej ośrodki pomocy chorym, to nic innego jak zorganizowane umieralnie- szpitali dotyczy to w mniejszym stopniu, bo tam jednak też leczy się chorych, najcięższe przypadki i często bardzo skutecznie.
Nie zmienia to jednak ogólnego spojrzenia na metody leczenia omawianej przeze mnie określonej grupy chorych. Dla ulżenia ich cierpieniom konieczny jest rozwój hospitalizacji domowej. W każdym przypadku, gdzie istnieje możliwość wyodrębnienia oddzielnego pokoju o powierzchni nie mniejszej niż 10 m2, a najlepiej większej i realnie ma się kto z najbliższej rodziny zaopiekować chorym, powinno być realizowane leczenie systemem domowego hospicjum we własnym lokalu.
Tylko w tej metodzie będzie można skutecznie zapobiegać w cierpieniu, nieść ulgę, leczyć ból, zapobiegać odleżynom, infekcjom, stosować cewnikowanie, bezboleśnie zmieniać opatrunki, podać w nocy łyżkę wody, likwidować inne objawy.
Służba Zdrowia przygotowując się do leczenia w domu chorego powinna równocześnie podjąć inspirujące działania w kierunku produkcji zminiaturyzowanego sprzętu umożliwiającego wszelkie badania pacjenta w domu, a nie wożenie cierpiącego do błahych badań.
Leczenie chorego w hospicjum domowym ze społecznego punktu widzenia będzie znacznie tańsze od każdej innej formy leczenia. Nieporównywalne są przecież koszty ogólne pobytu w szpitalu z kosztami pobytu w domu, wyżywienie będzie bardziej dostosowane do potrzeb chorego i w stosownej ilości. W szpitalu, dotyczy to w szczególności obiadów, połowa podanej w sumie masy
jedzenia wraca na rozgrzebanych talerzach do utylizacji, a kosztowała nie małe pieniądze.
Do rozszerzenia zakresu takiego sposobu leczenia, cała służba zdrowia musi być stopniowo przygotowywana, bo to jedyny realny sposób na ulżenie cierpiącym i znaczne obniżenie kosztów leczenia.
Z przysłów polskich: "Wszędzie dobrze, ale w domu najlepiej", "W swoim domu i kąty pomagają", "Nie wychodź z domu twojego, ujdziesz nieszczęścia wszelkiego".
"Daj Boże zdrowie", "Grunt to zdrowie", "Pijąc zdrowie cudze, tracimy własne", "Szanuj zdrowie należycie, bo jak umrzesz,stracisz życie", "Szlachetne zdrowie, nikt się nie dowie, jako smakujesz,aż się zepsujesz", "Zdrowie to największy majątek", Abyśmy wszyscy zdrowi byli, Jan Głuchowski
poniedziałek, 26 czerwca 2017
Warszawa 23.08.2021 r.
GOTOWY OBIEKT POD KLINIKĘ lub DOM OPIEKI.
Po głębszej analizie stwierdzam, że ten wspaniały obiekt szczególnie dobrze nadaję się na klinikę medyczną, dom opieki, dom stałego i czasowego pobytu dla ludzi potrzebujących opieki lub pomocy medycznej i sanitarnej. Blisko Warszawy, wśród lasów sękocińskich, będzie pożądanym miejscem leczenia i pobytu.Nie trać okazji, bo ta nie trafia się każdego dnia. Od zaraz możesz zarabiać ciesząc się pięknym obiektem i pogratulować sobie dobrej decyzji.
W czym rzecz. Otóż ja dysponuję nową, nowoczesną nieruchomością stanowiącą wielofunkcyjny budynek biurowy, o podstawowych parametrach jak niżej.
Powierzchnia działki - 2000,00 m2.
Pow. zabudowy - 670,64 m2
Pow. całkowita - 2010,31 m2.
Pow. użytkowa - 1819,07 m2.
Pow. zieleni - 1002,oo m2.
Miejsc parkingowych 25 szt.
Budynek dotychczas nie był użytkowany..
Lokalizacja - przy trasie katowickiej, po prawej stronie jadąc z Katowic w odległości 3,00 km. od Janek. a 13,00 km. od Centrum Warszawy. Po lewej stronie fotografii - las sękociński.
Parter budynku jest przystosowany do pełnienia funkcji usługowo - handlowej z salonem wystawowym o pow.75 m2, i centralną wysoką halą i bramą wjazdową o wymiarach 5 x 6 m
Łączna powierzchnia użytkowa parteru wynosi - 584,61 m2.
Pierwsze piętro. W skrzydle prawym powierzchnie biurowe, a w lewym biurowe i magazynowe. Łączna powierzchnia wynosi - 584,48 m2.
Drugie piętro. W skrzydle prawym powierzchnie mieszkalne, z możliwością wykorzystania jako biurowe, a w lewym pomieszczenie biurowe i socjalne. Łączna pow. wynosi - 627,61 m2.
Konstrukcja budynku - żelbetowa. Stropy Teriva. Ściany z betonu komórkowego. Schody żelbetowe, ślusarka aluminiowa, okna PCV. Stolarka drzwiowa drewniana oraz aluminiowa, oszklona oraz pełna.
Ponadto nieruchomość posiada: dwustronne zasilanie elektryczne, okablowanie telefoniczne, internet, centralę telefoniczną, klimatyzatory miejscowe, system alarmowy włamania i napadu, monitoring do centrum firmy ochrony mienia. Aktualny przydział mocy - 70 kW i może być znacznie powiększony. Pozwolenie na użytkowanie przedmiotowego budynku. Poniżej ogólny wygląd budynku.
Istnieje możliwość zakupu tej nieruchomości, jej wydzierżawienia na dłuższy okres i podjęcie wspólnego działania mającego na celu pełne wykorzystanie obiektu, wnosząc stosowną koncepcję.
Korzyści to: gotowy obiekt do natychmiastowego wykorzystania, oszczędność czasu, którego nikt nie ma za wiele, przystępne warunki kupna, wydzierżawienia oraz partnerskiej współpracy.
Wyjątkowa okazja czeka na Ciebie. Zapraszam Jan Głuchowski, tel. 605057512 e-mail: guchowski.jan@gmail.com
Warszawa 23.08.2021 r.
poniedziałek, 20 marca 2017
Bezzasadne - wręcz bezmyślne zmiany czasu.
Przypomnijmy, że ruchomy czas po raz pierwszy wprowadzili Niemcy. W dniu 30 kwietnia 1916 roku przesunęli zegary o godzinę do przodu, a cofnęli je o godzinę 1 października.Było, minęło. Niektórzy uzasadniają ten krok oszczędnościami energii. Inni w wyniku badań obalają ten mit i wskazują nawet minimalne zwiększenie zużycia energii. Mija 101 lat, a więc czas na logiczną zmianę.
Istnieje bardzo proste rozwiązanie.
Różnica między czasem zimowym, a letnim i odwrotnie wynosi jedną godzinę - 60 minut.Dzielimy ją na pół i po 30 minut przypisujemy do czasu zimowego i do letniego.
Tym prostym sposobem uzyskaliśmy uniwersalny czas, nie wymagający żadnych dalszych regulacji. Raz jeden przesuniemy wskazówki o 30 minut i nigdy więcej nie będziemy tego robili.
Ten nowy czas nazwijmy roboczo jako czas "warszawski", "niezmienny" lub inaczej, ale wprowadźmy go wreszcie.
WIREK
czwartek, 25 lutego 2016
Kto pyta...
Pytanie jest zwiastunem wiedzy. W nim kryje się skarb, a nie w odpowiedzi.
Pytanie nigdy nie może kłamać, ale może być zdawkowe, grzecznościowe, powierzchowne, lub dogłębne emanujące wewnętrznym oczekiwaniem pytającego.
Janusz Wajs prowadzi ciekawy program w radiowej jedynce i zapraszając do zadawanie pytań mówi - Jeśli nie boisz się zapytać....
Niestety bardzo często, właśnie to my boimy się zadawać pytania, obawiając się ośmieszenia, ujawnienia swojej niewiedzy, zmuszania kogoś do odpowiedzi, której on również może nie znać. Musimy więc zdecydować, komu możemy zadać interesujące nas pytanie, kiedy i w jakich okolicznościach.
Nigdy nie możemy z nich zrezygnować, bo naprawdę są one nośnikiem informacji, wiedzy, a niekiedy uzyskana odpowiedź może zaważyć na naszym dalszym postępowaniu, a nawet życiu.
Gdyby nie było pytań, nie byłoby odpowiedzi. Powtarzam - skarb kryje się więc w pytaniu, a nie w odpowiedzi, chociaż jest ona oczekiwana i ważna dla pytającego. Może utwierdzić go w słuszności obecnego działania, albo pokazać inną drogę, inne bardziej dochodowe i przyszłościowe kierunki zarabiania pieniędzy.
Podstawą uzyskania oczekiwanej odpowiedzi, jest jednak umiejętność zadawania pytań. Rozmówca wyczuje czy jest to zdawkowe pytanie, czy tez wyraża nasze rzeczywiste zainteresowanie.
Zawodowymi specjalistami w zadawaniu pytań są psychologowie, rekrutujący do pracy, terapeuci, negocjatorzy w handlu, przetargach, zwykli bazarowi handlarze, którzy wolą czekać na zaproponowaną przez nas cenę, niż podać ją samemu. Zawodowcy z uzyskanych odpowiedzi budują osobowość pytanego, wyrażane poglądy, emocje, możliwości i inne szczegóły, które ich interesują w danym temacie.
Są jednak sytuacje, kiedy nie powinniśmy zadawać pytań.
Pytanie kogoś jak sobie radzi po śmierci kogoś bardzo bliskiego, rodziców po śmierci dziecka, po wyrzuceniu z pracy, usunięcia z zespołu, napawa nas lękiem. Odpowiedź może nieść w sobie nie ujawnione dotychczas problemy, takie w których nie możemy pomóc. A więc nasze pytanie w tych okolicznościach i zawarta w nim troska jest powierzchowna. Niewłaściwe pytanie w tych sytuacjach może wywołać istną burze kłębiącą się dotychczas w głowie osoby pytanej, która może objąć całą rodzinę, a nawet najbliższe otoczenie.
Jest jeszcze inny rodzaj trudnych pytań, które najczęściej niosą konsekwencje dotyczące nas samych.
Mogą one spowodować całkowitą zmianę w naszym życiu. Do takich pytań należą - czy zechcesz ze mną współpracować - jeśli tak, to na przykład zakładamy spółkę. Czy możemy się razem wybrać na wycieczkę zagraniczną, czy możemy razem wybudować dom bliźniaczy, A najważniejsze, zadawane z drżeniem serca pytanie brzmi - czy wyjdziesz za mnie. Jeśli tak, to cudownie.
Powyższe pytania przyniosły nam szanse na pod każdym względem nowe ciekawe życie.
A więc nigdy nie obawiajmy się zadawać pytań. Udzielajmy też pytającym nas właściwych odpowiedzi.
WIREK
Pytanie nigdy nie może kłamać, ale może być zdawkowe, grzecznościowe, powierzchowne, lub dogłębne emanujące wewnętrznym oczekiwaniem pytającego.
Janusz Wajs prowadzi ciekawy program w radiowej jedynce i zapraszając do zadawanie pytań mówi - Jeśli nie boisz się zapytać....
Niestety bardzo często, właśnie to my boimy się zadawać pytania, obawiając się ośmieszenia, ujawnienia swojej niewiedzy, zmuszania kogoś do odpowiedzi, której on również może nie znać. Musimy więc zdecydować, komu możemy zadać interesujące nas pytanie, kiedy i w jakich okolicznościach.
Nigdy nie możemy z nich zrezygnować, bo naprawdę są one nośnikiem informacji, wiedzy, a niekiedy uzyskana odpowiedź może zaważyć na naszym dalszym postępowaniu, a nawet życiu.
Gdyby nie było pytań, nie byłoby odpowiedzi. Powtarzam - skarb kryje się więc w pytaniu, a nie w odpowiedzi, chociaż jest ona oczekiwana i ważna dla pytającego. Może utwierdzić go w słuszności obecnego działania, albo pokazać inną drogę, inne bardziej dochodowe i przyszłościowe kierunki zarabiania pieniędzy.
Podstawą uzyskania oczekiwanej odpowiedzi, jest jednak umiejętność zadawania pytań. Rozmówca wyczuje czy jest to zdawkowe pytanie, czy tez wyraża nasze rzeczywiste zainteresowanie.
Zawodowymi specjalistami w zadawaniu pytań są psychologowie, rekrutujący do pracy, terapeuci, negocjatorzy w handlu, przetargach, zwykli bazarowi handlarze, którzy wolą czekać na zaproponowaną przez nas cenę, niż podać ją samemu. Zawodowcy z uzyskanych odpowiedzi budują osobowość pytanego, wyrażane poglądy, emocje, możliwości i inne szczegóły, które ich interesują w danym temacie.
Są jednak sytuacje, kiedy nie powinniśmy zadawać pytań.
Pytanie kogoś jak sobie radzi po śmierci kogoś bardzo bliskiego, rodziców po śmierci dziecka, po wyrzuceniu z pracy, usunięcia z zespołu, napawa nas lękiem. Odpowiedź może nieść w sobie nie ujawnione dotychczas problemy, takie w których nie możemy pomóc. A więc nasze pytanie w tych okolicznościach i zawarta w nim troska jest powierzchowna. Niewłaściwe pytanie w tych sytuacjach może wywołać istną burze kłębiącą się dotychczas w głowie osoby pytanej, która może objąć całą rodzinę, a nawet najbliższe otoczenie.
Jest jeszcze inny rodzaj trudnych pytań, które najczęściej niosą konsekwencje dotyczące nas samych.
Mogą one spowodować całkowitą zmianę w naszym życiu. Do takich pytań należą - czy zechcesz ze mną współpracować - jeśli tak, to na przykład zakładamy spółkę. Czy możemy się razem wybrać na wycieczkę zagraniczną, czy możemy razem wybudować dom bliźniaczy, A najważniejsze, zadawane z drżeniem serca pytanie brzmi - czy wyjdziesz za mnie. Jeśli tak, to cudownie.
Powyższe pytania przyniosły nam szanse na pod każdym względem nowe ciekawe życie.
A więc nigdy nie obawiajmy się zadawać pytań. Udzielajmy też pytającym nas właściwych odpowiedzi.
WIREK
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)