Po prawie trzech latach zmagań z chorobą mojej żony, miałem czas i możliwość przyjrzenia się bliżej aktualnie stosowanym metodom leczenia, ludzi poważnie chorych, przewlekle chorych lub wręcz niedołężnych, obciążonych też wiekowo. Jest to temat jak rzeka nie mająca początku i końca.
W Polsce każdy chory, czy potrzebujący pomocy ma do wyboru wiele możliwości, może udać się do:
- przychodni rejonowej
- w szczególnych przypadkach poprosić o wizytę lekarza w domu
- wezwać pogotowie
- wezwać lekarza przyjmującego prywatnie, w tym dowolnego specjalistę bez skierowania
- udać się do lekarza przyjmującego prywatnie
- udać się do prywatnej przychodni lekarskiej
- prywatnej przychodni ze z góry wcześniej opłaconą opieką lekarska.
- przychodni wybiórczo specjalistycznych.
Tych wariantów wyboru jest więcej, ale chciałem je pokazać tylko jako tło na mapie możliwości leczenia. Dalej zajmował się będę głównie ludźmi ciężko chorymi w wieku powyżej siedemdziesięciu lat.
Ci najczęściej mają już znacznie ograniczone pole wyboru. Leczenie rozpoczynają w swojej przychodni i czasem podpierają się wizytami w placówkach prywatnych. Jest to najprostszy i zarazem najgorszy z możliwych wyborów sposobów leczenia, bo pierwszemu nie do końca się zawierza, a na drugi po kilku prywatnych wizytach brakuje pieniędzy.
Wracamy więc do powszechnie zwanej "służby zdrowia", zapominając, że straciliśmy sporo czasu
niezbędnego dla podjęcia skutecznego leczenia, a więc pozostaje nam już teraz najczęściej leczenie szpitalne, a po szpitalnym w cięższych przypadkach pobyt w prywatnym, lub społecznym domu opieki lub hospicjum.
Zanim przejdę do sedna sprawy, muszę w kilku słowach przedstawić moje obserwacje z próby leczenia w prywatnej służbie zdrowia.
Moje spostrzeżenie jest takie, że podczas pierwszej wizyty, każdy lekarz ukierunkowuje porady i wskazówki tak, aby koniecznie przyjść na następną wizytę.
Ma to swoje uzasadnienie, musi więcej wiedzieć o objawach choroby, zlecić wykonanie określonych badań i poznać ich wyniki, bez których nie może odpowiedzialnie postawić diagnozy i dobrać stosownych leków. Ale częściej widziałem w oczach bezradność, co do możliwości leczenia danego schorzenia, zapisywanie leków, które poprzednicy odrzucili jako nieprzydatne, a mimo to gorliwie zachęcali do ponownej wizyty. Nisko oceniam lekarzy dermatologów. Łącznie byliśmy u dziewięciu z których niektórzy nie byli przygotowani do leczenia. ran i owrzodzeń. W jednym przypadku nie było wody, a w dwóch innych, jakichkolwiek środków opatrunkowych. Ja byłem przygotowany, miałem wszystko co potrzeba i niezbędne czynności wykonywałam sam lub z pomocą lekarza. Tylko dwa razy lekarze wezwali pielęgniarkę, która fachowo wykonała opatrunek, dwa razy opatrunki wykonali sami lekarze.
Przejdę teraz do omówienia pod pewnymi tylko względami pobytów w szpitalach, prywatnych i społecznych domach opieki.
1. WYZYWIENIE.
Mniej więcej na tym samym poziomie z tym, że w szpitalach bardziej urozmaicone.
2. KARMIENIE.
Według przeprowadzonych badań procent niedożywionych pacjentów przedstawia się następująco: sanatoria ok. 20%, szpitale ok. 35%, prywatne domy opieki ok. 85%.
Czy to wynik braku pożywienia. Absolutnie nie. To wynik braku obsługi aby nakarmić
wszystkich czekających. Na jedną podającą posiłki przypada 10 do 15 chorych pacjentów.
W przyspieszonym tempie następuje więc niedożywienie, osłabienie organizmu, łatwość
nowych infekcji i z intencji poprawy zdrowia następuje jego wręcz świadome osłabianie.
Personel obsługi i jego przełożeni wiedzą i widzą to doskonale, co dana pacjentka
czy pacjent zjedli, ale świadomie to olewają.
3. OPIEKA SANITARNA I HIGIENICZNA.
Na tym odcinku jest najtrudniej i najgorzej, żeby nie powiedzieć wręcz katastrofalnie. To równia
pochyła do szybkiego zgonu. Osoba tylko leżąca, cewnikowana, przeżywa katusze w ramach niby
leczenia.
Powinna być myta codziennie - a nie jest nawet raz na kilka dni, powinna mieć zmienianą odzież
a przeciąga sią to najdłużej jak można. Pielucho majtki raz na dobę oraz w miarę potrzeby
częściej, a przeciąga się te czynność do 2-3 dni. Widziałem przyschnięte do ciała odchody - to
koszmar. Chora boi się obsługi, cierpi i woli nic nie mówić, bo osoby sprawujące te czynności są
najczęściej ordynarne i w dodatku słabo wyszkolone, a ból i cierpienie osób chorych uważają za
normalne zjawisko towarzyszące danej chorobie.
4. OPIEKA LEKARSKA.
Najlepsza oczywiście w szpitalach. Sanatoria pomijam, bo to inny zakres leczenia. Natomiast w
prywatnych domach opieki, szczególnie tych tańszych w ofercie świadczonych usług znajduje się:
- zakwaterowanie, wyżywienie
- mycie i pielęgnacja ciała, pranie odzieży
- opieka pielęgniarska, niezbędna opieka lekarska.
Badania laboratoryjne, specjalistyczne USG, RTG, tomografia komputerowa itp., konsultacje
lekarzy specjalistów, leki, pampersy, rehabilitacja, transport do i ze szpitala obciążają opiekunów,
co jest zrozumiałe.
Niezbędna opieka lekarska, sprowadza się do zarejestrowanie chorej osoby w rejonie pobytu i
zdalne leczenie za pośrednictwem osoby bezpośrednio opiekującą się chorą.
Natomiast, przed podpisaniem umowy, byłem zapewniany że: lekarz podstawowej opieki ma
bezpośredni kontakt z chorym minimum raz w tygodniu, a niezbędny specjalista dwa razy w
miesiącu. Ale to tylko słowny blef. W rzeczywistości chory leczony w prywatnym domu opieki
wraca pod lecznictwo państwowe. Skoro tak, to trzeba poważnie rozważyć reorganizację służby
zdrowia.
5. WARUNKI LOKALOWE.
W czasie poszukiwania prywatnego domu opieki, bo na społeczny nie mieliśmy szans, ze względu
na czas oczekiwania, jak mi powiedziano od trzech miesięcy do roku, a tu była konieczność
zapewnienia opieki bezpośrednio po wypisaniu ze szpitala. Osobiście odwiedziłem piętnaście
prywatnych domów opieki w których warunki pobytu oceniam następująco;
- w dwóch - bardzo dobre
- w dwóch - dobre
- w pozostałych jedenastu niestety fatalne, głównie z powodu małej powierzchni przeznaczonej w pokoju dla chorego, Nieprawdopodobna ciasnota . W pokoikach o powierzchni około 8 - 9 m2 lokuje się dwie, a w 10 - 11 metrowych trzy osoby. Chorzy którzy nie mogą chodzić umieszczani są również na pierwszej lub drugiej kondygnacji, gdzie przy wąskich schodach i braku skutecznej windy w razie potrzeby ewakuacja nie jest możliwa. A zezwolenie na prowadzenie działalności w takich warunkach jest wydane. To jest kolejna przesłanka w kierunku zmiany metod leczenia, bez narażania chorych na dodatkowe niebezpieczeństwa.
6.WNIOSKI.
Wszystkie wymienione wyżej ośrodki pomocy chorym, to nic innego jak zorganizowane umieralnie- szpitali dotyczy to w mniejszym stopniu, bo tam jednak też leczy się chorych, najcięższe przypadki i często bardzo skutecznie.
Nie zmienia to jednak ogólnego spojrzenia na metody leczenia omawianej przeze mnie określonej grupy chorych. Dla ulżenia ich cierpieniom konieczny jest rozwój hospitalizacji domowej. W każdym przypadku, gdzie istnieje możliwość wyodrębnienia oddzielnego pokoju o powierzchni nie mniejszej niż 10 m2, a najlepiej większej i realnie ma się kto z najbliższej rodziny zaopiekować chorym, powinno być realizowane leczenie systemem domowego hospicjum we własnym lokalu.
Tylko w tej metodzie będzie można skutecznie zapobiegać w cierpieniu, nieść ulgę, leczyć ból, zapobiegać odleżynom, infekcjom, stosować cewnikowanie, bezboleśnie zmieniać opatrunki, podać w nocy łyżkę wody, likwidować inne objawy.
Służba Zdrowia przygotowując się do leczenia w domu chorego powinna równocześnie podjąć inspirujące działania w kierunku produkcji zminiaturyzowanego sprzętu umożliwiającego wszelkie badania pacjenta w domu, a nie wożenie cierpiącego do błahych badań.
Leczenie chorego w hospicjum domowym ze społecznego punktu widzenia będzie znacznie tańsze od każdej innej formy leczenia. Nieporównywalne są przecież koszty ogólne pobytu w szpitalu z kosztami pobytu w domu, wyżywienie będzie bardziej dostosowane do potrzeb chorego i w stosownej ilości. W szpitalu, dotyczy to w szczególności obiadów, połowa podanej w sumie masy
jedzenia wraca na rozgrzebanych talerzach do utylizacji, a kosztowała nie małe pieniądze.
Do rozszerzenia zakresu takiego sposobu leczenia, cała służba zdrowia musi być stopniowo przygotowywana, bo to jedyny realny sposób na ulżenie cierpiącym i znaczne obniżenie kosztów leczenia.
Z przysłów polskich: "Wszędzie dobrze, ale w domu najlepiej", "W swoim domu i kąty pomagają", "Nie wychodź z domu twojego, ujdziesz nieszczęścia wszelkiego".
"Daj Boże zdrowie", "Grunt to zdrowie", "Pijąc zdrowie cudze, tracimy własne", "Szanuj zdrowie należycie, bo jak umrzesz,stracisz życie", "Szlachetne zdrowie, nikt się nie dowie, jako smakujesz,aż się zepsujesz", "Zdrowie to największy majątek", Abyśmy wszyscy zdrowi byli, Jan Głuchowski