Centralna Komisja Egzaminacyjna powołana z dniem 1 stycznia 1999 roku przez Sejm RP zafundowała młodzieźy i całemu społeczeństwu IGRZYSKA MATURALNE, a nazwali je Egzaminem Maturalnym, który zarówno w części ustnej jak i pisemnej będzia przeprowadzony od 7 do 28 maja 2013 roku.
Egzamin maturalny jest niczym więcej tylko metodą oceny poziomu wykształcenia i sprawdzeniem określonych wiadomości według ustalonych wymagań.
Oprócz Centralnej Komisji Egzaminacyjnej działa jeszcze osiem Okręgowych Komisji Egzaminacyjnych oraz egzaminatorzy. W sumie ogromna liczba ludzi, których jedną z przesłanek działania jest pokazanie młodzieży, że wciąż mało umie, że wciąż mało potrafi, a przepustkę do dorosłości otrzymuje jakby awansem i dzięki wyrozumiałości ciała pedagogicznego, któremu nie udało się należycie przygotować młodzieży do tych egzaminów.
W bieżacym roku do egzaminu maturalnego przystąpi około 365 000 absolwentów i będzie zdawało z kilkudziesięciu przedmiotów.
Prace maturzystów zostaną sprawdzone przez egzaminatorów, a Świadectwa zostaną przesłane do szkół do 28 czerwca. Mamy więc dalszy ciąg igrzysk, które łącznie potrwają 49 dni, czyli 13,42 % całego roku kalendarzowego. W tym czasie można naprawdę wiele się nauczyć, a póki co młodzi ludzie dołują się, żyją w stresie, nerwach, nerwicach, depresji, sięgają po prochy i nie wiedzą. co ze sobą robić.
Nie jestem przeciwnikiem matur, mają już swoją tradycję, aprobatę społeczną, ale sam egzamin, egzaminy muszą być koniecznie uproszczone, skrócone w czasie, mniej stresujące dla młodzieży, rodziców i nawet samych nauczycieli.
Ta forma egzaminów generuje zbyt wysokie koszty, w myśl zasady - im biedniejszy kraj, tym wszystko drożej go kosztuje. Chciałbym wiedzić ile w Polsce będzie kosztowała tegoroczna matura.
Już czas najwyższy, zamknąć IGRZYSKA i przywrócić normalne egzaminy maturalne.
WIREK
Jest to blog wszechstronny, opisujący ciekawe zdarzenia z życia codziennego oraz leki i zioła dla poprawy zdrowia.
sobota, 11 maja 2013
niedziela, 7 kwietnia 2013
Ptaki w zimie umierają patrząc w nasze okna.
Jest zima. Gruba pokrywa śnieżna , odcina ptaki od poszukiwania tego wszystkiego co mogą wydobyć z ziemi i leżącego na ziemi. W miastach ptaki siadają na gałęźiach drzew i bojaźliwie, ale z nadzieją spoglądają w okna. Zamknięte, uchylone, oświetlone lub ciemne. Widzą poruszajacych się ludzi i tuląc się z zimna czekają na jakiś ruch z ich strony. Może znajdą jakieś rozwiazanie, może coś wymyślą, bo jak tylko bezmyślnie coś wyrzucą, to i tak wpadnie to w śnieg i nie da się z tego natychmiast skorzystać.
A w mróz, a szczególnie w mróz i wiatr głód doskwiera szczególnie boleśnie. Coraz mniej siły na dalsze loty w poszukiwaniu gdzieś czegoś do zjedzenia. Oszczędzają siły,siedzą na gałęziach i czekają.
"Drzewa umierają stojąc', ptaki siedząc na ich gałęziach i patrząc w nasze okna.
A za oknami normalni ludzie, którzy widzą te ptaki, domyślają się, że są głodne, ale są przekonani, że jednak jakoś sobie poradzą. Im samym jest ciepło, mają co jeść, co pić, mają swoje rozrywki - telewizję, towarzystwo znajomych, bliskich. W sumie klawe życie.
Widzimy dwa naturalne światy obok siebie: umierający i żywy, chociaż bardzo bierny, bezmyślny i dlatego okrutny.
Ludzie mogą pomóc w zimie ptakom, ale na masową skalę tego nie robią, nie wiedzą jak, nie chce im się, nie są dostatecznie wrażliwi, a więc są winni z powodu zaniechania skutecznego działania w udzielaniu pomocy, pomocy przed śmiercią bezlitosną i nieodwracalną.
I ptaki i ludzie umierają. Ludzie w lepszych warunkach powoli, ale czas jednak płynie, a skulone ptaki na ich oczach giną, tak jak ginie ludzka wrażliwość i sumienie na chłód i głód innych.
A może ja sam, a może i Ty wyjdziemy jednak natychmiast z okruchami........................
WIREK
A w mróz, a szczególnie w mróz i wiatr głód doskwiera szczególnie boleśnie. Coraz mniej siły na dalsze loty w poszukiwaniu gdzieś czegoś do zjedzenia. Oszczędzają siły,siedzą na gałęziach i czekają.
"Drzewa umierają stojąc', ptaki siedząc na ich gałęziach i patrząc w nasze okna.
A za oknami normalni ludzie, którzy widzą te ptaki, domyślają się, że są głodne, ale są przekonani, że jednak jakoś sobie poradzą. Im samym jest ciepło, mają co jeść, co pić, mają swoje rozrywki - telewizję, towarzystwo znajomych, bliskich. W sumie klawe życie.
Widzimy dwa naturalne światy obok siebie: umierający i żywy, chociaż bardzo bierny, bezmyślny i dlatego okrutny.
Ludzie mogą pomóc w zimie ptakom, ale na masową skalę tego nie robią, nie wiedzą jak, nie chce im się, nie są dostatecznie wrażliwi, a więc są winni z powodu zaniechania skutecznego działania w udzielaniu pomocy, pomocy przed śmiercią bezlitosną i nieodwracalną.
I ptaki i ludzie umierają. Ludzie w lepszych warunkach powoli, ale czas jednak płynie, a skulone ptaki na ich oczach giną, tak jak ginie ludzka wrażliwość i sumienie na chłód i głód innych.
A może ja sam, a może i Ty wyjdziemy jednak natychmiast z okruchami........................
WIREK
sobota, 23 marca 2013
Boniek na boisko.
W zaistniałej sytuacji - po przegranym meczu w fatalnym stylu z Ukrainą, wydaje mi się, że bez podjęcia stosownych działań przez prezesa PZPN, z grą reprezentacji Polski nie da się już nic zrobić.
Żadnego postępu, żadnego stylu, żadnej zbiorowej walki o wynik, żadnego wspóldziałania na boisku - to tak wygląda dzisiaj reprezentacja Polski w piłce nożnej.
Zwaśniona, zarozumiwła zbieranina z dziewięciu klubów europejskich, nigdy dobrze nie zagra. Już to wielokrotnie udowodnili. Takiej grupie potrzbne by było dodatkowe dłuższe szkolenie przez wybitnego, wymagającego szkoleniowca, który wie czego oczekuje od każdego zawodnika i sprawdza jego możliwości. Akceptuje go lub odrzuca. Tego czasu jednak w obecnym systemie rozgrywek nie ma.
Pan Fornalik nie jest chyba uznawany za trenera przez przemądrzałych zarozumiałych zawodników.
Grają więc jak chcą. Nie widać w ich grze, żadnej myśli. Żle przyjmują piłkę, która odskakuje im na kilka metrów, gubią ją często, źle podają - jest okazja do przodu, podają do tyłu. Koszmar nie gra.
Nie chcę wdawać się w szczegółową ocenę poszczególnych zawodników, bo chcę zaproponować istotne zmiany w podejściu do reprezentacji. Z moralnego obowiązku wymienię jednak tych, którzy moim zdaniem grali słabo i nie powinni być brani pod uwagę przy ustalaniu składu na najbliższy mecz. Należą do nich: Boruc, Glik, Wasilewski, Boenisch, Majewski, Rybus, Lewandowski.
A oto moja generalna propozycja dla prezesa PZPN, pana Bońka.
1.Powołany przez PZPN sztab przygotowywyje kadrę reprezentacji. Trener - już nie selekcjoner odpowiada za podszkolenie, taktykę i ostateczną konfigurację na biosku. Jak obecnie widać wyselekcjonowanie zawodników do reprezentacji przekracza możliwości jednego człowieka.
2. Reprezentacja jest oparta na zawodnikach grających w krajowych rozgrywkach i może być tylko uzupełniona zawodnikami grającymi w klubach zagranicznych. Większość stanowią jednak zawsze grający w kraju. Podnosimy poziom gry w polskiej lidze i morale zawodników w reprezentacji.
3. W meczu z San Marino, powinna zagrać taka drużyna, jak niedawno z Rumunią, a nie nieudacznicy z importu. Nie uda się już teraz tego zorganizować, ale kilku zawodników z ekstraklasy można jeszcze powołać i na boisko nie wpuszczać więcej zadufanych partaczy, których okres świetności dawno, dawno, dawno już temu minął. wszystkoowszystkim-janek.blogspot.com
Żadnego postępu, żadnego stylu, żadnej zbiorowej walki o wynik, żadnego wspóldziałania na boisku - to tak wygląda dzisiaj reprezentacja Polski w piłce nożnej.
Zwaśniona, zarozumiwła zbieranina z dziewięciu klubów europejskich, nigdy dobrze nie zagra. Już to wielokrotnie udowodnili. Takiej grupie potrzbne by było dodatkowe dłuższe szkolenie przez wybitnego, wymagającego szkoleniowca, który wie czego oczekuje od każdego zawodnika i sprawdza jego możliwości. Akceptuje go lub odrzuca. Tego czasu jednak w obecnym systemie rozgrywek nie ma.
Pan Fornalik nie jest chyba uznawany za trenera przez przemądrzałych zarozumiałych zawodników.
Grają więc jak chcą. Nie widać w ich grze, żadnej myśli. Żle przyjmują piłkę, która odskakuje im na kilka metrów, gubią ją często, źle podają - jest okazja do przodu, podają do tyłu. Koszmar nie gra.
Nie chcę wdawać się w szczegółową ocenę poszczególnych zawodników, bo chcę zaproponować istotne zmiany w podejściu do reprezentacji. Z moralnego obowiązku wymienię jednak tych, którzy moim zdaniem grali słabo i nie powinni być brani pod uwagę przy ustalaniu składu na najbliższy mecz. Należą do nich: Boruc, Glik, Wasilewski, Boenisch, Majewski, Rybus, Lewandowski.
A oto moja generalna propozycja dla prezesa PZPN, pana Bońka.
1.Powołany przez PZPN sztab przygotowywyje kadrę reprezentacji. Trener - już nie selekcjoner odpowiada za podszkolenie, taktykę i ostateczną konfigurację na biosku. Jak obecnie widać wyselekcjonowanie zawodników do reprezentacji przekracza możliwości jednego człowieka.
2. Reprezentacja jest oparta na zawodnikach grających w krajowych rozgrywkach i może być tylko uzupełniona zawodnikami grającymi w klubach zagranicznych. Większość stanowią jednak zawsze grający w kraju. Podnosimy poziom gry w polskiej lidze i morale zawodników w reprezentacji.
3. W meczu z San Marino, powinna zagrać taka drużyna, jak niedawno z Rumunią, a nie nieudacznicy z importu. Nie uda się już teraz tego zorganizować, ale kilku zawodników z ekstraklasy można jeszcze powołać i na boisko nie wpuszczać więcej zadufanych partaczy, których okres świetności dawno, dawno, dawno już temu minął. wszystkoowszystkim-janek.blogspot.com
niedziela, 17 marca 2013
Wietrzenie wspomnień
Dobrze starsza już Pani, co kilka dni staje przed dużym lustrem, otwiera szafy z jej strojami i powoli w niektóre z nich się ubiera. Staranne dobiera biżuterię, kilkakrotnie ją zmienia, zakłada lub przykłada tylko, różne dodatki, jak szale, apaszki, krajki, kołnierze i inne drobiazgi. Niekiedy zakłada również kurtkę, płaszcz, a nawet obuwie. Robi to i wie, że jednak nigdzie nie pójdzie.
Przymiarki przywołują wspomnienia przeżytych sytuacji, dni i lat. Odmładzają ją. Czuje się znowu młoda, powabna, pożądana, śledzona często wieloma parami męskich oczu.
Ta bluzka jest już niemodna, spódnica zsuwa się jej z bioder, przymierza nastepne.........
Wraca wspomnieniami do różnych spotkań, ale najchętniej do balów sylwestrowych, które w latach jej dojrzałej mlodości 1960 - 1985, miały swoisty klimat, były nieomal obowiązkowe, a grono przyjaciół i jeszcze obszerniejsze znajomych-znajomych, było zawsze z klasą, zawsze obecne, zawsze na topie, zawsze wyprzedzające odrobinę kanony mody w strojach, zachowaniu i nowinkach. Póżniej chodzili na sylwestry do Romy, Teatru Wielkiego, lub Komedii na Żoliborzu. Też było miło, ale już inaczej.
Nie pisała pamiętnika, ale niektóre bale dobrze zapisały się w jej pamięci, zarówno te trochę dystyngowane w Komisji Planowania, Ministerstwie Sprawiedliwości, Urzędzie Wojewódzkim, Pałacu Kultury, Generalnej Prokuraturze, czy w domu Technika jak i te mniejsze kameralne, gdzie bal nie jest dla balu, ale właśnie dla ciebie i twoich najbliższych. Swietnie sobie przypomina bal w kawiarni hotelu Warszawa. Nasze grono liczyło 18 osób, a mimo to mieszaliśmy się jeszcze z innymi ludźmi z podobnych grup. Tu wtedy bawiła się średnia Warszawka. Mąż tańczył z żoną jednego z nadzelnych redaktorów i na parkiecie wywineli orła. Wszyscy ich podnosili i wszyscy się od razu zapoznali. Mojej koleżance Dance nie podobał się krawat mojego męża, więc bez ceregieli mu go zdjęła i wyrzuciła za okno. Organizatorzy to widzieli i przynieśli go z powrotem. Innym razem w jeszcze większym gronie zamówiliśmy połowę kawiarni chyba przy Krochmalnej i tu przetańczyliśmy prawie całą noc w rytmie modnej wtedy śpiewanej przez Andrzeja Dąbrowskiego-piosenki -
Do zakochania jeden krok, jeden jedyny krok nic więcej
Do zakochania jeden krok, trzeba go zrobić jak najprędzej
Do póki się zapala wzrok, do póki się splatają ręce
Do póki kusi nocny mrok, do zakochania jeden krok
Do zakochania jeden krok
Ale następna zwrotka już nie taka - A potem znowu codzienności kurz
I zakochanie też za tobą już
Tańcząc celowo przygotowanymi piłeczkami pingpongowymi rzucaliśmy w bąbki na dużej choince. Nad ranem bąbek na choince już nie było, wyglądała żłośnie jak my wszyscy po podpitym balu.
Świetne sylwestry bywały w Romie, które prowadził pan Bogusław. To były rewie najpiękniejszych melodii z najpiękniejszych operetek świata. Jeszcze dzisiaj wiele z nich nucę, ale tylko jedną teraz wspomnę: Wielka sława to żart
Książe błazna jest wart
Złoto toczy się w krąg
Z rąk do rąk, z rąk do rąk
A następna zwrotka już nie taka - By żyć potrzebny cyrk i chleb,
by umrzeć garść ołowiu w łeb
Chleb jest, ale opuszczają ją siły i przytłacza zmęczenie. Czuję już ten ołów nie tylko w głowie, ale prawie w całym już ciele.
Przymiarki przywołują wspomnienia przeżytych sytuacji, dni i lat. Odmładzają ją. Czuje się znowu młoda, powabna, pożądana, śledzona często wieloma parami męskich oczu.
Ta bluzka jest już niemodna, spódnica zsuwa się jej z bioder, przymierza nastepne.........
Wraca wspomnieniami do różnych spotkań, ale najchętniej do balów sylwestrowych, które w latach jej dojrzałej mlodości 1960 - 1985, miały swoisty klimat, były nieomal obowiązkowe, a grono przyjaciół i jeszcze obszerniejsze znajomych-znajomych, było zawsze z klasą, zawsze obecne, zawsze na topie, zawsze wyprzedzające odrobinę kanony mody w strojach, zachowaniu i nowinkach. Póżniej chodzili na sylwestry do Romy, Teatru Wielkiego, lub Komedii na Żoliborzu. Też było miło, ale już inaczej.
Nie pisała pamiętnika, ale niektóre bale dobrze zapisały się w jej pamięci, zarówno te trochę dystyngowane w Komisji Planowania, Ministerstwie Sprawiedliwości, Urzędzie Wojewódzkim, Pałacu Kultury, Generalnej Prokuraturze, czy w domu Technika jak i te mniejsze kameralne, gdzie bal nie jest dla balu, ale właśnie dla ciebie i twoich najbliższych. Swietnie sobie przypomina bal w kawiarni hotelu Warszawa. Nasze grono liczyło 18 osób, a mimo to mieszaliśmy się jeszcze z innymi ludźmi z podobnych grup. Tu wtedy bawiła się średnia Warszawka. Mąż tańczył z żoną jednego z nadzelnych redaktorów i na parkiecie wywineli orła. Wszyscy ich podnosili i wszyscy się od razu zapoznali. Mojej koleżance Dance nie podobał się krawat mojego męża, więc bez ceregieli mu go zdjęła i wyrzuciła za okno. Organizatorzy to widzieli i przynieśli go z powrotem. Innym razem w jeszcze większym gronie zamówiliśmy połowę kawiarni chyba przy Krochmalnej i tu przetańczyliśmy prawie całą noc w rytmie modnej wtedy śpiewanej przez Andrzeja Dąbrowskiego-piosenki -
Do zakochania jeden krok, jeden jedyny krok nic więcej
Do zakochania jeden krok, trzeba go zrobić jak najprędzej
Do póki się zapala wzrok, do póki się splatają ręce
Do póki kusi nocny mrok, do zakochania jeden krok
Do zakochania jeden krok
Ale następna zwrotka już nie taka - A potem znowu codzienności kurz
I zakochanie też za tobą już
Tańcząc celowo przygotowanymi piłeczkami pingpongowymi rzucaliśmy w bąbki na dużej choince. Nad ranem bąbek na choince już nie było, wyglądała żłośnie jak my wszyscy po podpitym balu.
Świetne sylwestry bywały w Romie, które prowadził pan Bogusław. To były rewie najpiękniejszych melodii z najpiękniejszych operetek świata. Jeszcze dzisiaj wiele z nich nucę, ale tylko jedną teraz wspomnę: Wielka sława to żart
Książe błazna jest wart
Złoto toczy się w krąg
Z rąk do rąk, z rąk do rąk
A następna zwrotka już nie taka - By żyć potrzebny cyrk i chleb,
by umrzeć garść ołowiu w łeb
Chleb jest, ale opuszczają ją siły i przytłacza zmęczenie. Czuję już ten ołów nie tylko w głowie, ale prawie w całym już ciele.
czwartek, 14 marca 2013
Skok w przepaść literatury.
Przeczytałem ciekawą książkę pod tytułem "CIĘCIA", wydaną przez Świat Książki w 2011 roku, autorstwa Dawida Kornagi. Nie można przejść obok niej obojętnie. Młody, przed czterdziestką Autor w barwny sposób opisuje toczące się życie kilku osób zwiazanych z ambitną agencją reklamy. Szokujące niekiedy przygody i działania tych osób są dobrze unaocznione. Ich zamierzenia, bezwzględne traktowanie niżej stojących, własne relacje z uznanymi za równych sobie, są przedniej marki, wręcz porywają czytającego.
Tekst naszpikowany wzajemną agresywnością, wyuzdanym seksem i spermą ściekającą po niektórych stronach. Niektórzy pracują ze sobą wiele lat, ale nadal ciągle walczą o indywidualne wyniki pracy. Tu liczy się tylko najlepsza wymordowana reklama, tylko naj, naj i naj, ale przebieg jej tworzenia wykańcza ludzi bardziej niż ciężka praca fizyczna.
W pewnym momencie szef mówi tak lub nie. Efekt pracy przyjęty lub odrzucony. Koniec zmagań, ani słowa więcej na ten temat.
Czytający książkę nie może sobie wyrobić własnego osądu, nie może stanąć po jednej lub drugiej stronie, bo nie ma takiej możliwości. Proces tworzenia haseł reklamowych jest przedstawiony, ale ścieżka dojścia do końcowego wyniku, już nie.
Autor ma fenomenalny zmysł do tworzenia nowych wyrazów, zbitek językowych, neologizmów, które powoli będa przebijały się do potocznego języka polskiego. Jak na jedną książkę jest ich bardzo dużo.
Autor ma wiele fantazji. Lubi szybkie zmiany akcji, sytuacji i dla rozrywki włożył w usta podpitego faceta przyśpiewki jak niżej.
Aaa, aaa, małe kotki dwa,
Jeden miauczy, drugi sra.
Aaa, aaa, małe pieski dwa,
Jeden szczeka, drugi sra.
Aaa, aaa, małe węże dwa,
Jeden syczy, drugi sra.
Pomyślałem sobie, że jest to wyzwanie dla czytajacych, aby odprężyli się i wykazali swoimi możliwościami. U mnie zjawiła się lawina podobnych. Oto niektóre z nich.
Aaa, aaa, małe misie dwa,
Jeden chodzi, drugi s..
Aaa, aaa, małe wilki dwa,
Jeden wyje, drugi s..
Aaa, aaa, małe osły dwa,
Jeden ryczy, drugi s..
Aaa, aaa małe orły dwa,
Jeden frunie, drugi s..
Aaa, aaa, małe szczury dwa,
Jeden gryzie, drugi s..
Myślę, że jest to wezwanie dla wszystkich i dalsze tworzenie przyspiewek może być swietną zabawą w zimowe jeszcze wieczory. guchowski.jan@gmail.com
Tekst naszpikowany wzajemną agresywnością, wyuzdanym seksem i spermą ściekającą po niektórych stronach. Niektórzy pracują ze sobą wiele lat, ale nadal ciągle walczą o indywidualne wyniki pracy. Tu liczy się tylko najlepsza wymordowana reklama, tylko naj, naj i naj, ale przebieg jej tworzenia wykańcza ludzi bardziej niż ciężka praca fizyczna.
W pewnym momencie szef mówi tak lub nie. Efekt pracy przyjęty lub odrzucony. Koniec zmagań, ani słowa więcej na ten temat.
Czytający książkę nie może sobie wyrobić własnego osądu, nie może stanąć po jednej lub drugiej stronie, bo nie ma takiej możliwości. Proces tworzenia haseł reklamowych jest przedstawiony, ale ścieżka dojścia do końcowego wyniku, już nie.
Autor ma fenomenalny zmysł do tworzenia nowych wyrazów, zbitek językowych, neologizmów, które powoli będa przebijały się do potocznego języka polskiego. Jak na jedną książkę jest ich bardzo dużo.
Autor ma wiele fantazji. Lubi szybkie zmiany akcji, sytuacji i dla rozrywki włożył w usta podpitego faceta przyśpiewki jak niżej.
Aaa, aaa, małe kotki dwa,
Jeden miauczy, drugi sra.
Aaa, aaa, małe pieski dwa,
Jeden szczeka, drugi sra.
Aaa, aaa, małe węże dwa,
Jeden syczy, drugi sra.
Pomyślałem sobie, że jest to wyzwanie dla czytajacych, aby odprężyli się i wykazali swoimi możliwościami. U mnie zjawiła się lawina podobnych. Oto niektóre z nich.
Aaa, aaa, małe misie dwa,
Jeden chodzi, drugi s..
Aaa, aaa, małe wilki dwa,
Jeden wyje, drugi s..
Aaa, aaa, małe osły dwa,
Jeden ryczy, drugi s..
Aaa, aaa małe orły dwa,
Jeden frunie, drugi s..
Aaa, aaa, małe szczury dwa,
Jeden gryzie, drugi s..
Myślę, że jest to wezwanie dla wszystkich i dalsze tworzenie przyspiewek może być swietną zabawą w zimowe jeszcze wieczory. guchowski.jan@gmail.com
czwartek, 7 lutego 2013
Odpowiadam panu Fornalikowi.
Pytanie.
Nie wiem czemu druga połowa /meczu/ była gorsza..
Odpowiedź jest banalnie prosta i jasna jak siedzenie aniołka.
W pierwszej połowie, tuż po rozpoczęciu meczu. wyraźnie było widać, że Irlandczycy czują respekt przed naszą drużyną. Wiadomo, przyjechali wysoko wyceniani w Europie Lewandowski, Błaszczykowski i cała drużyna, która kilka dni temu, nie u siebie wysoko pokonała zawsze grożnych Rumunów. Jest się więc kogo bać, trzeba uważać, grać rozważnie i asekuracyjnie.
Po zdobyciu gola i braku zdecydowanej odpowiedzi naszej drużyny i dowiezieniu wyniku do przerwy, wszystko dla wszystkich stało się jasne. W przerwie zrozumieli lub ktoś im to dodatkowo wcisnął w głowy, że w zaistniałej sytuacji, są w stanie pokonać naszą drużynę. Zaczęli więc grać, groźnie atakować, nie cofać nóg, zwiększyli tempo, lepiej wychodzili na pozycje, efektownie odbierali naszym piłki i w drugiej połowie zasłużenie zwyciężyli, a mając szczęśliwego gola z pierwszej połowy, wygrali cały mecz. Oni po przerwie się zmobilizowali, a my mając przed sobą obraz gry z pierwszej połowy, w której mieliśmy przewagę, pewni siebie byliśmy przekonani, że bez większego wysiłku spokojnie najpierw wyrównamy, a później dołożymy jeszcze jednego gola i spokojnie zwyciężymy. Pytam Pana-czy w przerwie powiedział Pan naszym zawodnikom jak zaczną grać Irlandczycy, a jak powinni nasi, aby wygrać. Myślę, że nie. I to jest dla Pana pełna odpowiedź,
Przed meczem też nie spodziewał się Pan otrzymania odpowiedzi na wszystkie pytania dotyczące obrazu gry całej drużyny i jej możliwości. Tej odpowiedzi Pan również nie otrzymał i do meczu z Ukrainą też Pan nie otrzyma, a grać będzie trzeba. Publiczną oceną przez Pana piłkarzy, ja nie jestem zainteresowany. Zróbcie to sobie Panowie dla siebie w gronie szkoleniowym. Chyba Pan widzi teraz jakim żenującym błędem było i jest rozdmuchiwanie sprawy wyboru bramkarza. Publicznie wyglądało to na jedyny i główny problem składu drużyny. A tu żadnego właściwie problemu nie ma. Mamy dwóch dobrych bramkarzy, a więc możliwość wyboru i jak trzeba zastępstwa.
A teraz oceny niektórych piłkarzy.
Artur Boruc - czlowiek na swojej pozycji.
Wojciech Szczęsny - zarozumiały młody zawodnik. Dobry jednak już bramkarz.
Zawodnicy do których nie mam większych uwag: Daniel Łukasik, Sebastian Boenisch, Jakub Wawrzyniak-mimo fatalnego wybicia piłki, Jakub Błaszczykowski, Ludowic Obraniak.
Piłkarze do skreślenia z Kadry: Marcin Wasilewski, Robert Lewandowski. Glik. Robert Lewandowski jest przeszkodą w zdobywaniu goli przez innych piłkarzy. Grają na niego, sami nie szukają dobrych okazji i nic z tego nie wychodzi i nie wyjdzie. Sam to powinien zrozumieć i zrezygnowac z gry w Kadrze. Jeśli tego nie zrobi, Pan powinien mu poimóc.
Według mnie drużyna która pokonała Rumunię, lekko wzmocniona z powodzeniem mogła zagrać z Irlandią. Nie trzeba szukać dziury w całym i ściągać przemęczonych grą w klubach milionerów, którzy na Kadrę przyjeżdżają, aby się pokazać,zrelaksować i zainkasować wysokie, najłatwiej zarobione pieniądze. Ten mecz, to miała być generalna próba, a wyszła generalna klapa.
Każdy selekcjoner powinien i musi zacząć od zera. Należy więc:
- ściśle wspólpracować z trenerami drużyn w których grają wytypowani przez Pana do Kadry zawodnicy. Polegać na ich opinii, co do przydatności, pozycji gry na boisku i aktualnej formy. Oni to wiedzą lepiej od Pana.
- wybierać tylko ludzi o żelaznej kondycji, którzy mogą grać przez 120 minut, a nie takich, co przebiegną 30 metrów-puchną i zaraz odpoczywaja, spóźniają się do piłek i żle podają.
- wpoić im zasadę pełnej koncentracji na boisku. Gra, gra,gra i tylko gra. Gra z pierwszej piłki, stałe czytanie sytuacji na boisku, aby przed otrzymaniem piłki już wiedzieć komu należy ją podać.
- nie ma znaczenia z kim i jaki mecz rozgrywamy - towarzyski, czy tylko treningowy. Gramy po to aby wygrać. Kto tego nie rozumie, nie wychodzi na boisko.
- likwidować w zarodku pojawiające się animozje. Jeden musi odejść, zawsze przyjdzie lepszy. Kadra to wybitny zespół, a nie zlepek indywidualności. Kadra stanowi całość, jedność w grze, jedność w sukcesach. Dostać się do Kadry może ktoś indywidualnie już wielki, ale w Kadrze jest tylko kóleczkiem, które się obraca, aby cały zegar chodził, bo tylko on generuje końcowy wynik.
Powodzenia.
Nie wiem czemu druga połowa /meczu/ była gorsza..
Odpowiedź jest banalnie prosta i jasna jak siedzenie aniołka.
W pierwszej połowie, tuż po rozpoczęciu meczu. wyraźnie było widać, że Irlandczycy czują respekt przed naszą drużyną. Wiadomo, przyjechali wysoko wyceniani w Europie Lewandowski, Błaszczykowski i cała drużyna, która kilka dni temu, nie u siebie wysoko pokonała zawsze grożnych Rumunów. Jest się więc kogo bać, trzeba uważać, grać rozważnie i asekuracyjnie.
Po zdobyciu gola i braku zdecydowanej odpowiedzi naszej drużyny i dowiezieniu wyniku do przerwy, wszystko dla wszystkich stało się jasne. W przerwie zrozumieli lub ktoś im to dodatkowo wcisnął w głowy, że w zaistniałej sytuacji, są w stanie pokonać naszą drużynę. Zaczęli więc grać, groźnie atakować, nie cofać nóg, zwiększyli tempo, lepiej wychodzili na pozycje, efektownie odbierali naszym piłki i w drugiej połowie zasłużenie zwyciężyli, a mając szczęśliwego gola z pierwszej połowy, wygrali cały mecz. Oni po przerwie się zmobilizowali, a my mając przed sobą obraz gry z pierwszej połowy, w której mieliśmy przewagę, pewni siebie byliśmy przekonani, że bez większego wysiłku spokojnie najpierw wyrównamy, a później dołożymy jeszcze jednego gola i spokojnie zwyciężymy. Pytam Pana-czy w przerwie powiedział Pan naszym zawodnikom jak zaczną grać Irlandczycy, a jak powinni nasi, aby wygrać. Myślę, że nie. I to jest dla Pana pełna odpowiedź,
Przed meczem też nie spodziewał się Pan otrzymania odpowiedzi na wszystkie pytania dotyczące obrazu gry całej drużyny i jej możliwości. Tej odpowiedzi Pan również nie otrzymał i do meczu z Ukrainą też Pan nie otrzyma, a grać będzie trzeba. Publiczną oceną przez Pana piłkarzy, ja nie jestem zainteresowany. Zróbcie to sobie Panowie dla siebie w gronie szkoleniowym. Chyba Pan widzi teraz jakim żenującym błędem było i jest rozdmuchiwanie sprawy wyboru bramkarza. Publicznie wyglądało to na jedyny i główny problem składu drużyny. A tu żadnego właściwie problemu nie ma. Mamy dwóch dobrych bramkarzy, a więc możliwość wyboru i jak trzeba zastępstwa.
A teraz oceny niektórych piłkarzy.
Artur Boruc - czlowiek na swojej pozycji.
Wojciech Szczęsny - zarozumiały młody zawodnik. Dobry jednak już bramkarz.
Zawodnicy do których nie mam większych uwag: Daniel Łukasik, Sebastian Boenisch, Jakub Wawrzyniak-mimo fatalnego wybicia piłki, Jakub Błaszczykowski, Ludowic Obraniak.
Piłkarze do skreślenia z Kadry: Marcin Wasilewski, Robert Lewandowski. Glik. Robert Lewandowski jest przeszkodą w zdobywaniu goli przez innych piłkarzy. Grają na niego, sami nie szukają dobrych okazji i nic z tego nie wychodzi i nie wyjdzie. Sam to powinien zrozumieć i zrezygnowac z gry w Kadrze. Jeśli tego nie zrobi, Pan powinien mu poimóc.
Według mnie drużyna która pokonała Rumunię, lekko wzmocniona z powodzeniem mogła zagrać z Irlandią. Nie trzeba szukać dziury w całym i ściągać przemęczonych grą w klubach milionerów, którzy na Kadrę przyjeżdżają, aby się pokazać,zrelaksować i zainkasować wysokie, najłatwiej zarobione pieniądze. Ten mecz, to miała być generalna próba, a wyszła generalna klapa.
Każdy selekcjoner powinien i musi zacząć od zera. Należy więc:
- ściśle wspólpracować z trenerami drużyn w których grają wytypowani przez Pana do Kadry zawodnicy. Polegać na ich opinii, co do przydatności, pozycji gry na boisku i aktualnej formy. Oni to wiedzą lepiej od Pana.
- wybierać tylko ludzi o żelaznej kondycji, którzy mogą grać przez 120 minut, a nie takich, co przebiegną 30 metrów-puchną i zaraz odpoczywaja, spóźniają się do piłek i żle podają.
- wpoić im zasadę pełnej koncentracji na boisku. Gra, gra,gra i tylko gra. Gra z pierwszej piłki, stałe czytanie sytuacji na boisku, aby przed otrzymaniem piłki już wiedzieć komu należy ją podać.
- nie ma znaczenia z kim i jaki mecz rozgrywamy - towarzyski, czy tylko treningowy. Gramy po to aby wygrać. Kto tego nie rozumie, nie wychodzi na boisko.
- likwidować w zarodku pojawiające się animozje. Jeden musi odejść, zawsze przyjdzie lepszy. Kadra to wybitny zespół, a nie zlepek indywidualności. Kadra stanowi całość, jedność w grze, jedność w sukcesach. Dostać się do Kadry może ktoś indywidualnie już wielki, ale w Kadrze jest tylko kóleczkiem, które się obraca, aby cały zegar chodził, bo tylko on generuje końcowy wynik.
Powodzenia.
piątek, 25 stycznia 2013
DYSCYPLINA PARTYJNA POSŁÓW GŁOSOWANIA.
Dyscyplina partyjna posłów głosowania
To jest moralnie sprawa bardzo podejrzana
Ktoś, komuś jakiś przymus partyjny narzuca
I wolną wolę posła, na śmietnik wyrzuca.
I taki poseł, niby człek myślący
Idzie do głosowania, jak ten cymbał brzmiący
Kto i po co go wybrał, nie pamiąta wcale
I jak mu teraz kazali, głosuje wytrwale.
A po takim głosowaniu już sobą nie będzie
Sfrustrowany moralnie, szuka wsparcia wszędzie
Ale wszyscy się od niego odwracają
I jedni i drudzy - za pętaczka go mają.
Pamiętaj! Naród Cię wybrał byś reprezentował
I w żadnej sytuacji, głowy w piach nie chował
Więc albo do sprawy sam siebie przekonasz
Albo ruch ręką właściwy wykonasz
W przeciwnym razie nie jesteś już posłem
Ale zwykłym baranem, albo zwykłym osłem.
To jest moralnie sprawa bardzo podejrzana
Ktoś, komuś jakiś przymus partyjny narzuca
I wolną wolę posła, na śmietnik wyrzuca.
I taki poseł, niby człek myślący
Idzie do głosowania, jak ten cymbał brzmiący
Kto i po co go wybrał, nie pamiąta wcale
I jak mu teraz kazali, głosuje wytrwale.
A po takim głosowaniu już sobą nie będzie
Sfrustrowany moralnie, szuka wsparcia wszędzie
Ale wszyscy się od niego odwracają
I jedni i drudzy - za pętaczka go mają.
Pamiętaj! Naród Cię wybrał byś reprezentował
I w żadnej sytuacji, głowy w piach nie chował
Więc albo do sprawy sam siebie przekonasz
Albo ruch ręką właściwy wykonasz
W przeciwnym razie nie jesteś już posłem
Ale zwykłym baranem, albo zwykłym osłem.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)