poniedziałek, 17 lutego 2014

"Fajerwerki" na boiska piłkarskie.

Obowiązkowo i zgodnie z nowymi zasadami i przepisami.
Jak się okazuje, same zawody piłkarskie już nie do końca satysfakcjonują kibiców. Mecze bywają nudnawe lub wręcz nudne. Jch pupile są akurat bez formy, grają wykopami od bramki do bramki i jak tu wytrzymać te dwie godziny, skoro na boisku nic ciekawego się nie dzieje.
Spotkania kibiców na stadionach muszą być urozmaicone, oni wręcz tego oczekują!
Oczywiście niczego na siłę i za dużo kibicom narzucać nie można i nie należy.  Wszystko oprócz meczu co się dodatkowo będzie działo - muzyka, występy, tańce, konkursy, pokazy sztucznych ogni, musi być wyważone w czasie, mieć podtekst artystyczny, trafiać w aktualne oczekiwania i współgrać z nadchodzącym meczem, bawić kibiców, ale im też zbytnio nie przeszkadzać.
P r o p o n u j ę.
Przed rozpoczęciem każdego meczu, sędziowie i piłkarze obu drużyn, ale bez dzieći, bo to śmieszny i kłopotliwy zwyczaj, wychodzą na boisko piłkarskie, ustawiają się i witają jak dotychczas. Następie wszyscy zawodnicy obu drużyn stają na linii obwodu dużego koła - po tej stronie boiska, którą wybrali lub która im przypadła do gry. 
W samym środku koła, fachowi i odpwiedzialni pirotechnicy odpalają jeden, dwa lub maksymalnie trzy pokaźne oryginalne fajerwerki, lub pozorują strzał armatni, błyskawice, grzmoty i ulatniają się. Sędzia czeka aż efekty ognistych pióropuszy znikną i rozpoczyna mecz.
W    p  r  z  e  r  w  i  e.
W zależności od inwencji i możliwości finansowych gospodarzy organizowane są, krótkie pięciominutowe występy. Śpiewak lub śpiewaczka operowa, czy operetkowa śpiewa arie z aktualnego występu, śpiewa chór /może być nawet chór kibiców/, tańczą młode dziewczęta, występują akrobaci, organizowane są pokazy mody, również bielizny dla kobiet, organizowane są różne konkursy, nawet z małymi nagrodami, pokazy chwytów obronnych, różnego rodzaju walk, skoki wzwyż, skoki przez koła, również fachowo przygotowane fajerwerki itp.i itd..
Pamiętam, jeszcze jak Boruc był piłkarzem Legii, w przerwie meczu został zorganizowany konkurs strzelecki dla zaproszonych, dobrowolnie zgłaszających się z trybun kibiców. Zaproszono dziesięć osób i ich zadaniem było ze środka boiska oddanie strzału na bramkę w której stał Boruc. Nagrodę otrzymywał ten, przez którego kopnięta piłka dotoczy się do bramki lub minie linię boiska obok bramki. No i co? Nikomu to się nie udało, a tak wiele oczekujemy od zawodników. Żeby pokazać, jak to jest, na zakończenie Boruc popisał się wykopem spod bramki i piłka przeleciała w powietrzu  trzy czwarte boiska, ale do bramki chyba nie wpadła. Już nie pamiętam.
Różnych ciekawych pomysłów może być bardzo wiele. Generalnie chodzi o urozmaicenie czasu kibicom i odwrócenie ich uwagi od majsterkowania przy racach, fajerwerkach i piwku.
Namawiam i zachęcam Kluby do podjęcia takiego wysiłku. Atrakcyjną oprawę meczu przygotowywuje organizator, ewentualnie z udziałem kibiców, a nie czeka na to, co wymyślą kibice.
                                                                                                                   
                                                                                                                                              WIREK

niedziela, 25 sierpnia 2013

Wypadki drogowe - może ich być mniej.

45 osób zginęło w ubiegły weekend na naszych drogach. Ze smutkiem, zawstydzeniem i zażenowaniem wysłuchujemy takiego komunikatu. Bolejemy, zastanawiamy się przez chwilę jakie przyczyny to powodują. Brawura, głupota, brak wyobraźni i doświadczenia, stres, alkohol, korki, brak płynności ruchu, pośpiech, bicie rekordu czasu przejazdu, zakład, wyprzedzenie jadącego przede mną, aby mu pokazać jak się jeźdźi, szpan nowym samochodem.
Długo i często, to wszystko się udaje, aż do pewnej chwili, tej jednej bezwzględnej w rozliczeniu i okrutnej w skutkach, niosącej niewyobrażalne nieszczęścia dla powodującego wypadek i wszystkich uczestników takiego zdarzenia.
Śmierć, kalectwo, wieczne poczucie winy, niemy osąd otoczenia, zmiana sposobu życia, zsuwanie się na margines życia, często już nikomu niepotrzebnego. Koszmar dla okaleczonego i niewymowny ciężar dla rodziny i otoczenia.
Ale wcześniej nikt o tym nie chce myśleć, słyszeć i zastanawiać się. Mnie, nas to nie dotyczy. A jednak.
Co więc zrobić, żeby zmusić każdego kierującego mechanicznym pojazden drogowym, do zmiany sposobu myślenia, do wbicia mu do głowy i wyobrażni możliwych skutków wypadku, którego jest  przyczyną lub tylko uczestnikiem. Nie mamy na to czsu, aby się nad tym zastanawiać, nie chcemy o tym myśleć, bo według niektórych myśląc o czymś takim, przywołujemy takie niechciane zdarzenia.
A jednak nie możemy przejść obojętnie nad tymi tragicznymi wydarzeniami i dlatego proponuję dwa podobne w wymowie, ale inne warsztatowo rozwiązania.
Mam na myśli nakręcenie dwóch filmów.
Pierwszy czysto szkoleniowy, który musi obejrzeć każdy podczas szkolenia związanego z uzyskaniem prawa jazdy.
Film ten powinien pokazać jak silny jest samochód, jak łatwo osiąga duże prędkości jazdy i jednocześnie jaki jest słaby w zderzeniu, jak do tyłu przesuwa się silnik, jak miażdży nogi, jak głowa z tułowiem przesuwa się do przodu w chwili zderzenia jeszcze z prędkością jazdy, jaki huk towarzyszy zderzeniu i jak po chwili zapada porażająca cisza.
Film powinien pokazywać skutki jazdy z nadmierną prędkością, jazdy na trzeciego, na ostrych łukach, dojeźdźania do wzniesień, wpadnięcia do stawu czy rzeki, zbliżania się do przejazdów kolejowych często żle widocznych, a także niefrasobliwośc pieszych i pożar samochodu.
W sumie powinno być pokazanych 6 do 8 wypadków pokazujących drażliwie doznane obrażenia, ratowanie rannych na miejscu i w szpitalu. Natychmiast przeprowadzane operacje z widocznymi bebechami na wierzchu, rozpylonem na sali smrodem, który muszą znosić lekarze, wszystko tak tragicznie pokazane, żeby adepci na prawo jazdy na tym filmie wręcz wymiotowali. Wtedy zapamiętają co to znaczy wypadek i dlaczego należy robić wszystko aby do niego nie doszło.
Drugi to film fabularny składający się z trzech różnych zdarzeń o tej samej tematyce.
a/.Fajna rodzina przed wyjazdem, rodzice i dwoje dzieci. Wszyscy giną w wypadku drogowym
b/.Fajna rodzina przed wyjazdem, rodzice i dwoje dzieci. Jedna osoba ginie. inni są ranni, ale po leczeniu wychodzą z tego wypadku bez większych skutków zdrowotnych.
c/.Fajna rodzina lub grupa osób. Po wypadku wszyscy zostają do końca życia kalekami.
To powinien być wybitny film, nasycony dramaturgią, który po odpowiedniej reklamie i zachętach powinien obejrzeć każdy dorosły osobnik, a szczególnie prowadzący pojazdy machaniczne.
Takie dwa filmy mogą przynieść więcej korzyści niż bezproduktywne gadanie o bezpieczeństwie ruchu. Mogą zmniejszyć liczbę wypadków i uratować życie wielu ludziom.
                                                                                                                              WIREK

piątek, 19 lipca 2013

Transfer zawodnika piłki nożnej.

Pozyskiwanie nowych piłkarzy, dla wzmocnienia składów drużyn piłkarskich przed nowym sezonem stało się stałym elementem działalności klubów.
Wytrawni specjaliści obserwują, analizują, przymierzają zawodnika do drużyny, do odpowiedniej pozycji, do zadań, które przed nim postawią. Płacą zazwyczaj wysokie odstępne, ustalają warunki z samym zawodnikiem, podpisują umowę i już radują się z osiągniętego sukcesu. A ten sukces przychodzi rzadziej niż wszyscy oczekują. Strzał w dziesiątkę udaje się raz na kilka razy.
Zaczyna się lamentowanie. Znowu przepłaciliśmy, znowu dużo nas to kosztowało, znowu mamy kiepskie wyniki mimo wzmocnień, znowu nie osiągniemy celu nakreślonego przez właściciela, czy sponsora. Nie zarobimy obiecanych premii, spadniemy w tabeli niżej niż byliśmy w poprzednim sezonie. Wydaje się, że całe zło tkwi w nieudanych transferach. Zastanówmy się, dlaczego, często tak właśnie się dzieje.
Głównie dlatego, że "Nowy" nabytek musi się w drużynie zaklimatyzować, a najczęściej w dużej mierze, pozostawiony jest samemu sobie. Oczywiście o wszystkim go informujemy, pomagamy w nawiązaniu kontaktu z całą drużyną, z klubem i oczekujemy, że będzie dobrze, że będzie bardzo dobrze grał.
Na pozyskanego zawodnika w pierwszym, najtrudniejszym okresie wpływa wszystko, a więc:
1. TO, CO GO OTACZA.
- lokal klubu, szatnie, umywalnie, boiska
- stroje klubowe, czuje się w nich dobrze lub żle
- atmosfera w szatni, na treningach i posiłkach
- życzliwość, stosunek otoczenia
- wspólpraca z trenetem i sztabem szkoleniowym
- kontakt językowy z trenerami, kolegami
- zauważanie go na boisku, nawet tylko na treningach lub gierkach
2.TO CO GO NURTUJE.
- porównuje swoje zarobki z zarobkami innych zwodników
- czy nie powinin był walczyć o wyższe wynagrodzenie
- czy w tym klubie osiągnie swoje cele
- czy stanie się podstawowym zawodnikiem w składzie
- brak bliskich. Czy jest sens sprowadzania rodziny
- dlaczego trudniej mu się tutaj gra niż myślał
- chce się wyróżniać w grze, ale mu to nie wychodzi, znowu zepsuł kilka podań
- pierwszej wypłaty nie dostał w terminie. Przeprosili, ale coś tu nie zagrało
3.TO CO MU PRZESZKADZA.
- słabsza własna kondycja niż miał ją wcześniej
- gra na błotnistych boiskach w zimnym deszczu
- brak porozumienia z najblizszymi graczami na boisku
- brak maksymalnego zaangażowanbia się w grę wszystkich zawodników
- brak zwycięstw i dobrych dalszych szans drużyny
- sadzanie go przez trenera na ławce rezerwowych
- klub jest jakiś zimny. Po zajęciach wszyscy się natychmiast rozjeżdżają
Czy w tej sytuacji warto się wysilać, czy mam tu dobrą perpektywę dalszego rozwoju?
Jak widać nowemu nie jest łatwo wpasować się do zespołu, jego gry, mentalności innych zawodników, oczekiwań trenerów i właścicieli klubu. Drużyna piłkarska, to zespół wielu ludzi o różnych zamiłowaniach, poglądach, perspektywach i nadziejach.
Im szefowie klubu więcej czasu poświęcają zawodnikom, im lepiej ich rozumieją, im bardziej chcą współrealizować ich oczekiwania - tym drużyna lepiej gra, a jak dobrze gra, to pojawia się dobra atmosfera, wzajemne poszanowanie i zaufanie. Wtedy można sięgać po każdy cel.
Klub musi być w sumie przyjazny dla zawodników, a personel klubu musi robić wszystko na najwyższym poziomie. Wtedy będą wyniki, a transfery bardziej udane.
                                                                                                                 Wirek

sobota, 8 czerwca 2013

Piłkarskie Va Bank.

Po wpadce w meczu z Mołdawią, nie pozostało nam już nic innego jak tylko:

1. Pozostawić sprawy tak jak one się toczą, bez rzetelnej próby dalszej walki o awans do
     mistrzostw świata.
2. Pójść Va Bank na całego i podjąć stosowne działania w przekonaniu, że awans jest możliwy do
    osiągnięcia.
W pierwszym przypadku,ludzie zajmujący się piłkią nożną, właściwie nie muszą robić nic, tylko za bezdurno brać pieniądze. Sprawy toczą się tak jak toczą i jakoś się potoczą. Jest Selekcjoner, jest PZPN, są wytypowani piłkarze, jest terminarz rozgrywek.
Może uda się coś tam zmienić, poprawić, zaproponować, nie przegrać a zremisować i czekać na przesądzony i widoczny już dla każdego fana piłkarskiego - wynik eliminacji.

W drugim przypadku trzeba rozejrzeć się za ludźmi, którzy nigdy się nie poddają, wierzą, że można osiągnąć każdy cel, każdy sukces jaki się chce, że wyjście z grupy jeszcze jest możliwe, tylko trzeba zmienić wszystko i poprowadzić Kadrę tak, aby to się udało.
Zanim przejdę do zaproponowania, co trzeba zrobić z przyjemnością przytoczę wypowiedzi tych ludzi, którzy nie tracą wiary i są przekonani, że można awansować.
Jerzy Engel uważa, że nie wszystko jest stracone. Dopóki jest matematyczna szansa trzeba walczyć.
Jakub Błaszczykowski mówi, że nawet jeśli to nie jest poparte żadnymi argumentami, będzie wierzył w awans na mistrzostwa świata /a wystarczyło było, aby podał w 74 minucie piłkę Lewandowskiemu, a nie strzelił metr nad poprzeczkę/
Robert Lewandowski - szansa na awans zawsze jest, na pewno będizmy walczyli, ale jak nie ma ostatniego podania, a co za tym idzie strzału na bramkę, to się meczu nie wygra...
Artur Boruc. Nie ma sensy zakładać z góry, że już przegraliśmy te eliminacje, skoro z tabeli wynika, że jeszcze tak nie jest...
Dzień dzisiejszy 8 czerwca potwierdził, że wygrywają i awansują te drużyny,które chcą awansować. Zakończyły się rozgrywki pierwszej ligi piłkarskiej i do ekstraklasy awansowały ZAWISZA i CRACOVIA, bo szefowie, kadra szkoleniowa i piłkarze tych drużyn chcieli awansować i awansowali.
Nie będę się rozpisywał jak gra obecna reprezentacja,bo wszyscy to widzą i potrafią sami ocenić. Dla mnie największą przeszkadą w osiąganiu wyników jest brak rozwiniętej piłkarskiej inteligencji u zawodników, wewnętrzne animozje i brak kondycji na 100 minut gry.
A WIĘC CO TRZEBA ZROBIĆ.  
A. Zmienić mentalność ludzi rządzących polską piłką nożną, przekonać ich, że ich beznadziejna bezradność, mierna jakośc gry i osiągane wyniki Kadry nikogo już nie interesują. Obecnie w piłkę nożną, okrągły rok gra już cały świat. To są permanentne igrzyska piłkarskie i Polacy muszą umieć się w tym układzie, w tej grze znaleźć. Czy to dociera do Panów?
B. Dokonać natychmiastowych zmian w grupie szkoleniowej Kadry, a może i w PZPN, bo zdaje się właśnie PZPN nie rozumie czym jest dzisiaj w świecie piłka i jakie są oczekiwania Polaków. Trzeba postawić na ludzi suksesu, którzy przyciągają innych ludzi suksesu. Trzeba wreszcie zrozumiueć, że w piłkę nożną musimy stale dobrze grać, a nie mobilizować się tylko od eliminacji do eliminacji. Pan Fornalik i Jego sztab szkoleniowy nam tego nie zagwarantuje.
C. Czasu jest mało. Nowemu Selekcjonerowi trzeba pomóc i dać możliwość zgrywania Kadry w różnych, nawet cząstkowych układach już od miesiąca lipca, jak tylko piłkarze wrócą z czercowych urlopów. Organizować możliwe długie zgrupowania, przed każdym meczem eliminacyjnym. Trenerzy ekstraklasy powinni pomóc w wyselekcjonowaniu szerokiej krajowej kadry zawodników, któtych trzeba szkolić permanentnie, tak jak Legia szkoli swich wychowanków.   WIREK  

sobota, 11 maja 2013

IGRZYSKA MATURALNE - 49 DNI !

Centralna Komisja Egzaminacyjna powołana z dniem 1 stycznia 1999 roku przez Sejm RP zafundowała młodzieźy i całemu społeczeństwu IGRZYSKA  MATURALNE, a nazwali je Egzaminem Maturalnym, który zarówno w części ustnej jak i pisemnej będzia przeprowadzony od 7 do 28 maja 2013 roku.
Egzamin maturalny jest niczym więcej tylko metodą oceny poziomu wykształcenia i sprawdzeniem określonych wiadomości według ustalonych wymagań.
Oprócz Centralnej Komisji Egzaminacyjnej działa jeszcze osiem Okręgowych Komisji Egzaminacyjnych oraz egzaminatorzy. W sumie ogromna liczba ludzi, których jedną z przesłanek działania jest pokazanie młodzieży, że wciąż mało umie, że wciąż mało potrafi, a przepustkę do dorosłości otrzymuje jakby awansem i dzięki wyrozumiałości ciała pedagogicznego, któremu nie udało się należycie przygotować młodzieży do tych egzaminów.
W bieżacym roku do egzaminu maturalnego przystąpi około 365 000 absolwentów i będzie zdawało z kilkudziesięciu przedmiotów.
Prace maturzystów zostaną sprawdzone przez egzaminatorów, a Świadectwa zostaną przesłane do szkół do 28 czerwca. Mamy więc dalszy ciąg igrzysk, które łącznie potrwają 49 dni, czyli 13,42 % całego roku kalendarzowego. W tym czasie można naprawdę wiele się nauczyć, a póki co młodzi ludzie dołują się, żyją w stresie, nerwach, nerwicach, depresji, sięgają po prochy i nie wiedzą. co ze sobą robić.
Nie jestem przeciwnikiem matur, mają już swoją tradycję, aprobatę społeczną, ale sam egzamin, egzaminy muszą być koniecznie uproszczone, skrócone w czasie, mniej stresujące dla młodzieży, rodziców i nawet samych nauczycieli.
Ta forma egzaminów generuje zbyt wysokie koszty, w myśl zasady - im biedniejszy kraj, tym wszystko drożej go kosztuje. Chciałbym wiedzić ile w Polsce będzie kosztowała tegoroczna matura.
Już czas najwyższy, zamknąć  IGRZYSKA  i przywrócić normalne egzaminy maturalne.
                                                                                                                         WIREK

niedziela, 7 kwietnia 2013

Ptaki w zimie umierają patrząc w nasze okna.

Jest zima. Gruba pokrywa śnieżna , odcina ptaki od poszukiwania tego wszystkiego co mogą wydobyć z ziemi i leżącego na ziemi. W miastach ptaki siadają na gałęźiach drzew i bojaźliwie, ale z nadzieją spoglądają w okna. Zamknięte, uchylone, oświetlone lub ciemne. Widzą poruszajacych się ludzi i tuląc się z zimna czekają na jakiś ruch z ich strony. Może znajdą jakieś rozwiazanie, może coś wymyślą, bo jak tylko bezmyślnie coś wyrzucą, to i tak wpadnie to w śnieg i nie da się z tego natychmiast skorzystać.
A w mróz, a szczególnie w mróz i wiatr głód doskwiera szczególnie boleśnie. Coraz mniej siły na dalsze loty w poszukiwaniu gdzieś czegoś do zjedzenia. Oszczędzają siły,siedzą na gałęziach i czekają. 
"Drzewa umierają stojąc', ptaki siedząc na ich gałęziach i patrząc w nasze okna.
A za oknami normalni ludzie, którzy widzą te ptaki, domyślają się, że są głodne, ale są przekonani, że jednak jakoś sobie poradzą. Im samym jest ciepło, mają co jeść, co pić, mają swoje rozrywki - telewizję, towarzystwo znajomych, bliskich. W sumie klawe życie.
Widzimy dwa naturalne światy obok siebie: umierający i żywy, chociaż bardzo bierny, bezmyślny i dlatego okrutny.
Ludzie mogą pomóc w zimie ptakom, ale na masową skalę tego nie robią, nie wiedzą jak, nie chce im się, nie są dostatecznie wrażliwi, a więc są winni z powodu zaniechania skutecznego działania w udzielaniu pomocy, pomocy przed śmiercią bezlitosną i nieodwracalną.
I ptaki i ludzie umierają. Ludzie w lepszych warunkach powoli, ale czas jednak płynie, a skulone ptaki na ich oczach giną, tak jak ginie ludzka wrażliwość  i sumienie na chłód i głód innych.
A może ja sam, a może i Ty wyjdziemy jednak natychmiast z okruchami........................
                                                                                                                         WIREK

sobota, 23 marca 2013

Boniek na boisko.

W zaistniałej sytuacji - po przegranym meczu w fatalnym stylu z Ukrainą, wydaje mi się, że bez podjęcia stosownych działań przez prezesa PZPN, z grą reprezentacji Polski nie da się już nic zrobić.
Żadnego postępu, żadnego stylu, żadnej zbiorowej walki o wynik, żadnego wspóldziałania na boisku - to tak wygląda dzisiaj reprezentacja Polski w piłce nożnej.
Zwaśniona, zarozumiwła zbieranina z dziewięciu klubów europejskich, nigdy dobrze nie zagra. Już to wielokrotnie udowodnili. Takiej grupie potrzbne by było dodatkowe dłuższe szkolenie przez wybitnego, wymagającego szkoleniowca, który wie czego oczekuje od każdego zawodnika i sprawdza jego możliwości. Akceptuje go lub odrzuca. Tego czasu jednak w obecnym systemie rozgrywek nie ma.
Pan Fornalik nie jest chyba uznawany za trenera przez przemądrzałych zarozumiałych zawodników.
Grają więc jak chcą. Nie widać w ich grze, żadnej myśli. Żle przyjmują piłkę, która odskakuje im na kilka metrów, gubią ją często, źle podają - jest okazja do przodu, podają do tyłu. Koszmar nie gra.
Nie chcę wdawać się w szczegółową ocenę poszczególnych zawodników, bo chcę zaproponować istotne zmiany w podejściu do reprezentacji. Z moralnego obowiązku wymienię jednak tych, którzy moim zdaniem grali słabo i nie powinni być brani pod uwagę przy ustalaniu składu na najbliższy mecz. Należą do nich:  Boruc, Glik, Wasilewski, Boenisch, Majewski, Rybus, Lewandowski.

A oto moja generalna propozycja dla prezesa PZPN, pana Bońka.

1.Powołany przez PZPN sztab przygotowywyje kadrę  reprezentacji. Trener - już nie selekcjoner odpowiada za podszkolenie, taktykę i ostateczną konfigurację na biosku. Jak obecnie widać wyselekcjonowanie zawodników do reprezentacji przekracza możliwości jednego człowieka.

2. Reprezentacja jest oparta na zawodnikach grających w krajowych rozgrywkach i może być tylko uzupełniona zawodnikami grającymi w klubach zagranicznych. Większość stanowią jednak zawsze grający w kraju. Podnosimy poziom gry w polskiej lidze i morale zawodników w reprezentacji.

3. W meczu z San Marino, powinna zagrać taka drużyna, jak niedawno z Rumunią, a nie nieudacznicy z importu.  Nie uda się już teraz tego zorganizować, ale kilku zawodników z ekstraklasy można jeszcze powołać i na boisko nie wpuszczać więcej zadufanych partaczy, których okres świetności dawno, dawno, dawno już temu minął.    wszystkoowszystkim-janek.blogspot.com