wtorek, 1 maja 2012

Nieruchomość jak Panna Młoda

Tylko w pierwszej chwili wydaje się, że jest to zaskakujące porównanie, mało prawdopodobne i wydumane.
Wiele osób z nas w ciągu swojego życia, ma przynajmniej kilka kontaktów z nieruchomościami. Często powierzchownych, a niekiedy konkretnych, pozwalających lepiej zrozumieć, czym naprawdę jest nieruchomość.
Zgodnie z definicją w Kodeksie Cywilnym  "Nieruchomościami są części powierzchni ziemskiej stanowiące odrębny przedmiot własności /grunty/, jak również budynki trwale z gruntem związane lub części takich budynków, jeśli na mocy przepisów szczególnych stanowią odrębny od gruntu przedmiot własności".

No i gdzie tu jest miejsce na porównanie nieruchomości z Panną Młodą. Spokojnie, bardzo szybko do tego dojdziemy, niezależnie od tego czy z Panną Młodą będziemy chcieli porównać działkę gruntu, dom, czy mieszkanie.

Na wstępie musimy sobie jeszcze uświadomić, że kupujemy nie nieruchomość, ale prawa do tej nieruchomości. Tak, tylko prawo. które może przechodzić na innych nabywców. Czyż nie jest to sytuacja podobna do osoby, która przez chwilę jest Panną Młodą. Ona podobnie jak nieruchomość może z czasem przechodzić z rąk do rąk. Może, ale nie musi, zarówno ona, jak i nieruchomość mogą trwać w długoletnich związkach.
Dalsze analogie są również oczywiste.
Aby przygotować działkę gruntu, dom, czy mieszkanie do sprzedaży, trzeba zgromadzić wszystkie formalnie niezbędne dokumenty, które pozwalają na stwierdzenie, kto i jakie ma prawo, jak duży jest to obiekt, jakie w planach ma przeznaczenie /działka/. Musi być znana lokalizacja, dostęp do mediów, kilka fotografii itp. Oferowana do sprzedaży nieruchomość powinna być w miarę uporządkowana, aby nie sprawiała wrażenia całkowicie zaniedbanej przez potocznie mówiąc właściciela. Trzeba zawsze podkreślić jej dodatkowe walory.

A przyszła Panna Młoda, również musi zgromadzić wszystkie swoje niezbędne dokumenty, potwierdzające jej narodowość, tożsamość, udokumentowany stan cywilny, często przynależność religijną, fajne fotografie dla pokazania jego rodzinie, wykształcenie i dodatkowe walory jak prawo jazdy, kursy komputerowe itp.
Podobnie jak nieruchomość, musi być odpacykowana, aby nie sprawiała wrażenia zaniedbanej.

Analogie są więc oczywiste.
 Możemy więc śmiało mówić, że Nieruchomość do sprzedaży musi być tak przygotowana jak Panna Młoda do  ślubu.

sobota, 21 kwietnia 2012

MÓZG zablokował obszar HAZARDU.

Od lat biorę udział w zakładach bukmacherskich, które oferują podobnie jak kasyna najszybsze wygrane..
Praktycznie w zakładach internetowych można grać na okrągło.Jest to najszybsza i pozornie najprostsza metoda zarabiania pieniędzy od ręki - małych, średnich i dużych, w zależności od kursu ustalonego przez bukmachera oraz stawki w danej grze ustalonej przez grającego.
Obstawiać można wiele zdarzeń z różnych dziedzin życia w których coś się dzieje. Najczęściej jednak są to zakłady sportowe w których wynik na przykład jednego meczu piłkarskiego można obstawiać na sześć sposobów: wygrana, remis, przegrana, wygrana albo remis, remis albo przegrana, wygrana lub przegrana.
Każdej z tych sześciu możliwości przyporządkowany jest inny kurs. Wystarczy podać swoją stawkę, kliknąć i nasza gra się rozpoczęła. Można złożyć wypełniony kupon w punktach obsługi klienta.
Przykładowo. Przy kursie wygranej gospodarzy w wysokości 2,15 i postawionej przez grającego stawce 10,00 złotych można wygrać - 21,50 zł., przy stawce 100 już 215,00 zł., a przy stawce 1000 zł. - 2150,00 zł.
A gdyby tak zagrać na kilka zdarzeń w jednej grze, na przykład o kursach 2,15, 2,55, 3,10, 1,85, to mnożąc przez siebie kursy otrzymamy łączny kurs w wysokości - 31,44 i mnożąc go przez stawkę 10,00 zł, możemy wygrać-314,40 zł., a przez stawkę 100,00 zł.-3144.00zł. itd. Ryzyko jest duże, bo wystarczy, że nie trafiamy jednego zdarzenia i nie otrzymujemy nić. Przegrana. Są i systemy złożone, które umożliwiają popełnianie błędów i mimo tego pozwalają coś wygrać, stawkę, albo więcej.  
Mając przed oczami zestawy piłkarskie, a to przecież końcówka rozgrywek lig piłkarskich w Europie, bo zbliża się EURO 2012, postanowiłem sobie jeszcze przed zaśnięciem przemyśleć różne warianty gier na najbliższe dni, piątek - poniedziałek. Niestety stało się coś bardzo, bardzo dziwnego. Mózg odmówił mi współpracy. Dosłownie odmówił i nie chciał dopuścić żadnej myśli dotyczącej gry w zakładach. Myślę sobie, jest późno, może jestem bardzo zmęczony. Wstałem, wypiłem pół szklanki wody, pochodziłem po mieszkaniu, położyłem się i trochę ożywiony ponownie próbuję., a mózg robi swoje. Nie podejmuje narzucanego tematu. Rano to samo, tak samo po południu i wieczorem następnego dnia i następnych dni. A więc to mój własny mózg załatwił mnie i mój hazard. Powiedział dość. Gra w zakłady sportowe wygląda niewinnie-typowanie wyników, ale typowanie dla wygranej za pieniądze przeradza się w hazard. Hazard, to poważne uzależnienie, podobnie jak alkoholizm, czy narkomania.
Hazard to cichy zabójca. Najpierw wyrządza szkody w umyśle, wywołuje stany od euforii do klęski, stany lękowe, depresyjne, a przy wygranych  , poczucie panowania nad światem. Wygrywający, część pieniędzy rozdaje, resztę przegrywa, później pożycza od innych, ale raczej już nie oddaje, traci kolegów, źle sypia, ma kłopoty w rodzinie, coraz szybciej stacza się po równi pochyłej, aż tu nagle STOP. po tylu latach, już od kilku dni nie muszę typować, grać, nagle mi przeszło.
Na gorąco myślę, że mój mózg z poprzednich przykrych psychicznie i emocjonalnie przeżyć, potrafił  ukształtować jakąś osłonę, barierę, które potrafiły zablokować pewne obszary. Zastanowiłem się?, czy ja jestem wyjątkiem?  Otóż nie, nie i jeszcze raz nie. Znam przypadek człowieka, który był alkoholikiem, którego kilka razy odbierałem z izby wytrzeźwień, odwykówek, ale to nie było skuteczne. Dalej troszkę na mniejszą skalę, robił swoje. Miewał halucynacje, zrywał się w nocy, wychodził z domu i szukał nad ranem sklepu z alkoholem, aby tylko łyknąć, poczuć smak nieba i rozkoszy.
I stało się podobnie jak u mnie!Jego mózg wyprodukował zmodyfikowane geny, a te zablokowały obszary związane z alkoholizmem. Jest eleganckim człowiekiem 21 wieku. Nie pije.
Myślę, że jeśli organizm nie jest do końca przeżarty i zniszczony truciznami, którymi był przez nas karmiony, to pewnego dnia się podniesie i nas o tym poinformuje. Być może, że mózg ma swój udział w tak zwanych cudownych uzdrowieniach.
Życzę takiego doznania wszystkim, którzy maja małe i większe kłopoty.

wtorek, 17 kwietnia 2012

Bramkarz z błotem w zębach. 02.04.2015r.


Rozgrywki ligowe mimo, że wcześnie rozpoczęte przebiegają sprawnie, dzięki łagodnej zimie, ale to co rzuca się w oczy - to fatalny stan nawierzchni każdego prawie boiska, a oglądamy je obecnie w wiosennej rundzie masowo: w piątek każdego tygodnia możemy sobie obejrzeć dwa boiska, w sobotę trzy boiska, w niedzielę dwa i w poniedziałek jedno. W następnym tygodniu kolejne osiem boisk. Na tej podstawie można sobie wyrobić już obiektywny pogląd na temat ich stanu.

Stan nawierzchni jest fatalny, murawa różnej wysokości, wyrwy, całe połacie o różnym zabarwieniu, a niekiedy to wprost klepisko. Grający są tacy jacy są, ale oprócz uczestnictwa w grze muszą dodatkowo uważać, aby samemu nie zrobić sobie krzywdy, nie nabawić się kontuzji, jakiegoś skręcenia nogi, naciągnięcia mięśni, zbędnego upadku itp.
Dlaczego, oczywiście mimo różnorodnych kłopotów, kluby nie dbają o nawierzchnię boisk na których rozgrywają ich drużyny swoje mecze, przed własną publicznością i na których przecież zawsze chcą wygrać.
Uważam, że PZPN zbyt liberalnie podchodzi do tej sprawy, nie stawia sensownych wymagań przed klubami i dopuszcza do gry w warunkach niedopuszczalnych. Płyty boisk nie stanowią również jednej równej gładkiej powierzchni, co widać szczególnie po deszczu, ale także gdy jest sucho po nieprzewidywalnym  odbiciu się piłki,  nie w tę stronę co powinna.

Najgorzej jednak pod tym względem przedstawia się powierzchnia pól bramkowych. Rozdeptane brązowe błoto w którym grzęzną bramkarzowi buty i nie może bez opóźnienia wystartować do lecącej piłki. Chcąc ją złapać, musi się rzucać w lewo i w prawo oraz przed siebie twarzą wprost w błoto. Dodatkowe poślizgnięcia , przypadkowe upadki zawodników, urazy i niezawinione faule potęgują koszmar widowiska pod bramką.
Z tego powodu, zanim naprawimy całe nawierzchnie boisk, musimy natychmiast zacząć od poprawy stanu pól bramkowych prawie na każdym boisku.

Pole bramkowe ma tylko 5,5 metra głębokości licząc od linii bramkowej i 18,32 metra szerokości. Szerokość bramki wynosi 7,32m. Największe błotko, przed bramką  jest na szerokości mniejszej od szerokości bramki i wynosi  4 do 6m. Biorąc jednak pod uwagę różne inne aspekty sprawy - powiedzmy sobie, że bagniste pole przed bramką ma powierzchnię  7,32 x 5,5 = 40,26 m2.
Nawierzchnia na części pola bramkowego o tej powierzchni, musi być wymieniana tak często, jak to będzie potrzebne, nawet przed każdym meczem. To tylko 40 metrów kwadratowych!~


Liczę, że tę zasadę zaczną natychmiast stosować kluby ekstraklasy, a za nimi pójdą inni. Niech każdy bramkarz chce grać na Waszym stadionie, bo jest po ludzku przygotowany do gry ludzi, którzy chcą stwarzać atrakcyjne, bez upadania twarzą w błoto widowiska. 
Warszawa 2.04.2015r
                                                                                                                                 WIREK

sobota, 25 lutego 2012

HAŁAS w MIASTACH.

Hałas w dużych miastach, nieodłącznie towarzyszy nam od rana do wieczora. Czy sami możemy coś z tym zrobić? Okazuje się że tak i to bardzo dużo. Wymieńmy podstawowe żródła hałasu. Podzielmy je na grupę A i B.
Grupa A, hałas zewnetrzny.
Startujące samoloty, których warkot, huk, słychać w promieniu kilku kilometrów.
Piszczące hamulce w autobusach. Zakłady eksploatujące autobusy, prawdopodobnie zamiast oryginalnych okładzin, stosują gorszej jakości, bo są tańsze.
Tramwaje na łukach przy wiekszych prędkościach.
Szalejacy motocykliści, szczególnie kiedy popisują się grupowo.
Okresowo ustawiane agregaty wypompowujące wodę, sprężarki napędzane silnikami wysokoprężnymi hałasują dzień i noc.
Płyty wibracyjne zagęszczające grunt, piły, kosiarki, kafary i wibromłoty pracujące na budowach.
Straż pożarna, karetki pogotowia, policja. Ci muszą, ale co robić hałasują.
Grupa B. Hałas wewnętrzny.
Jest często bardziej uciążliwy, a powstaje w naszym miejscu zamieszkania, a więc w wysokim bloku mieszkalnym. Tu się zaczyna prawdziwa gehenna. Chodzenie w butach, zamiast w kapciach, a niżej słychać każdy krok. Nie rozumieją tego szczególnie ci, którzy mieszkają na ostatnich kondygnacjach.Nie mają nikogo nad głową, więc o co chodzi.
Ćwiczenia lub gra na instrumentach muzycznych i to najczęściej póżnym wieczorem. Zbyt głośno grające radio, a najczęściej telewizor, huczne imprezy towarzyskie do póżnych godzin nocnych, głośno pracujące windy, trzeszczące łóżko i sapanie, szczekanie, a czasem wycie psa pozostawionego przez pracujących właścicieli.
Nastawianie budzików, ustawianych dodatkowo w naczyniach wzmacniających głos, to budzenie nie tylko siebie, ale sąsiadów mieszkających "nad i pod budzikiem".
Kąpiel po godz. 22.00 na szóstym piętrze, a dokładnie co się tam dzieje słychać nawet na pierwszym piętrze.
Kłótnie dające się we znaki całej klatce. Tłuczenie bitków na obiad, szybko, mocno, a że głośno -
trudno.                                                                                                                         
Wolność Tomku w swoim domku. Uff!
Tych hałasów i hałasików jest jeszcze więcej.
Niech każdy z nas pomyśli, w czym przeszkadzają mu sąsiedzi i wyeliminuje to ze swojego postępowania, to wszystkim będzie nam sie żyło lepiej i spokojniej.
Dodatkowo, też lepiej będziemy myśleli o sobie nawzajem, a to bardzo dużo znaczy.

piątek, 10 lutego 2012

Oszczędzanie na starość.

Najlepszy system, to oszczędzanie od narodzin do śmierci. Kilka zdań na temat starości. Jest smutna, ale nie do końca beznadziejna. Wprawdzie świat widzi się najczęściej już tylko w oknie, a dni i wieczory spędza się przed telewizorem, komputerem, internetem, czyta książki i w niedzielę jak się uda, idzie się na mszę swietą do kościoła. Nastrój zależy od możliwości finansowych. Im się dłużej żyje, tym się biedniejszym umiera, w dodatku coraz bardziej schorowanym. Słabnie wzrok, słuch, coraz częściej coś wypada z dłoni, bolą kolana, biodra i z trudem się chodzi, szczególnie po schodach.
Zbyt mało odłożonych pieniędzy w okresie pracy, po przejściu na emeryturę znika szybko w ciągu trzech do pięciu lat. Wtedy dopiero zaczyna sie trudne życie. Choroby i ich skutki coraz bardziej dokuczliwe. Zaczynają się ograniczenia i wybory, co kupić - lekarstwa, czy.... Są i radośniejsze chwile, odwiedziny dzieci, ukochanych wnuków, uroczystości rodzinne, święta i nawet towarzyskie spotkania. Przekazujemy skromne upominki, które nie dają już radości obdarowanym i są po części upokarzajace dla staruszków. Mizerna kuchnia, chorych dobija, a zdrowszych powoli niszczy.
Zastanówmy się, czy możemy to zmienić. TAK, TAK, TAK, jeżeli naprawdę będziemy chcieli.
Jeżeli chcemy długo żyć, to wcześniej nasi rodzice za nas i my sami musimy się do tego przygotować.
Sokrates na przykład po skończeniu 70 lat życia, zdrowy na ciele i umyśle, postanowił z premedytacją odejść z tego świata, będąc przekonanym, że na tym drugim duszy będzie lepiej. Po skazaniu go na śmierć - jako wroga ludu, za poglady polityczne i krytykę ówczesnej demokracji, mógł łatwo się wyzwolić z więzienia w którym od wyroku do jego wykonania przesiedział 30 dni. Koledzy odwiedzali go codziennie i przygotowali pewną ucieczkę. Wyśmiewał ich i nie chciał z tego skorzystać. Chciał umrzeć i tak się stało.
My w naszej katolickiej wierze chcemy wytrwać do końca naszych dni. Poprawić swojego losu, będąc już bardzo starymi, bez pomocy bliżnich niestety nie mozemy. Możemy tylko naszym dzieciom i wnukom wskazać drogę, która bezkompromisowo realizowana zapewni im godne  i stabilne życie.
Starożytni Babilończycy systematycznie oszczędzali i byli bogaci. Ich zasadą było przez całe życie odkładanie 10% zarobionych pieniedzy.
Dzisiaj w zasięgu ręki każdego jest coś bardzo prostego i niesłychanie skutecznego, nazwanego przez świat magią, cudem, fenomenem. Jest to system procentu składanego.

 Przykład I. Rodzice co miesiąc regularnie wpłacają na konto dziecka 100 złotych. Po 30 latach, przy wysokim oprocentowaniu 10% na koncie pojawia się kwota ok. 193,00 tysięcy złotych.

Przykład II. Rodzice jednorazowo w pierszym roku życia dziecka wpłacają  3000 zł., a w sześćdziesiątym, przy realnym oprocentowaniu 7% na koncie widnieje kwota okolo 193,00 tys. zł

Przykład III. Rodzice w pierwszym roku życia dziecka zakładają książeczkę oszczędnościową i wpłacają na nią dowolną kwotę. A potem wszyscy zobligowani, wpłacają za pośrednictwem rodziców na to konto z okazjii chrztu, ukończenia pierwszego roku życia, a póżniej 7,10,14, i 18 lat. Koniec z dziwnymi upominkami. Pieniądz robi pieniądz. Takie konto ma główny cel, ale może być traktowane jako własny bank. Można wybierać i bezwzględnie oddawać pieniądze- nie bogacić banków i lombardów. Każda metoda oszczędzania jest dobra. Prawdopodobne kwoty oszczędności, każdy powinien wyliczyć sobie sam, według różnych wariantów i form oszczędzania.

POWODZENIA.                                                                                                  WIREK.

wtorek, 7 lutego 2012

Użytkowanie Wieczyste - Wieczysta Uciążliwość

Ukazała się nowelizacja Ustawy z dnia 21 sierpnia 1997 roku o gospodarce nieruchomościami. Jej przepisy obowiązują od 9.10.2011 roku. Nowa  Ustawa trzyma się starej, ale skreślono niektóre paragrafy, dopisano nowe, rozwinięto treść niektórych, wprowadzono zmiany redakcyjne, co pozwala na bardziej jednoznaczne zrozumienie treści.
Nie znowelizowano jednak w logiczny sposób, spraw dotyczących znacznej części obywateli RP.
Oto one.
1. Zasad wyceny nieruchomości metodą porównawczą, która w obecnym wydaniu jest najbardziej samowolną, karykatularną i wykoślawioną w kierunku zleceniodawcy.
2. Przekształcanie użytkowania wieczystego we własność, z którego w obecnym wydaniu, praktycznie nikt nie skorzysta, ani Państwo, ani Obywatel.

CZĘŚĆ I.
Zmiana zasad wyceny nieruchomości metodą porównawczą.
Fakty. Rzeczoznawca majątkowy na rok 2011 ustalił /dla celu podniesienia opłaty/ cenę jednego metra kwadratowego naszej zabudowanej spółdzielczej działki na 3051 zł/m.kw. na podstawie trzech nieruchomości, a nie czterech lub pięciu z których jedna przeznaczona jest pod budownictwo biurowe i położona znacznie bliżej centrum. Na naszej działce stoi budynek z wielkiej płyty postawiony w 1990 roku. Ceny nowych mieszkań w okolicy wahają się od  6000 do 7000 zł. brutto za jedem metr kw.
W naszym bloku metr kw. wyceniany jest na ok. 5000 zł.
Udział metra kw. działki stanowi więc:  3051: 5000 = 0,6202, to znaczy ponad 62% w cenie metra kw. mieszkania. System dokonywania wycen gruntu pod istniejącymi budynkami mieszkalnymi powinien i musi opierać się na innych zasadach. Bardziej logicznym właśnie będzie branie pod uwagę , udziału wartości gruntu w metrze kw. mieszkania niż obciażanie go wziętą z powietrza, wydumaną  ceną gruntu.
Udział ten w wartości nowego mieszkania wynosi ok. 1000 zł., a dwudziestoletniego z wielkiej płyty około 500zł. Obecnie żaden developer nie może sobie pozwolić, by kwota za grunt przekroczyła  800 do 1000 zł w cenie mieszkania za  metr kw.
Do przeceny wartości gruntu i związanych z nim opłat rocznych powinien być zaangażowany świat nauki, instytuty i resorty.Trzeba raz zrobić to porządnie w skali całego kraju. Ta sprawa wyraźnie tprzekracza realne możliwości chytrych gmin i spolegliwych Rzeczoznawców majątkowych.
Wnioski.
1.Do wyceny gruntu pod istniejącymi budynkami mieszkalnymi, stosujmy prostą i już funkcjonującą zasadę wyceny gruntu, jako częściowego kosztu metra kw. mieszkania. Udział ten powinien wynośić  od 5 do 15%. 
2.Powierzchnia biologicznie czynna, tereny zielone, powinny być wyceniane jako max. połowa ceny gruntu pod budynkami mieszkalnymi, a nigdy 100% jak ma to miejsce obecnie.

CĘŚĆ II.
Przekształcanie użytkowania wieczystego we własność.
Fatalnie sprecyzowano zasady w przypadkach, kiedy użytkowaniem wieczystym objęta jest nieruchomość wspólna, w której wiele osób posiada własność wyodrębnionych lokali. W takim przypadku z wnioskiem mogą wystąpić współużytkownicy wieczyści, posiadający minimum połowę udziałów tej nieruchomości. Jeżeli jednak jednemu z nich nie podoba się wniosek większości, organ właściwy dla tej sprawy, ma obowiązek zawiesić to postępowanie. W grę wchodzą wtedy przepisy Kodeksu Cywilnego o współwłasności i dalsze postępowanie, mające na celu rozstrzygnięcie sporu, trafi na drogę sądową. I tu jest sedno sprawy.
Znowelizowana ustawa w tym temacie powinna przykładowo brzmieć, wg. propozycji jak niżej.
Każda osoba fizyczna i prawna, która w dniu 13.10.2005 roku posiadała prawo użytkowania wieczystego określonej nieruchomości, ma prawo wystąpić z wnioskiem o przekształcenie użytkowania wieczystego w prawo własności. Dotyczy to również osób posiadających nieruchomości wspólne, objęte użytkowaniem wieczystym w której każda z nich posiada własność wyodrębnionego lokalu o ustalonej powierzchni, jak i zwiazanej z nim ułamkowej części gruntu.
Przy takim postawieniu sprawy, przekształcanie ruszy z miejsca. Przedstawiona w ustawie zasada przyniesie tylko kłótnie, spory, wzajemną nienawiść i zupełnie zbędne obciążanie sądów.
Pilnie oczekujemy na zmiany, umożliwiające każdemu użytkownikowi wieczystemu, przekształcenie użytkowania wieczystego - wieczystej uciążliwości - w nienaruszalną własność
                                                                                                                                        WIREK 

piątek, 3 lutego 2012

Pisma - bez odpowiedzi.

Wysyłasz pismo do Urzędu - czekasz - brak odpowiedzi. Przeczytałem wzruszającą wypowiedź Rzecznika praw pacjentów, który ma biuro, a w nim ponad 80 osób i budżet ponad 8,0 milionów złotych, a nie potrafi wyegzekwować odpowiedzi na wysyłane pisma. Od pięciu miesięcy brak było odpowiedzi od Ministra zdrowia w sprawie wątpliwości wypływających z nowej ustawy refundacyjnej. Tak działa Rzecznik praw pacjenta, którym jest kobieta. Czy to jego wina. Tak, ale aie do końca.
Pozornie Rzecznik zrobił co mógł. Napisał pismo, czyli w podtekście zrobił swoje. Ale, czy my mamy Go z tego usprawiedliwiać, jak również instytucje, które nie raczą udzielać odpowiedzi.
NIE.
Przypomina mnie się podobna sytuacja z mojego doświadczenia zawodowego. Chodziło o uruchomienie produkcji pewnej maszyny. Przeciągało to się w czasie, z powodu braku stanowiska jednego , ważnego dostawcy. Jako konstruktor prowadzący,  zostałem imiennie i bezpośrednio /co się rzadko zdarzało/ wezwany przez dyrektora departamentu, nadzorującego naszą firmę, dla wyjaśnienia rzeczywistych przyczyn . Tłumaczyłem różne problemy i w końcu przedłożyłem kopię dwóch kolejnych pism skierowanych do omawianego dostawcy. Oczywiście bez odpowiedzi.

Otrzymałem odpowiedź, którą dedykuję wszystkim.
Młody człowieku, proszę sobie zapamietać. Z tymi sprawami, to jest tak.
Jak nam nie zależy na sprawie, to piszemy pismo. Obrona zachowana. Wysłałem pismo.
Jak komuś zależy trochę na sprawie, to telefonuje.
Jeśli jednak chce ją złatwić  - to pownien osobiście spotkać się z daną osobą, jak trzeba pojechać, omówć wszystko i nawet współdziałać. Na drugi dzień, nie umawiając się z nikim, wsiadłem w pociąg i pojechałem. Myślałem sobie, jak w tak dużej firmie znajdę rozmówcę i decydenta. Udało się jednak znakomicie.
Człowiek w zbliżeniu emanuje jakąś energię, która działa na rozmówców. Zameldowałem, że się udało. Byłem póżniej wyróżniany.
W cywilizowanym świecie, jest to nie pomyślenia, aby w dłuższym okresie czasu nie otrzymać odpowiedzi. A u nas w szczególności teraz, na niewygodne pisma większość adresatów nie odpowiada lub odpowiada wymijająco. Mam własne doświadczenie.
Przypominają mnie się lata w których premierem był okrutnie zamordowany w swoim domu wraz z  żoną  Piotr Jaroszewicz. Pod koniec urzędowania jako premier, jak pamiętam wydał  rozporządzenie dotyczące oszczędzania przez urzędy papieru i drugie zmuszające wszystkich adesatów, wszystkich szczebli do udzielania odpowiedzi na pisemne wystąpienia w ciągu jednego miesiąca. Pamietam, że pomogło.
Może trzeba zachęcić naszego premiera, pana Donalda Tuska, aby w tej sprawie poszedł w ślady swojego poprzednika.
                                                                                                                                  WIREK