Wynajem mieszkania obarczony jest zawsze pewnym ryzykiem. Najczęściej nie znamy wynajmującego, jego zachowań, oczekiwań i sposobu użytkowania. W przypadku mieszkania sprawa wydaje się prosta. Mieszkanie jest mieszkaniem i tak przez wynajmującego powinno być traktowane i wykorzystywane. Jak się jednak lepiej zabezpieczyć i co tak naprawdę powinno być zawarte w umowie najmu. Moja propozycja poniżej.
1. Kto z kim zawiera umowę. Nazwiska i imiona, adresy stałego zamieszkania, numery dowodów osobistych, nr NIP, Pesel, telefony kontaktowe.
2. Uprawnienia wynajmującego i jego oświadczenie, że lokal nie jest obciążony ograniczonym prawem rzeczowym, długami i innymi zobowiązaniami.
3.Przy najmie na czas ograniczony należy dokładnie podać daty, od - do.
4.Przedmiot najmu zostanie przekazany protokółem zdawczo - odbiorczym, stanowiącym załacznik do podpisywanej umowy.
5.Wynajmujący podkreśla, że najemca zobowiązany jest do używania lokalu wyłącznie do celów mieszkalnych, zgodnie z ogólnymi zasadami i regulaminami administracji budynku.
6.Określenie i ustalenie miesięcznego czynszu, płatnego np. na rachunek wynajmującego w terminie np. do dnia dziesiątego każdego miesiąca z góry. Oprócz czynszu najemca będzie pokrywał bieżące opłaty, za prąd, gaz, telefon stacjonarny, w terminach ustalonych przez wystawców rachunków.
7. Przyjęcie i pokwitowanie kaucji na zabezpieczenie szkód w mieniu oraz płatności czynszu, a także zobowiązanie wynajmującego do rozliczenia kaucji w ciągu np. jednego miesiąca od dnia rozwiązania umowy i opróżnienia mieszkania przez najemcę.
8.Przedmiot najmu bez zgody wynajmującego nie może być przedmiotem użyczenia, ani oddania w podnajem. Najemca nie może dokonywać jakichkolwiek zmian oraz składać osobom trzecim oświadczeń dotyczących stanu prawnego użytkowanego mieszkania.
9. Po zakończeniu umowy najemca zobowiązany jest zwrócić lokal w stanie nie pogorszonym ponad normalne zużycie, wraz z wyposażeniem opisanym w protokóle zdawczo - odbiorczym. Koszt napraw spowodowanych uszkodzeń obciąża najemcę.
10. O nadchodzącej korespondencji na nazwisko wynajmującego, najemca będzie telefonicznie powiadamiał zainteresowanego.
11. Wynajmujący zastrzega sobie prawo wglądu do wynajętego mieszkania, po uzgodnieniu terminu z najemcą.
12.Umowa powinna zawierać jeszcze ustalenia dotyczące spraw porządkowych takich jak warunki rozwiązania umowy, wprowadzanie zmian treści umowy, wzmiankę o sprawach nie uregulowanych, rozstrzyganiu sądów oraz w ilu egzemplarzach sporządzono umowę. Jeszcze wzajemne podpisanie protokółu zdawczo - odbiorczego, wspólne odczytanie i zanotowanie stanu liczników. I to już w zasadzie wszystko.
Wszystko, ale jak dla kogo, bo dla osób mieszkających obok, niżej, wyżej od wynajętego mieszkania, historia się dopiero zaczyna. Trafiają się najemcy żyjący w trybie nocnym. Pracują do późnych godzin wieczornych i wracają o północy lub nawet po północy. Coś sobie szykują do jedzenia, przygotowywują się do snu, chodzą w butach i mniej lub bardziej hałasują do około drugiej po północy. Część mieszkańców obok nie śpi. Są tacy, młodzi ludzie, którzy pracują i studiują wieczorowo. Od piątku do poniedziałku rano nastawieni są jednak tylko na balangi. Wynajęte mieszkanie traktują jako miejsce spotkań, schadzek, jako lokal rozrywkowy. Hałasują przez 24 godziny. Nie pomagają uwagi i prośby stałych mieszkańców na klatce. Oni są młodzi, wynajęli lokal i mają prawo się bawić!
Biorąc tę wielką uciążliwość pod uwagę, uważam, że w każdej umowie najmu powinna być zawarta klauzula.
W mieszkaniu obowiązuje od godziny 22.00 wieczorem do godziny 6.00 rano dnia następnego
CISZA NOCNA, której przestrzeganie jest bezwzględne, pod rygorem natychmiastowego rozwiązania umowy na wniosek tych osób, którym zakłóca się sen i CISZĘ NOCNĄ. W takim przypadku najemca powinien być zobowiązany w umowie do zapłacenia kary umownej - odszkodowania wynajmującemu w wysokości trzy miesięcznego czynszu. Tym tematem powinni się zjąć prawnicy i administracje budynków. wszystkoowszystkim-janek.blogspot.com
Jest to blog wszechstronny, opisujący ciekawe zdarzenia z życia codziennego oraz leki i zioła dla poprawy zdrowia.
niedziela, 30 grudnia 2012
niedziela, 2 grudnia 2012
SENAT do likwidacji, SEJM do poprawki
Senat jest instytucją kosztowną, przeszkadzającą w tworzeniu prawa i całkowicie zbędną. W państwie musimy dążyć do jednoznacznej odpowiedzialności każdego i wszystkich za swoje działania, w tym także Sejmu. Sejm powinien mieć silny zespól prawny, który każdą ustawę przed jej uchwaleniem sprawdzi pod względem zgodności z innymi, unijnymi itd. Przyspieszy to znacznie ustanawianie prawa, bo radcy prawni będą włączeni od samego początku jej tworzenia, skróci wielokrotne dyskusje nad tymi samymi tematami i pozwoli poświęcić więcej czasu na inne ważne sprawy, a nie na przepychanki z poprawkami senackimi. Śmiem twierdzić, że gdyby nad Senatem była jeszcze jedna wyższa od Senatu Izba, to do poprawek Senatu wnosiłaby swoje. Nie może być inaczej. Wystarczy to sobie uzmysłowić , by zrozumieć bezsensowność utrzymywania Senatu. Musi się wykazać, że coś robi, to próbuje wprowadzać poprawki. Nie mówię z góry, że złe, mówię tylko, że żadnych merytorycznych błędów w ustawie sejmowej być nie powinno.
Nie będzie to pełna analogia, ale przypominam sobie podobne sytuacje w biurach projektowych, gdzie projekty opiniowały Rady Techniczne. Po prostu je psuły, niszcząc w zarodku wszelkie nowatorskie pomysły, bo tego jeszcze w Polsce nie było, bo nuż sie nie uda, bo po co to firmować. Projektanci pocieszali się między sobą mówiąc co by się stało z poematem "Pan Tadeusz", gdyby został przepuszczony przez Radę Techniczną. "Tadeusz" by nie przeszedł! Odpowiadali na różne bzdurne uwagi i zapytania. Bronili swoich projektów, tak jak to robi Sejm broniąc się przed poprawkami senackimi.
Wniosek jest tylko jeden. Po obecnej ostatniej kadencji należy bezapelacyjnie zlikwidować Senat.
Aby to nastąpiło. już obecnie należy rozpocząć przygotowywanie stosownych procedur i aktów prawnych umożliwiających realizację tego zamierzenia. Te dokumenty powinny jednocześnie umożliwić zmniejszenie liczby posłów do około 390. Jeden poseł na około 100 tysięcy mieszkańców.
Tak myślę nie tylko ja, ale wiele, wiele osób. Nie ma jednak odważnych dla realizacji tego słusznego zamierzenia.
Marszałek Kazimierz Kutz, podczas pierwszego posiedzenia ostatnio wybranego Senatu powiedział- że Senat VIII kadencji jest produktem wojny polsko - polskiej i że ta kadencja będzie "kaleka i intelektualnie jałowa". Senat stał się zabawką mechaniczną nakręcaną przez......Podczas Jego wystąpienia padło wiele, wiele ostrych słów pod adresem Senatu, a między innymi, że przynależnośc partyjna, to dominująca wartość.
Prezydent Bronisław Komorowski na tym pierwszym posiedzeniu nazwał Senat - Izbą refleksji, dlatego, że stoi na straży jakości polskiego prawa, zaznaczył jednak, że w ostatnich latach prawo to nie było doskonałe i wyraził nadzieję, że w tej nadchodzącej kadencji uda się uniknąć legisalacyjnych raf i barier.
Oto wstydliwa wizytówka Senatu. O czym tu dumać. Zlikwidować i zapomnieć. Byle szybko.
Nie będzie to pełna analogia, ale przypominam sobie podobne sytuacje w biurach projektowych, gdzie projekty opiniowały Rady Techniczne. Po prostu je psuły, niszcząc w zarodku wszelkie nowatorskie pomysły, bo tego jeszcze w Polsce nie było, bo nuż sie nie uda, bo po co to firmować. Projektanci pocieszali się między sobą mówiąc co by się stało z poematem "Pan Tadeusz", gdyby został przepuszczony przez Radę Techniczną. "Tadeusz" by nie przeszedł! Odpowiadali na różne bzdurne uwagi i zapytania. Bronili swoich projektów, tak jak to robi Sejm broniąc się przed poprawkami senackimi.
Wniosek jest tylko jeden. Po obecnej ostatniej kadencji należy bezapelacyjnie zlikwidować Senat.
Aby to nastąpiło. już obecnie należy rozpocząć przygotowywanie stosownych procedur i aktów prawnych umożliwiających realizację tego zamierzenia. Te dokumenty powinny jednocześnie umożliwić zmniejszenie liczby posłów do około 390. Jeden poseł na około 100 tysięcy mieszkańców.
Tak myślę nie tylko ja, ale wiele, wiele osób. Nie ma jednak odważnych dla realizacji tego słusznego zamierzenia.
Marszałek Kazimierz Kutz, podczas pierwszego posiedzenia ostatnio wybranego Senatu powiedział- że Senat VIII kadencji jest produktem wojny polsko - polskiej i że ta kadencja będzie "kaleka i intelektualnie jałowa". Senat stał się zabawką mechaniczną nakręcaną przez......Podczas Jego wystąpienia padło wiele, wiele ostrych słów pod adresem Senatu, a między innymi, że przynależnośc partyjna, to dominująca wartość.
Prezydent Bronisław Komorowski na tym pierwszym posiedzeniu nazwał Senat - Izbą refleksji, dlatego, że stoi na straży jakości polskiego prawa, zaznaczył jednak, że w ostatnich latach prawo to nie było doskonałe i wyraził nadzieję, że w tej nadchodzącej kadencji uda się uniknąć legisalacyjnych raf i barier.
Oto wstydliwa wizytówka Senatu. O czym tu dumać. Zlikwidować i zapomnieć. Byle szybko.
wtorek, 30 października 2012
Waloryzacja emerytur-zadyszka.
Codzienna prasa informowała, że Trybunał Konstytucyjny obiecał, iż w paźdźierniku zajmie się mankamentami ostatniej waloryzacji emerytur i jeśli uzna, że waloryzacja nie została przeprowadzona zgodnie z Konstytucją, to na wniosek zainteresowanej osoby skierowany do ZUS, która otrzymała mniej niż powinna, ZUS będzie bezzwłocznie wypłacał wyrównanie /odszkodowanie/.
Teraz docierają do mnie inne informacje, że nie będzie automatycznego podwyższenia świadczenia, a tylko Ci, którzy pójdą do Sądu mają szanse otrzymać odszkodowanie z tym, że koszty postępowania mogą być wyższe od odszkodowania.
Porażająca informacja. Zapowiada się więc kolejna uwłaczająca dla Polaków sprawa, których nie brakuje w tym roku. Cała para na gwizdanie.
Aby do tego nie doszło, ośmielam się zapropononować proste, łatwe przejrzyste i możliwe do przyjęcia chyba przez wszystkich: Trybunał Konstytucyjny, Rząd RP, ZUS i emerytów, wręcz salomonowe rozwiązanie.
Trybunał Konstytucyjny uzna, żę ostatnia waloryzacja nie została w odniesieniu do wszystkich emerytów przeprowadzona w sposób prawidłowy, jednak ze względu na fakt, że taki sposób waloryzacji miał podtekst społeczny - pomocy emerytom o niższych emeryturach Trybunał
Konstytucyjny postanawia:
1. Utrzymać w mocy przepisy ustawy o waloryzacji na rok 2012, które dla emerytów z niższymi emeryturami są zgodne z Konstytucją.
2. Zobowiązać Rząd RP do ponownego przeliczenia emerytur na rok 2012 przyjmując zasadę ustalonego procentowego ich wzrostu. Tak wyliczone emerytury będą stanowiły prawidłową bazę do dalszej waloryzacji emerytur na rok 2013 i lata następne.
Nie mogą stanowić bazy do dalszej waloryzacji obecnie wypłacane emerytury obliczone z dodaniem takiej samej kwoty dla wszystkich emerytur. To byłoby już ogromne nadużycie, wręcz dośmiertne, bezzasadne obniżenie niektórych emerytur. Na to nie możemy się zgodzić.\
Bardzo proszę o wypowiedzi odnośnie wyżej zarysowanej propozycji spokojnego rozwiązania zaistniałej sytuacji i dopilnowania zasad prawidłowego waloryzacji emerytur na rok 2013 i lata nastepne.
Teraz docierają do mnie inne informacje, że nie będzie automatycznego podwyższenia świadczenia, a tylko Ci, którzy pójdą do Sądu mają szanse otrzymać odszkodowanie z tym, że koszty postępowania mogą być wyższe od odszkodowania.
Porażająca informacja. Zapowiada się więc kolejna uwłaczająca dla Polaków sprawa, których nie brakuje w tym roku. Cała para na gwizdanie.
Aby do tego nie doszło, ośmielam się zapropononować proste, łatwe przejrzyste i możliwe do przyjęcia chyba przez wszystkich: Trybunał Konstytucyjny, Rząd RP, ZUS i emerytów, wręcz salomonowe rozwiązanie.
Trybunał Konstytucyjny uzna, żę ostatnia waloryzacja nie została w odniesieniu do wszystkich emerytów przeprowadzona w sposób prawidłowy, jednak ze względu na fakt, że taki sposób waloryzacji miał podtekst społeczny - pomocy emerytom o niższych emeryturach Trybunał
Konstytucyjny postanawia:
1. Utrzymać w mocy przepisy ustawy o waloryzacji na rok 2012, które dla emerytów z niższymi emeryturami są zgodne z Konstytucją.
2. Zobowiązać Rząd RP do ponownego przeliczenia emerytur na rok 2012 przyjmując zasadę ustalonego procentowego ich wzrostu. Tak wyliczone emerytury będą stanowiły prawidłową bazę do dalszej waloryzacji emerytur na rok 2013 i lata następne.
Nie mogą stanowić bazy do dalszej waloryzacji obecnie wypłacane emerytury obliczone z dodaniem takiej samej kwoty dla wszystkich emerytur. To byłoby już ogromne nadużycie, wręcz dośmiertne, bezzasadne obniżenie niektórych emerytur. Na to nie możemy się zgodzić.\
Bardzo proszę o wypowiedzi odnośnie wyżej zarysowanej propozycji spokojnego rozwiązania zaistniałej sytuacji i dopilnowania zasad prawidłowego waloryzacji emerytur na rok 2013 i lata nastepne.
czwartek, 25 października 2012
Buntownicy, polskie lata 70 i 80.
Zaciekawiła mnie książka pod podanym wyżej tytułem, a głównie wydrukowana na tylnej okładce wypowiedź pani Hanny Krall, że za trzydzieści...może dwadzieścia lat, ta książka będzie lekturą obowiązkową dla studentów historii.
Myślę sobie, chociaż to książka cegła - 520 stron, ale po takiej rekomendacji spróbuję ją przeczytać. Przeczytałem i mam bardzo mieszane uczucia. Dwie panie autorki, inteligentna i sympatyczna jak wynika to z treści książki Anka Grupińska i jej partnerka Joanna Wawrzyniak zadały sobie bardzo dużo trudu, aby wysłuchać, spisać i napisać wspomnienia z tamtych lat grupy częściowo zagubionych ludzi z różnych rejonów zamieszkania, młodzieży, studentów, aktorów, młodych ludzi świata nauki i kilku starszych już wtedy osób. Tych indywidualnych, głównych wspominających, mających niekiedy po kilka odcinków wspomnień jest około trzydziestu. Rejony działania opisywanej opozycji to Poznań, Wrocław, Kraków, Kielce, Warszawa. Wiele innych miejscowości jest przytaczanych w konkretnych sytuacjach. Różnych instytucji i organizacji wymienionych jest 94, a nazwiska aż 838 osób z takich, czy innych powodów przewijają się w tekście książki.
Ogromne wrażenia wywarły na mnie opisy odważnej opozycyjnej działalności tych ludzi. Wspaniali, ale trochę bezradni, zagubieni, nie do końca znający cel swojej wytrwałej, wykonywanej w trudnych warunkach pracy: pisania ulotek, drukowania, rozwożenia i roznoszenia w sytuacji braku farb, papieru,wydajnych urządzeń drukujących i niezbędnych środków finansowych. Opisywani działacze opozycyjni, to bardzo fajni ludzie. Niektórzy byli i w nomenklaturze i opozycji, niektórym pomagali nawet esbecy, ale strach przed aresztowaniem, bieda towarzyszyły im każdego dnia. Cześć im i chwała.
Ja jednak chcę również napisać, że równolegle istniała dużo, dużo, dużo wieksza częśc społeczeństwa, która normalnie pracowała. Lata siedemdziesiąte i osiemdziesiąte, to były lata najszybszego rozwoju całego kraju. Budowano masowo zkłady przemysłowe, elektrownie, kopalnie, rozbudowywano stocznie, przemysł motoryzacyjny, cukrownie, fabryki domów, wytwórnie betonu komórkowego, przemysł lekki. Rozbudowywano uzdrowiska i budowano domy wczasowe z których masowo korzystali ludzie pracy i ich rodziny. W każdej dziedzine powstawało coś nowego i na tamte czasy nowoczenego. Wiele osób studiowało, robiło doktoraty, wyjeżdżało na stypendia zagraniczne, właściwie każdy kto chciał, oprócz opozycjonistów mógł realizować swoje zamierzenia. Piękne sukcesy zaczęli odnosić nasi urbaniści i architekci, którzy we właściwy sposób kształtowali osiedla ludzkie wyposażając je w place zabaw, zieleń i dostęp do słońca. Ładnie na ten temat napisała pani Magdalena Staniszkis w epilogu omawianej książki. W tymże epilogu pan Michał Bilewicz nie umie przyjąć do wiadomości mimo przeprowadzonych badań, że przeważająca większośc badanych ocenia życie przed 1989 rokiem pozytywnie na niemal wszystkich płaszczyznach- od więzi z innymi ludźmi, poczucia bezpieczeństwa, zdrowia czy pracy, po sposoby spędzania wolnego czasu i standardu życia. To co Pan napisał, że nostalgiczne opowieści o PRL wpisują się w typową strukturę narracji osób, którym się nie powiodło jest bzdurą.
Co do uczynienia z tej ksiażki lektury obowiązkowej dla studentów historii, to nie wydaje mi się, aby w wolnym kraju mogło to mieć miejsce. Historii trzeba się uczyć z różnych pólek na których leżą różne książki, również i ta.
Myślę sobie, chociaż to książka cegła - 520 stron, ale po takiej rekomendacji spróbuję ją przeczytać. Przeczytałem i mam bardzo mieszane uczucia. Dwie panie autorki, inteligentna i sympatyczna jak wynika to z treści książki Anka Grupińska i jej partnerka Joanna Wawrzyniak zadały sobie bardzo dużo trudu, aby wysłuchać, spisać i napisać wspomnienia z tamtych lat grupy częściowo zagubionych ludzi z różnych rejonów zamieszkania, młodzieży, studentów, aktorów, młodych ludzi świata nauki i kilku starszych już wtedy osób. Tych indywidualnych, głównych wspominających, mających niekiedy po kilka odcinków wspomnień jest około trzydziestu. Rejony działania opisywanej opozycji to Poznań, Wrocław, Kraków, Kielce, Warszawa. Wiele innych miejscowości jest przytaczanych w konkretnych sytuacjach. Różnych instytucji i organizacji wymienionych jest 94, a nazwiska aż 838 osób z takich, czy innych powodów przewijają się w tekście książki.
Ogromne wrażenia wywarły na mnie opisy odważnej opozycyjnej działalności tych ludzi. Wspaniali, ale trochę bezradni, zagubieni, nie do końca znający cel swojej wytrwałej, wykonywanej w trudnych warunkach pracy: pisania ulotek, drukowania, rozwożenia i roznoszenia w sytuacji braku farb, papieru,wydajnych urządzeń drukujących i niezbędnych środków finansowych. Opisywani działacze opozycyjni, to bardzo fajni ludzie. Niektórzy byli i w nomenklaturze i opozycji, niektórym pomagali nawet esbecy, ale strach przed aresztowaniem, bieda towarzyszyły im każdego dnia. Cześć im i chwała.
Ja jednak chcę również napisać, że równolegle istniała dużo, dużo, dużo wieksza częśc społeczeństwa, która normalnie pracowała. Lata siedemdziesiąte i osiemdziesiąte, to były lata najszybszego rozwoju całego kraju. Budowano masowo zkłady przemysłowe, elektrownie, kopalnie, rozbudowywano stocznie, przemysł motoryzacyjny, cukrownie, fabryki domów, wytwórnie betonu komórkowego, przemysł lekki. Rozbudowywano uzdrowiska i budowano domy wczasowe z których masowo korzystali ludzie pracy i ich rodziny. W każdej dziedzine powstawało coś nowego i na tamte czasy nowoczenego. Wiele osób studiowało, robiło doktoraty, wyjeżdżało na stypendia zagraniczne, właściwie każdy kto chciał, oprócz opozycjonistów mógł realizować swoje zamierzenia. Piękne sukcesy zaczęli odnosić nasi urbaniści i architekci, którzy we właściwy sposób kształtowali osiedla ludzkie wyposażając je w place zabaw, zieleń i dostęp do słońca. Ładnie na ten temat napisała pani Magdalena Staniszkis w epilogu omawianej książki. W tymże epilogu pan Michał Bilewicz nie umie przyjąć do wiadomości mimo przeprowadzonych badań, że przeważająca większośc badanych ocenia życie przed 1989 rokiem pozytywnie na niemal wszystkich płaszczyznach- od więzi z innymi ludźmi, poczucia bezpieczeństwa, zdrowia czy pracy, po sposoby spędzania wolnego czasu i standardu życia. To co Pan napisał, że nostalgiczne opowieści o PRL wpisują się w typową strukturę narracji osób, którym się nie powiodło jest bzdurą.
Co do uczynienia z tej ksiażki lektury obowiązkowej dla studentów historii, to nie wydaje mi się, aby w wolnym kraju mogło to mieć miejsce. Historii trzeba się uczyć z różnych pólek na których leżą różne książki, również i ta.
czwartek, 18 października 2012
Zalany Stadion Narodowy.
Nie będę szukał winnych, ja ich po prostu wskaże i na tym tle postawię wnioski.
Pierwszym i głównym winowajcą jest dla mnie PZPN. Odpowiada za uczestnictwo polskich drużyn piłkarskich w różnych kwalifikacjach, eliminacjach i rozgrywkach. To ta organizacja niezależnie od tego, komu co zleca, powinna wszystkiego należycie dopilnować, a w ostatnim przypadku również zamknięcia dachu i należytego przygotowania murawy.
WNIOSEK I
W PZPN potrzebne są zmiany i te jak gdyby w odpowiedzi na to co zaszło szybko nadchodzą. Tu będziemy mieli problem rozwiązany.
Drugim winnym jest komisarz FIFA, który ma jak widać za duże uprawnienia w pewnych sprawach. Komisarz FIFA może przyjechać i stwierdzić, że pod podanym mu adresem znajduje się stadion piłkarski, później pójść na mecz, obserwować jego przebieg i złożyć władzom FIFA stosowne sprawozdanie. Za przygotowanie obiektu, jego działanie i bezpieczeństwo odpowiadają tylko i wyłącznie organizatorzy. Nikt więcej - tylko oni.
WNIOSEK II.
PZPN w oparciu o to co stało się w Warszawie, powinien wystąpić do FIFA z wnioskiem o ograniczenie kompetencji komisarza. Nie zna konstrukcji obiektu, jego możliwości, a podejmuje decyzję. Również trenerzy drużyn reprezentacji nie powinni mieć nic do powiedzenia w sprawie przygotowań obiektu. Owszem mogą wyrażać swoje zdanie i opinię, ale nie wiążące dla organizatorów. Żadna zbiorowa odpowiedzialność nie istnieje. Jedynym odpowiedzialnym musi być organizator imprezy.
Trzecim winnym jest Szef Narodowego Centrum Sportu, bo nie wywiązał się ze zleconego i przyjętego do wykonania zadania. Nie był przygotowany do niczego, nawet gdy deszcz lał mu się już za kołnierz nie podjął żadnych działań.
WNIOSEK III.
Trzeba dobrze prześwietlić całą organizację i podziękować tym, którzy nie wywiązali się ze swojego obowiązku, nie zgłosili narastającego zagrożenia, można przypuszczać, że nie domagali się zmiany decyzji, nie skontaktowali się bezpośrednio z FIFA, pomijając komisarza w tej sprawie.
Czwartym winnym jest Minister Sportu, której te firmy czy organizacje w takiej czy innej formie podlegają.
WNIOSEK IV.
Pan Premier RP nie powinien przejść obojętnie nad zaistniałą sytuacją. Nie można utrzymywać ludzi na stanowiskach do których niedorośli, a takich w tym rządzie jest więcej. Jeśli ich Pan nie powymienia, to nikt inny tylko oni Pana podtopią, jak dopuścili mimo dachu do podtopienia Stadionu Narodowego.
Pierwszym i głównym winowajcą jest dla mnie PZPN. Odpowiada za uczestnictwo polskich drużyn piłkarskich w różnych kwalifikacjach, eliminacjach i rozgrywkach. To ta organizacja niezależnie od tego, komu co zleca, powinna wszystkiego należycie dopilnować, a w ostatnim przypadku również zamknięcia dachu i należytego przygotowania murawy.
WNIOSEK I
W PZPN potrzebne są zmiany i te jak gdyby w odpowiedzi na to co zaszło szybko nadchodzą. Tu będziemy mieli problem rozwiązany.
Drugim winnym jest komisarz FIFA, który ma jak widać za duże uprawnienia w pewnych sprawach. Komisarz FIFA może przyjechać i stwierdzić, że pod podanym mu adresem znajduje się stadion piłkarski, później pójść na mecz, obserwować jego przebieg i złożyć władzom FIFA stosowne sprawozdanie. Za przygotowanie obiektu, jego działanie i bezpieczeństwo odpowiadają tylko i wyłącznie organizatorzy. Nikt więcej - tylko oni.
WNIOSEK II.
PZPN w oparciu o to co stało się w Warszawie, powinien wystąpić do FIFA z wnioskiem o ograniczenie kompetencji komisarza. Nie zna konstrukcji obiektu, jego możliwości, a podejmuje decyzję. Również trenerzy drużyn reprezentacji nie powinni mieć nic do powiedzenia w sprawie przygotowań obiektu. Owszem mogą wyrażać swoje zdanie i opinię, ale nie wiążące dla organizatorów. Żadna zbiorowa odpowiedzialność nie istnieje. Jedynym odpowiedzialnym musi być organizator imprezy.
Trzecim winnym jest Szef Narodowego Centrum Sportu, bo nie wywiązał się ze zleconego i przyjętego do wykonania zadania. Nie był przygotowany do niczego, nawet gdy deszcz lał mu się już za kołnierz nie podjął żadnych działań.
WNIOSEK III.
Trzeba dobrze prześwietlić całą organizację i podziękować tym, którzy nie wywiązali się ze swojego obowiązku, nie zgłosili narastającego zagrożenia, można przypuszczać, że nie domagali się zmiany decyzji, nie skontaktowali się bezpośrednio z FIFA, pomijając komisarza w tej sprawie.
Czwartym winnym jest Minister Sportu, której te firmy czy organizacje w takiej czy innej formie podlegają.
WNIOSEK IV.
Pan Premier RP nie powinien przejść obojętnie nad zaistniałą sytuacją. Nie można utrzymywać ludzi na stanowiskach do których niedorośli, a takich w tym rządzie jest więcej. Jeśli ich Pan nie powymienia, to nikt inny tylko oni Pana podtopią, jak dopuścili mimo dachu do podtopienia Stadionu Narodowego.
sobota, 22 września 2012
Wycena nieruchomości.
Nakaz chwili, to zmiana zasad wyceny nieruchomości metodą porównawczą dla ustalania opłat z tytułu użytkowania wieczystego gruntów.
Muszę się oprzeć na konkretnych faktach. Rzeczoznawca majątkowy ustalił cenę metra kwadratowego naszej zabudowanej spółdzielczej działki na 3051 złotych, na podstawie cen trzech, a nie czterech lub pięciu innych nieruchomości z których jedna dodatkowo przeznaczona jest pod budownictwo biurowe, a nie mieszkaniowe i położona znacznie bliżej centrum Warszawy. Na naszej działce stoi budynek z wielkiej płyty wybudowany w 1990 roku. Ceny nowych mieszkań w naszej okolicy wahają się od 5500 do 6500 złotych brutto za jeden metr kwadratowy, a w naszym bloku metr kwadratowy wyceniany jest na 5000 zł. Udział metra kwadratowego działki w metrze kwadratowym mieszkania stanowi więc: 3051 : 5000 = 0,6202, to znaczy ponad 62 procent. Jasno z tego wynika, że system dokonywania wycen pod istniejącymi budynkami mieszkalnymi stosowany obecnie, powinien i musi opierać się na innych zasadach.
Dla przeceny gruntów pod istniejącymi budynkami mieszkalnymi, bardziej logicznym będzie branie pod uwagę udziału wartości gruntu w metrze kwadratowym istniejącego mieszkania, niż obciążanie go wydumaną, wziętą z powietrza ceną niby porównywalnego gruntu. Obecnie udział wartości gruntu w wartości metra kwadratowego nowego mieszkania poza centrum Warszawy wynosi średnio około 1000 złotych, a dwudziestodwuletniego zbudowanego z wielkiej płyty tylko około 600 złotych.
Rzeczoznawca powinien wiedzieć, że planując budowę domu wielomieszkaniowego wychodzi się od ceny po której można sprzedać metr kwadratowy mieszkania. Z otrzymanych warunków zabudowy, developer wylicza możliwą do uzyskania powierzchnię użytkową i wylicza wartość inwestycji. Liczy koszt budowy mieszkań, przyłączy, dokumentacji, nadzoru, robót dodatkowych, koszt marketingu, koszt sprzedaży, koszt kredytu i planowany zysk developera. Odejmując od wartości inwestycji tak obliczony koszt budowy, otrzymuje kwotę, którą może wydać na zakup działki i odpowiednio obciążyć koszt metra kwadratowego powierzchni użytkowej.
Obecnie żaden developer nie może sobie pozwolić, by kwota ta przekroczyła w zależności od lokalizacji 800 do 1100 złotych. W zasadzie to to nie ma to tak wielkiego znaczenia gdzie buduje, bo nawet jeśli w Śródmieściu Warszawy zapłaci za grunt 8000 zł/m2, to wykorzysta teren pod zabudowę w 80 procentach i zbuduje tak wysoki budynek, że obciążenie zakupem drogiego gruntu i tak nie przekroczy 1500 zł. na metr kwadratowy powierzchni użytkowej mieszkania.
Mieszkanie łatwiej wycenić niż grunt pod nim i dlatego do wyceny gruntu pod istniejącymi budynkami mieszkalnymi powinno się stosować prostą i już właściwie funkcjonującą w społeczeństwie zasadę wyceny gruntu jako składową kosztu metra kwadratowego mieszkania.
Maksymalny koszt udziału gruntu powinien wynosić:
-w centrum Warszawy i miast wojewódzkich 15 do 20 %
- w pozostałych dzielnicach 10 do 15
- w miastach powiatowych 5 do 10 %
- w gminach do 8 %.
Powierzchnia biologicznie czynna, czy też ogólnie tereny zielone, powinny być wyceniana maksymalnie jako połowa ceny gruntu pod budynkami mieszkalnymi, a nigdy 100 % jak to ma miejsce obecnie.
Muszę się oprzeć na konkretnych faktach. Rzeczoznawca majątkowy ustalił cenę metra kwadratowego naszej zabudowanej spółdzielczej działki na 3051 złotych, na podstawie cen trzech, a nie czterech lub pięciu innych nieruchomości z których jedna dodatkowo przeznaczona jest pod budownictwo biurowe, a nie mieszkaniowe i położona znacznie bliżej centrum Warszawy. Na naszej działce stoi budynek z wielkiej płyty wybudowany w 1990 roku. Ceny nowych mieszkań w naszej okolicy wahają się od 5500 do 6500 złotych brutto za jeden metr kwadratowy, a w naszym bloku metr kwadratowy wyceniany jest na 5000 zł. Udział metra kwadratowego działki w metrze kwadratowym mieszkania stanowi więc: 3051 : 5000 = 0,6202, to znaczy ponad 62 procent. Jasno z tego wynika, że system dokonywania wycen pod istniejącymi budynkami mieszkalnymi stosowany obecnie, powinien i musi opierać się na innych zasadach.
Dla przeceny gruntów pod istniejącymi budynkami mieszkalnymi, bardziej logicznym będzie branie pod uwagę udziału wartości gruntu w metrze kwadratowym istniejącego mieszkania, niż obciążanie go wydumaną, wziętą z powietrza ceną niby porównywalnego gruntu. Obecnie udział wartości gruntu w wartości metra kwadratowego nowego mieszkania poza centrum Warszawy wynosi średnio około 1000 złotych, a dwudziestodwuletniego zbudowanego z wielkiej płyty tylko około 600 złotych.
Rzeczoznawca powinien wiedzieć, że planując budowę domu wielomieszkaniowego wychodzi się od ceny po której można sprzedać metr kwadratowy mieszkania. Z otrzymanych warunków zabudowy, developer wylicza możliwą do uzyskania powierzchnię użytkową i wylicza wartość inwestycji. Liczy koszt budowy mieszkań, przyłączy, dokumentacji, nadzoru, robót dodatkowych, koszt marketingu, koszt sprzedaży, koszt kredytu i planowany zysk developera. Odejmując od wartości inwestycji tak obliczony koszt budowy, otrzymuje kwotę, którą może wydać na zakup działki i odpowiednio obciążyć koszt metra kwadratowego powierzchni użytkowej.
Obecnie żaden developer nie może sobie pozwolić, by kwota ta przekroczyła w zależności od lokalizacji 800 do 1100 złotych. W zasadzie to to nie ma to tak wielkiego znaczenia gdzie buduje, bo nawet jeśli w Śródmieściu Warszawy zapłaci za grunt 8000 zł/m2, to wykorzysta teren pod zabudowę w 80 procentach i zbuduje tak wysoki budynek, że obciążenie zakupem drogiego gruntu i tak nie przekroczy 1500 zł. na metr kwadratowy powierzchni użytkowej mieszkania.
Mieszkanie łatwiej wycenić niż grunt pod nim i dlatego do wyceny gruntu pod istniejącymi budynkami mieszkalnymi powinno się stosować prostą i już właściwie funkcjonującą w społeczeństwie zasadę wyceny gruntu jako składową kosztu metra kwadratowego mieszkania.
Maksymalny koszt udziału gruntu powinien wynosić:
-w centrum Warszawy i miast wojewódzkich 15 do 20 %
- w pozostałych dzielnicach 10 do 15
- w miastach powiatowych 5 do 10 %
- w gminach do 8 %.
Powierzchnia biologicznie czynna, czy też ogólnie tereny zielone, powinny być wyceniana maksymalnie jako połowa ceny gruntu pod budynkami mieszkalnymi, a nigdy 100 % jak to ma miejsce obecnie.
sobota, 18 sierpnia 2012
Sitwa, klika
Kto w sitwie stoi, ten krowę wydoi.
Sitwa. To słowo robi obecnie oszałamiającą karierę. Jest subtelniejsze od innych określających pewnego rodzaju zachowania grup społecznych, a jednocześnie bardziej zagadkowe i niepokojące.
Bardziej pospolite i bardziej pejoratywne określenia związane z różnymi zachowaniami różnych grup zawodowych, biznesowych, wyznaniowych są nazywane jako:
banda, bractwo, ferajna, gang, granda, gromada, grupa nieformalna, kamorra, klika, koteria, kompania, mafia, paczka, siatka, szajka, zgraja, zmowa itd.
Dla każdego z tych określeń można sprecyzować przybliżoną definicję oddającą ducha nazwy tej grupy. Wtedy natychmiast okaże się, że dla działalności właściwie określonych grup, nie ma przyzwolenia społecznego. Nie ma go dla bandy, gangów, grand, klanów, mafii, siatki, szajki i zgrai.
No, a co w takim razie z pozostałymi. One mieszczą się w dwóch głównych określeniach: sitwie i klice i są ich różnymi odmianami. Wprawdzie tu przyzwolenia również nie ma, ale ze względu na to, że skutki działania sitwy czy kliki zazwyczaj nie uderzają bezpośrednio w nikogo indywidualnie /poza nielicznymi/, to czujność społeczna jest częściowo uśpiona. To stwarza pozytywne przesłanki dla powstawania i działania sitw, klik i ich łagodniejszych odłamów.
Sitwa.
Zamierzone długofalowe działanie grupy osób bez zdecydowanego przywództwa. Zazwyczaj wszyscy mniej lub bardziej się znają i wzajemnie popierają. Wykorzystują swoje pozycje społeczne i zawodowe dla osiągnięcia wielorakich korzyści osobistych i grupowych - natychmiast lub rozłożonych w czasie.
Sitwa działa bez zahamowań i skrupułów w stosunku do innych grup i osób. Byle więcej, byle szybciej, ale zawsze w myśl zasady - ciszej jedziesz, dalej zajedziesz. Nie każdy dostaje równo,ale trzeba pamiętać, że, kto w sitwie stoi ten krowę wydoi.
Sitwy egzystują obok siebie. Zwykle się nie popierają, ale również nie zwalczają, chyba, że ktoś lub coś im bezpośrednio zagraża.
Klika.
Grupa osób swym zasięgiem mniejsza od sitwy. Członkowie lepiej i bliżej nawzajem się znają niż w sitwie, ale podobnie jak sitwa wykorzystują swoje pozycje zawodowe, kumoterskie, koleżeńskie i społeczne w celu osiągnięcia własnych korzyści, bez oglądania się na skutki swoich działań w stosunku do innych osób.
Tam gdzie działają sitwy i kliki, "obcym' trudno jest pracować, aczkolwiek są potrzebni jako roboty, bo ich nieświadomymi, ukierunkowanymi działaniami, można osiągnąć to co zamierzone.
Na tle działalności tych wszystkich szkodliwych, nieformalnych grup nasuwają się proste, ale trudne do realizacji wnioski. Powinny być tępione z urzędu. Nie jest to łatwe, ale takie postawienie tej sprawy może zadziałać jako straszak i ograniczyć dalszy rozwój tych szkodliwych, różnej maści grup cwaniaczków.
Sitwa. To słowo robi obecnie oszałamiającą karierę. Jest subtelniejsze od innych określających pewnego rodzaju zachowania grup społecznych, a jednocześnie bardziej zagadkowe i niepokojące.
Bardziej pospolite i bardziej pejoratywne określenia związane z różnymi zachowaniami różnych grup zawodowych, biznesowych, wyznaniowych są nazywane jako:
banda, bractwo, ferajna, gang, granda, gromada, grupa nieformalna, kamorra, klika, koteria, kompania, mafia, paczka, siatka, szajka, zgraja, zmowa itd.
Dla każdego z tych określeń można sprecyzować przybliżoną definicję oddającą ducha nazwy tej grupy. Wtedy natychmiast okaże się, że dla działalności właściwie określonych grup, nie ma przyzwolenia społecznego. Nie ma go dla bandy, gangów, grand, klanów, mafii, siatki, szajki i zgrai.
No, a co w takim razie z pozostałymi. One mieszczą się w dwóch głównych określeniach: sitwie i klice i są ich różnymi odmianami. Wprawdzie tu przyzwolenia również nie ma, ale ze względu na to, że skutki działania sitwy czy kliki zazwyczaj nie uderzają bezpośrednio w nikogo indywidualnie /poza nielicznymi/, to czujność społeczna jest częściowo uśpiona. To stwarza pozytywne przesłanki dla powstawania i działania sitw, klik i ich łagodniejszych odłamów.
Sitwa.
Zamierzone długofalowe działanie grupy osób bez zdecydowanego przywództwa. Zazwyczaj wszyscy mniej lub bardziej się znają i wzajemnie popierają. Wykorzystują swoje pozycje społeczne i zawodowe dla osiągnięcia wielorakich korzyści osobistych i grupowych - natychmiast lub rozłożonych w czasie.
Sitwa działa bez zahamowań i skrupułów w stosunku do innych grup i osób. Byle więcej, byle szybciej, ale zawsze w myśl zasady - ciszej jedziesz, dalej zajedziesz. Nie każdy dostaje równo,ale trzeba pamiętać, że, kto w sitwie stoi ten krowę wydoi.
Sitwy egzystują obok siebie. Zwykle się nie popierają, ale również nie zwalczają, chyba, że ktoś lub coś im bezpośrednio zagraża.
Klika.
Grupa osób swym zasięgiem mniejsza od sitwy. Członkowie lepiej i bliżej nawzajem się znają niż w sitwie, ale podobnie jak sitwa wykorzystują swoje pozycje zawodowe, kumoterskie, koleżeńskie i społeczne w celu osiągnięcia własnych korzyści, bez oglądania się na skutki swoich działań w stosunku do innych osób.
Tam gdzie działają sitwy i kliki, "obcym' trudno jest pracować, aczkolwiek są potrzebni jako roboty, bo ich nieświadomymi, ukierunkowanymi działaniami, można osiągnąć to co zamierzone.
Na tle działalności tych wszystkich szkodliwych, nieformalnych grup nasuwają się proste, ale trudne do realizacji wnioski. Powinny być tępione z urzędu. Nie jest to łatwe, ale takie postawienie tej sprawy może zadziałać jako straszak i ograniczyć dalszy rozwój tych szkodliwych, różnej maści grup cwaniaczków.
niedziela, 22 lipca 2012
Spółdzielnie mieszkaniowe - i co z nimi dalej..
Prasa donosi, że opracowywany jest projekt ustawy dotyczący spółdzielni mieszkaniowych, który ma wprowadzić wiele zmian i ułatwień dla spółdzielców. Zasad działania spółdzielni drobnymi zmianami, nie da się poprawić. Tu potrzebne są radykalne zmiany - przekształcenie spółdzielni tam, gdzie to jest możliwe we Wspólnoty Mieszkaniowe lub ich likwidacja i przejęcie mienia likwidowanych spółdzielni przez gminy. Drugi wariant, to zasadnicza zmiana działania. Musi zaistnieć nowa ustawa. Z kosmetycznymi poprawkami dajmy sobie spokój.
Przytoczę teraz kilka opinii i wypowiedzi zebranych z prasy i internetu.
Spółdzielnie mieszkaniowe stanowią "państwo w państwie", kolesie sprawdzają kolesiów. Rady Nadzorcze są na usługach prezesów. Dla prezesów praca w spółdzielni, to prawdziwe eldorado. Przetargi ustawione. Kumoterstwo i traktowanie miejsca pracy,jako prywatnego folwarku. Fałszywe wybory na następną kadencję. Jawna korupcja. Dlaczego prawo nie jest zmieniane. Ludzie oni na nas żerują, a my musimy zanieść ostatnie grosze do spółdzielni, żeby prezes żył w luksusie. Prokurator powinien prześwietlić prezesów.
Moim zdaniem jest kilka powodów wszelkiego zła występującego w spółdzielniach. Wszystkie powinny być wyeliminowane w nowej ustawie. Złym rozwiązaniem w praktyce okazała się trój władza, którą w spółdzielniach stanowi - Walne Zgromadzenie /WZ/, Rada Nadzorcza /RN/, Zarząd /Z/.
WZ jest najwyższym organem spółdzielni, ale może podejmować uchwały jedynie w sprawach objętych porządkiem obrad - ustalonym najczęściej 21 dni temu. Najważniejszy organ, ma więc odebraną władzę w sprawach bieżących. Prawo spółdzielcze w art. 41 stwierdza, że uchwały podejmowane są zwykłą większością głosów w obecności co najmniej połowy upragnionych do głosowania, chyba że ustawa lub statut stanowią inaczej. I tu właśnie jest pies pogrzebany. Leży przede mną statut zarejestrowany przez Sąd Rejonowy i obowiązujący od 2008 roku, który w tej kwestii zawiera następujące postanowieni - "WZ jest ważne niezależnie od liczby obecnych na nim członków spółdzielni", a dalej - uchwały WZ obowiązują wszystkich członków spółdzielni oraz wszystkie jej organy. To rozwiązanie usankcjonowane przez prawo, umożliwia powstawanie klik, dowolne manipulowanie i sterowanie wszystkimi organami przez prezesów. Kilkanaście procent głosów na WZ ma dotyczyć i obowiązywać 100% członków danej spółdzielni.
WNIOSEK I. Należy przywrócić wymóg poparcia danej uchwały przez minimum 51% rzeczywistych członków spółdzielni. Głosy można zbierać tak jak we Wspólnotach.
WNIOSEK II. W nowej ustawie należy zlikwidować RN. Zlikwidowanie RN zwiąże Zarząd z WZ, a więc ze spółdzielcami, bo nikt już ich w niczym, wbrew ich woli wyręczał nie będzie.
WNIOSEK III. Prezesa powinno powoływać i odwoływać WZ i ustalać dla niego stosowne wynagrodzenie.
WNIOSEK IV. Prezes powinien mieć przygotowanie zawodowe do pełnienia takiej funkcji, a więc posiadać licencję zarządcy nieruchomości lub pośrednika w obrocie nieruchomościami. Raz na zawsze trzeba skończyć z amatorstwem w spółdzielniach mieszkaniowych, bo to jedna z przyczyn różnych nieprawidłowości.
WNIOSEK V. W przypadku, gdy w danej spółdzielni uwłaszczyła się ponad połowa spółdzielców i skupiają w sobie większość majątku z mocy prawa, bez żadnej alternatywy powstaje Wspólnota Mieszkaniowa, która jest nowoczesną formą zarządzania zasobami mieszkaniowymi.
WNIOSEK VI. Koniecznie trzeba wprowadzić przepis stanowiący o tym, że nie udzielenie Zarządowi absolutorium na WZ, jest równoznaczne z jego w tym momencie odwołaniem.
Przytoczę teraz kilka opinii i wypowiedzi zebranych z prasy i internetu.
Spółdzielnie mieszkaniowe stanowią "państwo w państwie", kolesie sprawdzają kolesiów. Rady Nadzorcze są na usługach prezesów. Dla prezesów praca w spółdzielni, to prawdziwe eldorado. Przetargi ustawione. Kumoterstwo i traktowanie miejsca pracy,jako prywatnego folwarku. Fałszywe wybory na następną kadencję. Jawna korupcja. Dlaczego prawo nie jest zmieniane. Ludzie oni na nas żerują, a my musimy zanieść ostatnie grosze do spółdzielni, żeby prezes żył w luksusie. Prokurator powinien prześwietlić prezesów.
Moim zdaniem jest kilka powodów wszelkiego zła występującego w spółdzielniach. Wszystkie powinny być wyeliminowane w nowej ustawie. Złym rozwiązaniem w praktyce okazała się trój władza, którą w spółdzielniach stanowi - Walne Zgromadzenie /WZ/, Rada Nadzorcza /RN/, Zarząd /Z/.
WZ jest najwyższym organem spółdzielni, ale może podejmować uchwały jedynie w sprawach objętych porządkiem obrad - ustalonym najczęściej 21 dni temu. Najważniejszy organ, ma więc odebraną władzę w sprawach bieżących. Prawo spółdzielcze w art. 41 stwierdza, że uchwały podejmowane są zwykłą większością głosów w obecności co najmniej połowy upragnionych do głosowania, chyba że ustawa lub statut stanowią inaczej. I tu właśnie jest pies pogrzebany. Leży przede mną statut zarejestrowany przez Sąd Rejonowy i obowiązujący od 2008 roku, który w tej kwestii zawiera następujące postanowieni - "WZ jest ważne niezależnie od liczby obecnych na nim członków spółdzielni", a dalej - uchwały WZ obowiązują wszystkich członków spółdzielni oraz wszystkie jej organy. To rozwiązanie usankcjonowane przez prawo, umożliwia powstawanie klik, dowolne manipulowanie i sterowanie wszystkimi organami przez prezesów. Kilkanaście procent głosów na WZ ma dotyczyć i obowiązywać 100% członków danej spółdzielni.
WNIOSEK I. Należy przywrócić wymóg poparcia danej uchwały przez minimum 51% rzeczywistych członków spółdzielni. Głosy można zbierać tak jak we Wspólnotach.
WNIOSEK II. W nowej ustawie należy zlikwidować RN. Zlikwidowanie RN zwiąże Zarząd z WZ, a więc ze spółdzielcami, bo nikt już ich w niczym, wbrew ich woli wyręczał nie będzie.
WNIOSEK III. Prezesa powinno powoływać i odwoływać WZ i ustalać dla niego stosowne wynagrodzenie.
WNIOSEK IV. Prezes powinien mieć przygotowanie zawodowe do pełnienia takiej funkcji, a więc posiadać licencję zarządcy nieruchomości lub pośrednika w obrocie nieruchomościami. Raz na zawsze trzeba skończyć z amatorstwem w spółdzielniach mieszkaniowych, bo to jedna z przyczyn różnych nieprawidłowości.
WNIOSEK V. W przypadku, gdy w danej spółdzielni uwłaszczyła się ponad połowa spółdzielców i skupiają w sobie większość majątku z mocy prawa, bez żadnej alternatywy powstaje Wspólnota Mieszkaniowa, która jest nowoczesną formą zarządzania zasobami mieszkaniowymi.
WNIOSEK VI. Koniecznie trzeba wprowadzić przepis stanowiący o tym, że nie udzielenie Zarządowi absolutorium na WZ, jest równoznaczne z jego w tym momencie odwołaniem.
niedziela, 17 czerwca 2012
Plecie jak Obama.
Mam wewnętrzną potrzebę podzielenia się z wszystkimi Polakami, ludźmi dobrej woli sprawą konieczności upamiętnienia karygodnej wypowiedzi Prezydenta Stanów Zjednoczonych, pana Baracka Obamy na temat obozów koncentracyjnych w Polsce.
Nie chcę Mu specjalnie dokuczyć, bo błądzenie jest rzeczą ludzką. Taki dostał tekst przemówienia, sam chyba kiepsko zna historię powszechną, więc się nie zastanowił i przeczytał i haniebnie oskarżył Polaków potwornymi zbrodniami względem innych narodowości.
Szukam solidnego porzekadła, przysłowia, które na wieki pokaże kłamstwo i niefrasobliwość Baracka Obamy.
Uważam, że powinniśmy wybrać, wymyślić, ustalić, takie powiedzenie, porzekadło, przysłowie, które będzie nawiązywało do tej wielkiej niezręczności i naszej wielkiej krzywdy zarazem.
Oto jakie porzekadła mnie się nasuwają.
Plecie jak Obama
Truje jak Obama
Zakłamany jak Obama
Nie wie co czyta jak Obama
Czyta jak Obama
Wykształcony jak Obama
Ograniczony jak Obama
Zadufany jak Obama
Pokrętny jak Obama
Wredny jak Obama
Antypolski jak Obama
Błaźni się jak Obama
Mąci jak Obama
Insynuuje jak Obama
Plagiator jak Pbama
Matacz jak Obama
Nic trafniejszego, mniej znanego i trochę bardziej zjadliwego nie przychodzi mi do głowy. Może jednak komuś coś takiego się nasunie i utrwalimy to w formie porzekadła lub przysłowia, które na wieki ośmieszy fałszywe oceny, zakłamanie i brak poczucia odpowiedzialności za swoje słowa oraz brak odwagi dla koniecznego publicznego przeproszenia obrażonych. Pomyślmy trochę.
Nie chcę Mu specjalnie dokuczyć, bo błądzenie jest rzeczą ludzką. Taki dostał tekst przemówienia, sam chyba kiepsko zna historię powszechną, więc się nie zastanowił i przeczytał i haniebnie oskarżył Polaków potwornymi zbrodniami względem innych narodowości.
Szukam solidnego porzekadła, przysłowia, które na wieki pokaże kłamstwo i niefrasobliwość Baracka Obamy.
Uważam, że powinniśmy wybrać, wymyślić, ustalić, takie powiedzenie, porzekadło, przysłowie, które będzie nawiązywało do tej wielkiej niezręczności i naszej wielkiej krzywdy zarazem.
Oto jakie porzekadła mnie się nasuwają.
Plecie jak Obama
Truje jak Obama
Zakłamany jak Obama
Nie wie co czyta jak Obama
Czyta jak Obama
Wykształcony jak Obama
Ograniczony jak Obama
Zadufany jak Obama
Pokrętny jak Obama
Wredny jak Obama
Antypolski jak Obama
Błaźni się jak Obama
Mąci jak Obama
Insynuuje jak Obama
Plagiator jak Pbama
Matacz jak Obama
Nic trafniejszego, mniej znanego i trochę bardziej zjadliwego nie przychodzi mi do głowy. Może jednak komuś coś takiego się nasunie i utrwalimy to w formie porzekadła lub przysłowia, które na wieki ośmieszy fałszywe oceny, zakłamanie i brak poczucia odpowiedzialności za swoje słowa oraz brak odwagi dla koniecznego publicznego przeproszenia obrażonych. Pomyślmy trochę.
sobota, 16 czerwca 2012
Remont mieszkania w bloku.
Pomijam okres czasu bezpośrednio po wprowadzaniu się lokatorów i ich urządzanie się w nowym mieszkaniu. Stukanie. pukanie, wiercenie, szlifowanie rozlegają się bez końca. Ale to wszyscy nawzajem uznajemy za normalny okres przejściowy. Cieszymy się z mieszkania i tego, że inni są też już obok nas.
Prawdziwa gehenna zaczyna się po kilku, czy kilkunastu latach, kiedy to niektórzy lokatorzy z różnych powodów dokonują szerokiej modernizacji, czy przebudowy, którym towarzyszą wyburzenia ścian działowych, wycinanie stalowych ościeżnic, zrywanie glazury i wymiana podłóg.
Wycie pił, wiertarek, szlifierek i huk wibromłotów jest nie do zniesienia, a remont wykonać trzeba. W wysokich blokach często tak bywa, że jeden remont się kończy, a drugi zaczyna. Dla tych, którzy muszą przebywać cały czas w domu, a przeważnie są to niemowlęta lub bardzo już starszawe osoby, jest to wręcz katorga. Co możemy wtedy zrobić. Praktycznie nic! Mój bliski znajomy mieszkał na 17 piętrze w bloku 19 - piętrowym i z tego powodu wyprowadził się do budynku 2-piętrowego
Uważam jednak, że na takie okoliczności powinny być opracowane i ustalone pewne zasady dla przeprowadzających remonty, obowiązujące zresztą w całej Polsce. Może to ustalić Nadzór budowlany, Wspólnoty mieszkaniowe lub Spółdzielnie mieszkaniowe. Być może pewne zasady trzeba będzie wpisać nawet do Prawa Budowlanego.
Remontujący powinni być zobligowani do:
- wcześniejszego powiadomienia wszystkich lokatorów w danej klatce mieszkaniowej o zamierzonym remoncie, jego skali, terminie rozpoczęcia i przewidywanym terminie zakończenia robót
- w przypadku robót wyburzeniowych, wycinania metalowych ościeżnic, wykuwania okienek z kuchni do pokoju, zbijania glazury itp powinna to robić większa ekipa wykonawców, zdolna do wykonania pełnego zakresu tego rodzaju prać w najkrótszym możliwym czasie - nie dłużej niż w ciągu dwóch - max trzech dni.
- szlifowanie podłóg - tylko lekkimi szlifierkami bezpyłowymi
- nie podejmowania prac remontowych o charakterze wyburzeniowym, jeśli na klatce mieszkają niemowlęta do jednego roku życia
Powiadomieni wcześniej lokatorzy o remoncie, mają możliwość na przykład wyjechania na okres remontu lub jego części, a nawet jednoczesnego podjęcia u siebie prac remontowych. Będzie wtedy może głośniej, ale dużo krócej.
Szanujmy się nawzajem, bo to się na dłuższą metę naprawdę opłaca.
Prawdziwa gehenna zaczyna się po kilku, czy kilkunastu latach, kiedy to niektórzy lokatorzy z różnych powodów dokonują szerokiej modernizacji, czy przebudowy, którym towarzyszą wyburzenia ścian działowych, wycinanie stalowych ościeżnic, zrywanie glazury i wymiana podłóg.
Wycie pił, wiertarek, szlifierek i huk wibromłotów jest nie do zniesienia, a remont wykonać trzeba. W wysokich blokach często tak bywa, że jeden remont się kończy, a drugi zaczyna. Dla tych, którzy muszą przebywać cały czas w domu, a przeważnie są to niemowlęta lub bardzo już starszawe osoby, jest to wręcz katorga. Co możemy wtedy zrobić. Praktycznie nic! Mój bliski znajomy mieszkał na 17 piętrze w bloku 19 - piętrowym i z tego powodu wyprowadził się do budynku 2-piętrowego
Uważam jednak, że na takie okoliczności powinny być opracowane i ustalone pewne zasady dla przeprowadzających remonty, obowiązujące zresztą w całej Polsce. Może to ustalić Nadzór budowlany, Wspólnoty mieszkaniowe lub Spółdzielnie mieszkaniowe. Być może pewne zasady trzeba będzie wpisać nawet do Prawa Budowlanego.
Remontujący powinni być zobligowani do:
- wcześniejszego powiadomienia wszystkich lokatorów w danej klatce mieszkaniowej o zamierzonym remoncie, jego skali, terminie rozpoczęcia i przewidywanym terminie zakończenia robót
- w przypadku robót wyburzeniowych, wycinania metalowych ościeżnic, wykuwania okienek z kuchni do pokoju, zbijania glazury itp powinna to robić większa ekipa wykonawców, zdolna do wykonania pełnego zakresu tego rodzaju prać w najkrótszym możliwym czasie - nie dłużej niż w ciągu dwóch - max trzech dni.
- szlifowanie podłóg - tylko lekkimi szlifierkami bezpyłowymi
- nie podejmowania prac remontowych o charakterze wyburzeniowym, jeśli na klatce mieszkają niemowlęta do jednego roku życia
Powiadomieni wcześniej lokatorzy o remoncie, mają możliwość na przykład wyjechania na okres remontu lub jego części, a nawet jednoczesnego podjęcia u siebie prac remontowych. Będzie wtedy może głośniej, ale dużo krócej.
Szanujmy się nawzajem, bo to się na dłuższą metę naprawdę opłaca.
sobota, 9 czerwca 2012
Polska - Grecja
Remis, to dla mnie porażka i przegrana. Nie mogę obok tej sprawy przejść obojętnie, bo zbyt mocno kocham Polskę i zbyt zaangażowany jej kibicuję. Głównie piłce nożnej
Dla mnie winę za porażkę ponosi w pierwszej kolejności pan Smuda, w drugiej piłkarze, a w trzeciej pan Smuda i piłkarze. Dlaczego.Odpowiedź jest bardzo prosta. W ciągu pierwszych 20 minut drużyna mogła prowadzić 3:0, ale nie prowadziła, bo piłkarze nie mają wpojonej żelaznej zasady, że każdy mecz mają wygrać, a nie tylko dobrze grać. Byli zdziwieni, że udało im się kilkakrotnie dość efektownie zaatakować Greków. Po zdobyciu bramki uspokoili się i grali już rozluźnieni, zamiast przyłożyć drugiego gola i wtedy zwalniać grę i popisywać się ładnymi zagraniami we wszystkich kierunkach boiska.
Najsłabszymi zawodnikami w tym meczu byli -w kolejności od najsłabszego.
1.Wojciech Szczęsny. Za jego wypowiedź na temat innego bramkarza-Buruca powinien być usunięty z Kadry.
Siły nadprzyrodzone wiedzą co robią i na początek wyleciał z ważnego meczu za tamtą wypowiedź. Mam
nadzieję, że do Kadry już nie wróci. Za dużo gada, a jak piłkarz dużo gada, to przestaje dobrze grać. Pan
Smuda jednych temperuje, a innym folguje. Zawinił pierwszego gola i w głupi sposób sprowokował
jedenastkę. Dość.
Mam wrażenie, że nie będzie też już w nowym sezonie bramkarzem nr 1 w Arsenale.
2. Jakub Błaszczykowski. Zagrał tylko jako tako na początku meczu. Im dalej tym gorzej.
3. Maciej Rybus. Mało widoczny i mało skuteczny. Zauważany przy złych podaniach piłki.
To najsłabsza trójka. Słabiej niż zwykle grali jeszcze Boenisch i Wasilewski.
Ale dlaczego winien jest głównie Smuda? Ano dlatego, że w przerwie nie dokonał dwóch, trzech niewymuszonych zmian. A powinien to zrobić widząc jak zmęczeni w tej duchocie na stadionie byli niektórzy zawodnicy. Trener Greków to zrobił i wygrał. Pan Smuda powinien wiedzieć, że wchodzący zawodnik po przerwie, wie, że będzie grał tylko 45 minut, a więc nie musi się oszczędzać i gra na pełny gaz. Poza tym odpoczywają najlepsi, sprawdza zamienników, lepiej ich poznaje w czasie odpowiedzialnej gry. Zmiany są motorem zwycięstwa i nowych możliwości, a tak stoimy w miejscu i czekamy na przegrane.
Dla mnie winę za porażkę ponosi w pierwszej kolejności pan Smuda, w drugiej piłkarze, a w trzeciej pan Smuda i piłkarze. Dlaczego.Odpowiedź jest bardzo prosta. W ciągu pierwszych 20 minut drużyna mogła prowadzić 3:0, ale nie prowadziła, bo piłkarze nie mają wpojonej żelaznej zasady, że każdy mecz mają wygrać, a nie tylko dobrze grać. Byli zdziwieni, że udało im się kilkakrotnie dość efektownie zaatakować Greków. Po zdobyciu bramki uspokoili się i grali już rozluźnieni, zamiast przyłożyć drugiego gola i wtedy zwalniać grę i popisywać się ładnymi zagraniami we wszystkich kierunkach boiska.
Najsłabszymi zawodnikami w tym meczu byli -w kolejności od najsłabszego.
1.Wojciech Szczęsny. Za jego wypowiedź na temat innego bramkarza-Buruca powinien być usunięty z Kadry.
Siły nadprzyrodzone wiedzą co robią i na początek wyleciał z ważnego meczu za tamtą wypowiedź. Mam
nadzieję, że do Kadry już nie wróci. Za dużo gada, a jak piłkarz dużo gada, to przestaje dobrze grać. Pan
Smuda jednych temperuje, a innym folguje. Zawinił pierwszego gola i w głupi sposób sprowokował
jedenastkę. Dość.
Mam wrażenie, że nie będzie też już w nowym sezonie bramkarzem nr 1 w Arsenale.
2. Jakub Błaszczykowski. Zagrał tylko jako tako na początku meczu. Im dalej tym gorzej.
3. Maciej Rybus. Mało widoczny i mało skuteczny. Zauważany przy złych podaniach piłki.
To najsłabsza trójka. Słabiej niż zwykle grali jeszcze Boenisch i Wasilewski.
Ale dlaczego winien jest głównie Smuda? Ano dlatego, że w przerwie nie dokonał dwóch, trzech niewymuszonych zmian. A powinien to zrobić widząc jak zmęczeni w tej duchocie na stadionie byli niektórzy zawodnicy. Trener Greków to zrobił i wygrał. Pan Smuda powinien wiedzieć, że wchodzący zawodnik po przerwie, wie, że będzie grał tylko 45 minut, a więc nie musi się oszczędzać i gra na pełny gaz. Poza tym odpoczywają najlepsi, sprawdza zamienników, lepiej ich poznaje w czasie odpowiedzialnej gry. Zmiany są motorem zwycięstwa i nowych możliwości, a tak stoimy w miejscu i czekamy na przegrane.
wtorek, 1 maja 2012
Nieruchomość jak Panna Młoda
Tylko w pierwszej chwili wydaje się, że jest to zaskakujące porównanie, mało prawdopodobne i wydumane.
Wiele osób z nas w ciągu swojego życia, ma przynajmniej kilka kontaktów z nieruchomościami. Często powierzchownych, a niekiedy konkretnych, pozwalających lepiej zrozumieć, czym naprawdę jest nieruchomość.
Zgodnie z definicją w Kodeksie Cywilnym "Nieruchomościami są części powierzchni ziemskiej stanowiące odrębny przedmiot własności /grunty/, jak również budynki trwale z gruntem związane lub części takich budynków, jeśli na mocy przepisów szczególnych stanowią odrębny od gruntu przedmiot własności".
No i gdzie tu jest miejsce na porównanie nieruchomości z Panną Młodą. Spokojnie, bardzo szybko do tego dojdziemy, niezależnie od tego czy z Panną Młodą będziemy chcieli porównać działkę gruntu, dom, czy mieszkanie.
Na wstępie musimy sobie jeszcze uświadomić, że kupujemy nie nieruchomość, ale prawa do tej nieruchomości. Tak, tylko prawo. które może przechodzić na innych nabywców. Czyż nie jest to sytuacja podobna do osoby, która przez chwilę jest Panną Młodą. Ona podobnie jak nieruchomość może z czasem przechodzić z rąk do rąk. Może, ale nie musi, zarówno ona, jak i nieruchomość mogą trwać w długoletnich związkach.
Dalsze analogie są również oczywiste.
Aby przygotować działkę gruntu, dom, czy mieszkanie do sprzedaży, trzeba zgromadzić wszystkie formalnie niezbędne dokumenty, które pozwalają na stwierdzenie, kto i jakie ma prawo, jak duży jest to obiekt, jakie w planach ma przeznaczenie /działka/. Musi być znana lokalizacja, dostęp do mediów, kilka fotografii itp. Oferowana do sprzedaży nieruchomość powinna być w miarę uporządkowana, aby nie sprawiała wrażenia całkowicie zaniedbanej przez potocznie mówiąc właściciela. Trzeba zawsze podkreślić jej dodatkowe walory.
A przyszła Panna Młoda, również musi zgromadzić wszystkie swoje niezbędne dokumenty, potwierdzające jej narodowość, tożsamość, udokumentowany stan cywilny, często przynależność religijną, fajne fotografie dla pokazania jego rodzinie, wykształcenie i dodatkowe walory jak prawo jazdy, kursy komputerowe itp.
Podobnie jak nieruchomość, musi być odpacykowana, aby nie sprawiała wrażenia zaniedbanej.
Analogie są więc oczywiste.
Możemy więc śmiało mówić, że Nieruchomość do sprzedaży musi być tak przygotowana jak Panna Młoda do ślubu.
Wiele osób z nas w ciągu swojego życia, ma przynajmniej kilka kontaktów z nieruchomościami. Często powierzchownych, a niekiedy konkretnych, pozwalających lepiej zrozumieć, czym naprawdę jest nieruchomość.
Zgodnie z definicją w Kodeksie Cywilnym "Nieruchomościami są części powierzchni ziemskiej stanowiące odrębny przedmiot własności /grunty/, jak również budynki trwale z gruntem związane lub części takich budynków, jeśli na mocy przepisów szczególnych stanowią odrębny od gruntu przedmiot własności".
No i gdzie tu jest miejsce na porównanie nieruchomości z Panną Młodą. Spokojnie, bardzo szybko do tego dojdziemy, niezależnie od tego czy z Panną Młodą będziemy chcieli porównać działkę gruntu, dom, czy mieszkanie.
Na wstępie musimy sobie jeszcze uświadomić, że kupujemy nie nieruchomość, ale prawa do tej nieruchomości. Tak, tylko prawo. które może przechodzić na innych nabywców. Czyż nie jest to sytuacja podobna do osoby, która przez chwilę jest Panną Młodą. Ona podobnie jak nieruchomość może z czasem przechodzić z rąk do rąk. Może, ale nie musi, zarówno ona, jak i nieruchomość mogą trwać w długoletnich związkach.
Dalsze analogie są również oczywiste.
Aby przygotować działkę gruntu, dom, czy mieszkanie do sprzedaży, trzeba zgromadzić wszystkie formalnie niezbędne dokumenty, które pozwalają na stwierdzenie, kto i jakie ma prawo, jak duży jest to obiekt, jakie w planach ma przeznaczenie /działka/. Musi być znana lokalizacja, dostęp do mediów, kilka fotografii itp. Oferowana do sprzedaży nieruchomość powinna być w miarę uporządkowana, aby nie sprawiała wrażenia całkowicie zaniedbanej przez potocznie mówiąc właściciela. Trzeba zawsze podkreślić jej dodatkowe walory.
A przyszła Panna Młoda, również musi zgromadzić wszystkie swoje niezbędne dokumenty, potwierdzające jej narodowość, tożsamość, udokumentowany stan cywilny, często przynależność religijną, fajne fotografie dla pokazania jego rodzinie, wykształcenie i dodatkowe walory jak prawo jazdy, kursy komputerowe itp.
Podobnie jak nieruchomość, musi być odpacykowana, aby nie sprawiała wrażenia zaniedbanej.
Analogie są więc oczywiste.
Możemy więc śmiało mówić, że Nieruchomość do sprzedaży musi być tak przygotowana jak Panna Młoda do ślubu.
sobota, 21 kwietnia 2012
MÓZG zablokował obszar HAZARDU.
Od lat biorę udział w zakładach bukmacherskich, które oferują podobnie jak kasyna najszybsze wygrane..
Praktycznie w zakładach internetowych można grać na okrągło.Jest to najszybsza i pozornie najprostsza metoda zarabiania pieniędzy od ręki - małych, średnich i dużych, w zależności od kursu ustalonego przez bukmachera oraz stawki w danej grze ustalonej przez grającego.
Obstawiać można wiele zdarzeń z różnych dziedzin życia w których coś się dzieje. Najczęściej jednak są to zakłady sportowe w których wynik na przykład jednego meczu piłkarskiego można obstawiać na sześć sposobów: wygrana, remis, przegrana, wygrana albo remis, remis albo przegrana, wygrana lub przegrana.
Każdej z tych sześciu możliwości przyporządkowany jest inny kurs. Wystarczy podać swoją stawkę, kliknąć i nasza gra się rozpoczęła. Można złożyć wypełniony kupon w punktach obsługi klienta.
Przykładowo. Przy kursie wygranej gospodarzy w wysokości 2,15 i postawionej przez grającego stawce 10,00 złotych można wygrać - 21,50 zł., przy stawce 100 już 215,00 zł., a przy stawce 1000 zł. - 2150,00 zł.
A gdyby tak zagrać na kilka zdarzeń w jednej grze, na przykład o kursach 2,15, 2,55, 3,10, 1,85, to mnożąc przez siebie kursy otrzymamy łączny kurs w wysokości - 31,44 i mnożąc go przez stawkę 10,00 zł, możemy wygrać-314,40 zł., a przez stawkę 100,00 zł.-3144.00zł. itd. Ryzyko jest duże, bo wystarczy, że nie trafiamy jednego zdarzenia i nie otrzymujemy nić. Przegrana. Są i systemy złożone, które umożliwiają popełnianie błędów i mimo tego pozwalają coś wygrać, stawkę, albo więcej.
Mając przed oczami zestawy piłkarskie, a to przecież końcówka rozgrywek lig piłkarskich w Europie, bo zbliża się EURO 2012, postanowiłem sobie jeszcze przed zaśnięciem przemyśleć różne warianty gier na najbliższe dni, piątek - poniedziałek. Niestety stało się coś bardzo, bardzo dziwnego. Mózg odmówił mi współpracy. Dosłownie odmówił i nie chciał dopuścić żadnej myśli dotyczącej gry w zakładach. Myślę sobie, jest późno, może jestem bardzo zmęczony. Wstałem, wypiłem pół szklanki wody, pochodziłem po mieszkaniu, położyłem się i trochę ożywiony ponownie próbuję., a mózg robi swoje. Nie podejmuje narzucanego tematu. Rano to samo, tak samo po południu i wieczorem następnego dnia i następnych dni. A więc to mój własny mózg załatwił mnie i mój hazard. Powiedział dość. Gra w zakłady sportowe wygląda niewinnie-typowanie wyników, ale typowanie dla wygranej za pieniądze przeradza się w hazard. Hazard, to poważne uzależnienie, podobnie jak alkoholizm, czy narkomania.
Hazard to cichy zabójca. Najpierw wyrządza szkody w umyśle, wywołuje stany od euforii do klęski, stany lękowe, depresyjne, a przy wygranych , poczucie panowania nad światem. Wygrywający, część pieniędzy rozdaje, resztę przegrywa, później pożycza od innych, ale raczej już nie oddaje, traci kolegów, źle sypia, ma kłopoty w rodzinie, coraz szybciej stacza się po równi pochyłej, aż tu nagle STOP. po tylu latach, już od kilku dni nie muszę typować, grać, nagle mi przeszło.
Na gorąco myślę, że mój mózg z poprzednich przykrych psychicznie i emocjonalnie przeżyć, potrafił ukształtować jakąś osłonę, barierę, które potrafiły zablokować pewne obszary. Zastanowiłem się?, czy ja jestem wyjątkiem? Otóż nie, nie i jeszcze raz nie. Znam przypadek człowieka, który był alkoholikiem, którego kilka razy odbierałem z izby wytrzeźwień, odwykówek, ale to nie było skuteczne. Dalej troszkę na mniejszą skalę, robił swoje. Miewał halucynacje, zrywał się w nocy, wychodził z domu i szukał nad ranem sklepu z alkoholem, aby tylko łyknąć, poczuć smak nieba i rozkoszy.
I stało się podobnie jak u mnie!Jego mózg wyprodukował zmodyfikowane geny, a te zablokowały obszary związane z alkoholizmem. Jest eleganckim człowiekiem 21 wieku. Nie pije.
Myślę, że jeśli organizm nie jest do końca przeżarty i zniszczony truciznami, którymi był przez nas karmiony, to pewnego dnia się podniesie i nas o tym poinformuje. Być może, że mózg ma swój udział w tak zwanych cudownych uzdrowieniach.
Życzę takiego doznania wszystkim, którzy maja małe i większe kłopoty.
Praktycznie w zakładach internetowych można grać na okrągło.Jest to najszybsza i pozornie najprostsza metoda zarabiania pieniędzy od ręki - małych, średnich i dużych, w zależności od kursu ustalonego przez bukmachera oraz stawki w danej grze ustalonej przez grającego.
Obstawiać można wiele zdarzeń z różnych dziedzin życia w których coś się dzieje. Najczęściej jednak są to zakłady sportowe w których wynik na przykład jednego meczu piłkarskiego można obstawiać na sześć sposobów: wygrana, remis, przegrana, wygrana albo remis, remis albo przegrana, wygrana lub przegrana.
Każdej z tych sześciu możliwości przyporządkowany jest inny kurs. Wystarczy podać swoją stawkę, kliknąć i nasza gra się rozpoczęła. Można złożyć wypełniony kupon w punktach obsługi klienta.
Przykładowo. Przy kursie wygranej gospodarzy w wysokości 2,15 i postawionej przez grającego stawce 10,00 złotych można wygrać - 21,50 zł., przy stawce 100 już 215,00 zł., a przy stawce 1000 zł. - 2150,00 zł.
A gdyby tak zagrać na kilka zdarzeń w jednej grze, na przykład o kursach 2,15, 2,55, 3,10, 1,85, to mnożąc przez siebie kursy otrzymamy łączny kurs w wysokości - 31,44 i mnożąc go przez stawkę 10,00 zł, możemy wygrać-314,40 zł., a przez stawkę 100,00 zł.-3144.00zł. itd. Ryzyko jest duże, bo wystarczy, że nie trafiamy jednego zdarzenia i nie otrzymujemy nić. Przegrana. Są i systemy złożone, które umożliwiają popełnianie błędów i mimo tego pozwalają coś wygrać, stawkę, albo więcej.
Mając przed oczami zestawy piłkarskie, a to przecież końcówka rozgrywek lig piłkarskich w Europie, bo zbliża się EURO 2012, postanowiłem sobie jeszcze przed zaśnięciem przemyśleć różne warianty gier na najbliższe dni, piątek - poniedziałek. Niestety stało się coś bardzo, bardzo dziwnego. Mózg odmówił mi współpracy. Dosłownie odmówił i nie chciał dopuścić żadnej myśli dotyczącej gry w zakładach. Myślę sobie, jest późno, może jestem bardzo zmęczony. Wstałem, wypiłem pół szklanki wody, pochodziłem po mieszkaniu, położyłem się i trochę ożywiony ponownie próbuję., a mózg robi swoje. Nie podejmuje narzucanego tematu. Rano to samo, tak samo po południu i wieczorem następnego dnia i następnych dni. A więc to mój własny mózg załatwił mnie i mój hazard. Powiedział dość. Gra w zakłady sportowe wygląda niewinnie-typowanie wyników, ale typowanie dla wygranej za pieniądze przeradza się w hazard. Hazard, to poważne uzależnienie, podobnie jak alkoholizm, czy narkomania.
Hazard to cichy zabójca. Najpierw wyrządza szkody w umyśle, wywołuje stany od euforii do klęski, stany lękowe, depresyjne, a przy wygranych , poczucie panowania nad światem. Wygrywający, część pieniędzy rozdaje, resztę przegrywa, później pożycza od innych, ale raczej już nie oddaje, traci kolegów, źle sypia, ma kłopoty w rodzinie, coraz szybciej stacza się po równi pochyłej, aż tu nagle STOP. po tylu latach, już od kilku dni nie muszę typować, grać, nagle mi przeszło.
Na gorąco myślę, że mój mózg z poprzednich przykrych psychicznie i emocjonalnie przeżyć, potrafił ukształtować jakąś osłonę, barierę, które potrafiły zablokować pewne obszary. Zastanowiłem się?, czy ja jestem wyjątkiem? Otóż nie, nie i jeszcze raz nie. Znam przypadek człowieka, który był alkoholikiem, którego kilka razy odbierałem z izby wytrzeźwień, odwykówek, ale to nie było skuteczne. Dalej troszkę na mniejszą skalę, robił swoje. Miewał halucynacje, zrywał się w nocy, wychodził z domu i szukał nad ranem sklepu z alkoholem, aby tylko łyknąć, poczuć smak nieba i rozkoszy.
I stało się podobnie jak u mnie!Jego mózg wyprodukował zmodyfikowane geny, a te zablokowały obszary związane z alkoholizmem. Jest eleganckim człowiekiem 21 wieku. Nie pije.
Myślę, że jeśli organizm nie jest do końca przeżarty i zniszczony truciznami, którymi był przez nas karmiony, to pewnego dnia się podniesie i nas o tym poinformuje. Być może, że mózg ma swój udział w tak zwanych cudownych uzdrowieniach.
Życzę takiego doznania wszystkim, którzy maja małe i większe kłopoty.
wtorek, 17 kwietnia 2012
Bramkarz z błotem w zębach. 02.04.2015r.
Rozgrywki ligowe mimo, że wcześnie rozpoczęte przebiegają sprawnie, dzięki łagodnej zimie, ale to co rzuca się w oczy - to fatalny stan nawierzchni każdego prawie boiska, a oglądamy je obecnie w wiosennej rundzie masowo: w piątek każdego tygodnia możemy sobie obejrzeć dwa boiska, w sobotę trzy boiska, w niedzielę dwa i w poniedziałek jedno. W następnym tygodniu kolejne osiem boisk. Na tej podstawie można sobie wyrobić już obiektywny pogląd na temat ich stanu.
Stan nawierzchni jest fatalny, murawa różnej wysokości, wyrwy, całe połacie o różnym zabarwieniu, a niekiedy to wprost klepisko. Grający są tacy jacy są, ale oprócz uczestnictwa w grze muszą dodatkowo uważać, aby samemu nie zrobić sobie krzywdy, nie nabawić się kontuzji, jakiegoś skręcenia nogi, naciągnięcia mięśni, zbędnego upadku itp.
Dlaczego, oczywiście mimo różnorodnych kłopotów, kluby nie dbają o nawierzchnię boisk na których rozgrywają ich drużyny swoje mecze, przed własną publicznością i na których przecież zawsze chcą wygrać.
Uważam, że PZPN zbyt liberalnie podchodzi do tej sprawy, nie stawia sensownych wymagań przed klubami i dopuszcza do gry w warunkach niedopuszczalnych. Płyty boisk nie stanowią również jednej równej gładkiej powierzchni, co widać szczególnie po deszczu, ale także gdy jest sucho po nieprzewidywalnym odbiciu się piłki, nie w tę stronę co powinna.
Najgorzej jednak pod tym względem przedstawia się powierzchnia pól bramkowych. Rozdeptane brązowe błoto w którym grzęzną bramkarzowi buty i nie może bez opóźnienia wystartować do lecącej piłki. Chcąc ją złapać, musi się rzucać w lewo i w prawo oraz przed siebie twarzą wprost w błoto. Dodatkowe poślizgnięcia , przypadkowe upadki zawodników, urazy i niezawinione faule potęgują koszmar widowiska pod bramką.
Z tego powodu, zanim naprawimy całe nawierzchnie boisk, musimy natychmiast zacząć od poprawy stanu pól bramkowych prawie na każdym boisku.
Pole bramkowe ma tylko 5,5 metra głębokości licząc od linii bramkowej i 18,32 metra szerokości. Szerokość bramki wynosi 7,32m. Największe błotko, przed bramką jest na szerokości mniejszej od szerokości bramki i wynosi 4 do 6m. Biorąc jednak pod uwagę różne inne aspekty sprawy - powiedzmy sobie, że bagniste pole przed bramką ma powierzchnię 7,32 x 5,5 = 40,26 m2.
Nawierzchnia na części pola bramkowego o tej powierzchni, musi być wymieniana tak często, jak to będzie potrzebne, nawet przed każdym meczem. To tylko 40 metrów kwadratowych!~
Liczę, że tę zasadę zaczną natychmiast stosować kluby ekstraklasy, a za nimi pójdą inni. Niech każdy bramkarz chce grać na Waszym stadionie, bo jest po ludzku przygotowany do gry ludzi, którzy chcą stwarzać atrakcyjne, bez upadania twarzą w błoto widowiska.
Warszawa 2.04.2015r
WIREK
sobota, 25 lutego 2012
HAŁAS w MIASTACH.
Hałas w dużych miastach, nieodłącznie towarzyszy nam od rana do wieczora. Czy sami możemy coś z tym zrobić? Okazuje się że tak i to bardzo dużo. Wymieńmy podstawowe żródła hałasu. Podzielmy je na grupę A i B.
Grupa A, hałas zewnetrzny.
Startujące samoloty, których warkot, huk, słychać w promieniu kilku kilometrów.
Piszczące hamulce w autobusach. Zakłady eksploatujące autobusy, prawdopodobnie zamiast oryginalnych okładzin, stosują gorszej jakości, bo są tańsze.
Tramwaje na łukach przy wiekszych prędkościach.
Szalejacy motocykliści, szczególnie kiedy popisują się grupowo.
Okresowo ustawiane agregaty wypompowujące wodę, sprężarki napędzane silnikami wysokoprężnymi hałasują dzień i noc.
Płyty wibracyjne zagęszczające grunt, piły, kosiarki, kafary i wibromłoty pracujące na budowach.
Straż pożarna, karetki pogotowia, policja. Ci muszą, ale co robić hałasują.
Grupa B. Hałas wewnętrzny.
Jest często bardziej uciążliwy, a powstaje w naszym miejscu zamieszkania, a więc w wysokim bloku mieszkalnym. Tu się zaczyna prawdziwa gehenna. Chodzenie w butach, zamiast w kapciach, a niżej słychać każdy krok. Nie rozumieją tego szczególnie ci, którzy mieszkają na ostatnich kondygnacjach.Nie mają nikogo nad głową, więc o co chodzi.
Ćwiczenia lub gra na instrumentach muzycznych i to najczęściej póżnym wieczorem. Zbyt głośno grające radio, a najczęściej telewizor, huczne imprezy towarzyskie do póżnych godzin nocnych, głośno pracujące windy, trzeszczące łóżko i sapanie, szczekanie, a czasem wycie psa pozostawionego przez pracujących właścicieli.
Nastawianie budzików, ustawianych dodatkowo w naczyniach wzmacniających głos, to budzenie nie tylko siebie, ale sąsiadów mieszkających "nad i pod budzikiem".
Kąpiel po godz. 22.00 na szóstym piętrze, a dokładnie co się tam dzieje słychać nawet na pierwszym piętrze.
Kłótnie dające się we znaki całej klatce. Tłuczenie bitków na obiad, szybko, mocno, a że głośno -
trudno.
Wolność Tomku w swoim domku. Uff!
Tych hałasów i hałasików jest jeszcze więcej.
Niech każdy z nas pomyśli, w czym przeszkadzają mu sąsiedzi i wyeliminuje to ze swojego postępowania, to wszystkim będzie nam sie żyło lepiej i spokojniej.
Dodatkowo, też lepiej będziemy myśleli o sobie nawzajem, a to bardzo dużo znaczy.
Grupa A, hałas zewnetrzny.
Startujące samoloty, których warkot, huk, słychać w promieniu kilku kilometrów.
Piszczące hamulce w autobusach. Zakłady eksploatujące autobusy, prawdopodobnie zamiast oryginalnych okładzin, stosują gorszej jakości, bo są tańsze.
Tramwaje na łukach przy wiekszych prędkościach.
Szalejacy motocykliści, szczególnie kiedy popisują się grupowo.
Okresowo ustawiane agregaty wypompowujące wodę, sprężarki napędzane silnikami wysokoprężnymi hałasują dzień i noc.
Płyty wibracyjne zagęszczające grunt, piły, kosiarki, kafary i wibromłoty pracujące na budowach.
Straż pożarna, karetki pogotowia, policja. Ci muszą, ale co robić hałasują.
Grupa B. Hałas wewnętrzny.
Jest często bardziej uciążliwy, a powstaje w naszym miejscu zamieszkania, a więc w wysokim bloku mieszkalnym. Tu się zaczyna prawdziwa gehenna. Chodzenie w butach, zamiast w kapciach, a niżej słychać każdy krok. Nie rozumieją tego szczególnie ci, którzy mieszkają na ostatnich kondygnacjach.Nie mają nikogo nad głową, więc o co chodzi.
Ćwiczenia lub gra na instrumentach muzycznych i to najczęściej póżnym wieczorem. Zbyt głośno grające radio, a najczęściej telewizor, huczne imprezy towarzyskie do póżnych godzin nocnych, głośno pracujące windy, trzeszczące łóżko i sapanie, szczekanie, a czasem wycie psa pozostawionego przez pracujących właścicieli.
Nastawianie budzików, ustawianych dodatkowo w naczyniach wzmacniających głos, to budzenie nie tylko siebie, ale sąsiadów mieszkających "nad i pod budzikiem".
Kąpiel po godz. 22.00 na szóstym piętrze, a dokładnie co się tam dzieje słychać nawet na pierwszym piętrze.
Kłótnie dające się we znaki całej klatce. Tłuczenie bitków na obiad, szybko, mocno, a że głośno -
trudno.
Wolność Tomku w swoim domku. Uff!
Tych hałasów i hałasików jest jeszcze więcej.
Niech każdy z nas pomyśli, w czym przeszkadzają mu sąsiedzi i wyeliminuje to ze swojego postępowania, to wszystkim będzie nam sie żyło lepiej i spokojniej.
Dodatkowo, też lepiej będziemy myśleli o sobie nawzajem, a to bardzo dużo znaczy.
piątek, 10 lutego 2012
Oszczędzanie na starość.
Najlepszy system, to oszczędzanie od narodzin do śmierci. Kilka zdań na temat starości. Jest smutna, ale nie do końca beznadziejna. Wprawdzie świat widzi się najczęściej już tylko w oknie, a dni i wieczory spędza się przed telewizorem, komputerem, internetem, czyta książki i w niedzielę jak się uda, idzie się na mszę swietą do kościoła. Nastrój zależy od możliwości finansowych. Im się dłużej żyje, tym się biedniejszym umiera, w dodatku coraz bardziej schorowanym. Słabnie wzrok, słuch, coraz częściej coś wypada z dłoni, bolą kolana, biodra i z trudem się chodzi, szczególnie po schodach.
Zbyt mało odłożonych pieniędzy w okresie pracy, po przejściu na emeryturę znika szybko w ciągu trzech do pięciu lat. Wtedy dopiero zaczyna sie trudne życie. Choroby i ich skutki coraz bardziej dokuczliwe. Zaczynają się ograniczenia i wybory, co kupić - lekarstwa, czy.... Są i radośniejsze chwile, odwiedziny dzieci, ukochanych wnuków, uroczystości rodzinne, święta i nawet towarzyskie spotkania. Przekazujemy skromne upominki, które nie dają już radości obdarowanym i są po części upokarzajace dla staruszków. Mizerna kuchnia, chorych dobija, a zdrowszych powoli niszczy.
Zastanówmy się, czy możemy to zmienić. TAK, TAK, TAK, jeżeli naprawdę będziemy chcieli.
Jeżeli chcemy długo żyć, to wcześniej nasi rodzice za nas i my sami musimy się do tego przygotować.
Sokrates na przykład po skończeniu 70 lat życia, zdrowy na ciele i umyśle, postanowił z premedytacją odejść z tego świata, będąc przekonanym, że na tym drugim duszy będzie lepiej. Po skazaniu go na śmierć - jako wroga ludu, za poglady polityczne i krytykę ówczesnej demokracji, mógł łatwo się wyzwolić z więzienia w którym od wyroku do jego wykonania przesiedział 30 dni. Koledzy odwiedzali go codziennie i przygotowali pewną ucieczkę. Wyśmiewał ich i nie chciał z tego skorzystać. Chciał umrzeć i tak się stało.
My w naszej katolickiej wierze chcemy wytrwać do końca naszych dni. Poprawić swojego losu, będąc już bardzo starymi, bez pomocy bliżnich niestety nie mozemy. Możemy tylko naszym dzieciom i wnukom wskazać drogę, która bezkompromisowo realizowana zapewni im godne i stabilne życie.
Starożytni Babilończycy systematycznie oszczędzali i byli bogaci. Ich zasadą było przez całe życie odkładanie 10% zarobionych pieniedzy.
Dzisiaj w zasięgu ręki każdego jest coś bardzo prostego i niesłychanie skutecznego, nazwanego przez świat magią, cudem, fenomenem. Jest to system procentu składanego.
Przykład I. Rodzice co miesiąc regularnie wpłacają na konto dziecka 100 złotych. Po 30 latach, przy wysokim oprocentowaniu 10% na koncie pojawia się kwota ok. 193,00 tysięcy złotych.
Przykład II. Rodzice jednorazowo w pierszym roku życia dziecka wpłacają 3000 zł., a w sześćdziesiątym, przy realnym oprocentowaniu 7% na koncie widnieje kwota okolo 193,00 tys. zł
Przykład III. Rodzice w pierwszym roku życia dziecka zakładają książeczkę oszczędnościową i wpłacają na nią dowolną kwotę. A potem wszyscy zobligowani, wpłacają za pośrednictwem rodziców na to konto z okazjii chrztu, ukończenia pierwszego roku życia, a póżniej 7,10,14, i 18 lat. Koniec z dziwnymi upominkami. Pieniądz robi pieniądz. Takie konto ma główny cel, ale może być traktowane jako własny bank. Można wybierać i bezwzględnie oddawać pieniądze- nie bogacić banków i lombardów. Każda metoda oszczędzania jest dobra. Prawdopodobne kwoty oszczędności, każdy powinien wyliczyć sobie sam, według różnych wariantów i form oszczędzania.
POWODZENIA. WIREK.
Zbyt mało odłożonych pieniędzy w okresie pracy, po przejściu na emeryturę znika szybko w ciągu trzech do pięciu lat. Wtedy dopiero zaczyna sie trudne życie. Choroby i ich skutki coraz bardziej dokuczliwe. Zaczynają się ograniczenia i wybory, co kupić - lekarstwa, czy.... Są i radośniejsze chwile, odwiedziny dzieci, ukochanych wnuków, uroczystości rodzinne, święta i nawet towarzyskie spotkania. Przekazujemy skromne upominki, które nie dają już radości obdarowanym i są po części upokarzajace dla staruszków. Mizerna kuchnia, chorych dobija, a zdrowszych powoli niszczy.
Zastanówmy się, czy możemy to zmienić. TAK, TAK, TAK, jeżeli naprawdę będziemy chcieli.
Jeżeli chcemy długo żyć, to wcześniej nasi rodzice za nas i my sami musimy się do tego przygotować.
Sokrates na przykład po skończeniu 70 lat życia, zdrowy na ciele i umyśle, postanowił z premedytacją odejść z tego świata, będąc przekonanym, że na tym drugim duszy będzie lepiej. Po skazaniu go na śmierć - jako wroga ludu, za poglady polityczne i krytykę ówczesnej demokracji, mógł łatwo się wyzwolić z więzienia w którym od wyroku do jego wykonania przesiedział 30 dni. Koledzy odwiedzali go codziennie i przygotowali pewną ucieczkę. Wyśmiewał ich i nie chciał z tego skorzystać. Chciał umrzeć i tak się stało.
My w naszej katolickiej wierze chcemy wytrwać do końca naszych dni. Poprawić swojego losu, będąc już bardzo starymi, bez pomocy bliżnich niestety nie mozemy. Możemy tylko naszym dzieciom i wnukom wskazać drogę, która bezkompromisowo realizowana zapewni im godne i stabilne życie.
Starożytni Babilończycy systematycznie oszczędzali i byli bogaci. Ich zasadą było przez całe życie odkładanie 10% zarobionych pieniedzy.
Dzisiaj w zasięgu ręki każdego jest coś bardzo prostego i niesłychanie skutecznego, nazwanego przez świat magią, cudem, fenomenem. Jest to system procentu składanego.
Przykład I. Rodzice co miesiąc regularnie wpłacają na konto dziecka 100 złotych. Po 30 latach, przy wysokim oprocentowaniu 10% na koncie pojawia się kwota ok. 193,00 tysięcy złotych.
Przykład II. Rodzice jednorazowo w pierszym roku życia dziecka wpłacają 3000 zł., a w sześćdziesiątym, przy realnym oprocentowaniu 7% na koncie widnieje kwota okolo 193,00 tys. zł
Przykład III. Rodzice w pierwszym roku życia dziecka zakładają książeczkę oszczędnościową i wpłacają na nią dowolną kwotę. A potem wszyscy zobligowani, wpłacają za pośrednictwem rodziców na to konto z okazjii chrztu, ukończenia pierwszego roku życia, a póżniej 7,10,14, i 18 lat. Koniec z dziwnymi upominkami. Pieniądz robi pieniądz. Takie konto ma główny cel, ale może być traktowane jako własny bank. Można wybierać i bezwzględnie oddawać pieniądze- nie bogacić banków i lombardów. Każda metoda oszczędzania jest dobra. Prawdopodobne kwoty oszczędności, każdy powinien wyliczyć sobie sam, według różnych wariantów i form oszczędzania.
POWODZENIA. WIREK.
wtorek, 7 lutego 2012
Użytkowanie Wieczyste - Wieczysta Uciążliwość
Ukazała się nowelizacja Ustawy z dnia 21 sierpnia 1997 roku o gospodarce nieruchomościami. Jej przepisy obowiązują od 9.10.2011 roku. Nowa Ustawa trzyma się starej, ale skreślono niektóre paragrafy, dopisano nowe, rozwinięto treść niektórych, wprowadzono zmiany redakcyjne, co pozwala na bardziej jednoznaczne zrozumienie treści.
Nie znowelizowano jednak w logiczny sposób, spraw dotyczących znacznej części obywateli RP.
Oto one.
1. Zasad wyceny nieruchomości metodą porównawczą, która w obecnym wydaniu jest najbardziej samowolną, karykatularną i wykoślawioną w kierunku zleceniodawcy.
2. Przekształcanie użytkowania wieczystego we własność, z którego w obecnym wydaniu, praktycznie nikt nie skorzysta, ani Państwo, ani Obywatel.
CZĘŚĆ I.
Zmiana zasad wyceny nieruchomości metodą porównawczą.
Fakty. Rzeczoznawca majątkowy na rok 2011 ustalił /dla celu podniesienia opłaty/ cenę jednego metra kwadratowego naszej zabudowanej spółdzielczej działki na 3051 zł/m.kw. na podstawie trzech nieruchomości, a nie czterech lub pięciu z których jedna przeznaczona jest pod budownictwo biurowe i położona znacznie bliżej centrum. Na naszej działce stoi budynek z wielkiej płyty postawiony w 1990 roku. Ceny nowych mieszkań w okolicy wahają się od 6000 do 7000 zł. brutto za jedem metr kw.
W naszym bloku metr kw. wyceniany jest na ok. 5000 zł.
Udział metra kw. działki stanowi więc: 3051: 5000 = 0,6202, to znaczy ponad 62% w cenie metra kw. mieszkania. System dokonywania wycen gruntu pod istniejącymi budynkami mieszkalnymi powinien i musi opierać się na innych zasadach. Bardziej logicznym właśnie będzie branie pod uwagę , udziału wartości gruntu w metrze kw. mieszkania niż obciażanie go wziętą z powietrza, wydumaną ceną gruntu.
Udział ten w wartości nowego mieszkania wynosi ok. 1000 zł., a dwudziestoletniego z wielkiej płyty około 500zł. Obecnie żaden developer nie może sobie pozwolić, by kwota za grunt przekroczyła 800 do 1000 zł w cenie mieszkania za metr kw.
Do przeceny wartości gruntu i związanych z nim opłat rocznych powinien być zaangażowany świat nauki, instytuty i resorty.Trzeba raz zrobić to porządnie w skali całego kraju. Ta sprawa wyraźnie tprzekracza realne możliwości chytrych gmin i spolegliwych Rzeczoznawców majątkowych.
Wnioski.
1.Do wyceny gruntu pod istniejącymi budynkami mieszkalnymi, stosujmy prostą i już funkcjonującą zasadę wyceny gruntu, jako częściowego kosztu metra kw. mieszkania. Udział ten powinien wynośić od 5 do 15%.
2.Powierzchnia biologicznie czynna, tereny zielone, powinny być wyceniane jako max. połowa ceny gruntu pod budynkami mieszkalnymi, a nigdy 100% jak ma to miejsce obecnie.
CĘŚĆ II.
Przekształcanie użytkowania wieczystego we własność.
Fatalnie sprecyzowano zasady w przypadkach, kiedy użytkowaniem wieczystym objęta jest nieruchomość wspólna, w której wiele osób posiada własność wyodrębnionych lokali. W takim przypadku z wnioskiem mogą wystąpić współużytkownicy wieczyści, posiadający minimum połowę udziałów tej nieruchomości. Jeżeli jednak jednemu z nich nie podoba się wniosek większości, organ właściwy dla tej sprawy, ma obowiązek zawiesić to postępowanie. W grę wchodzą wtedy przepisy Kodeksu Cywilnego o współwłasności i dalsze postępowanie, mające na celu rozstrzygnięcie sporu, trafi na drogę sądową. I tu jest sedno sprawy.
Znowelizowana ustawa w tym temacie powinna przykładowo brzmieć, wg. propozycji jak niżej.
Każda osoba fizyczna i prawna, która w dniu 13.10.2005 roku posiadała prawo użytkowania wieczystego określonej nieruchomości, ma prawo wystąpić z wnioskiem o przekształcenie użytkowania wieczystego w prawo własności. Dotyczy to również osób posiadających nieruchomości wspólne, objęte użytkowaniem wieczystym w której każda z nich posiada własność wyodrębnionego lokalu o ustalonej powierzchni, jak i zwiazanej z nim ułamkowej części gruntu.
Przy takim postawieniu sprawy, przekształcanie ruszy z miejsca. Przedstawiona w ustawie zasada przyniesie tylko kłótnie, spory, wzajemną nienawiść i zupełnie zbędne obciążanie sądów.
Pilnie oczekujemy na zmiany, umożliwiające każdemu użytkownikowi wieczystemu, przekształcenie użytkowania wieczystego - wieczystej uciążliwości - w nienaruszalną własność.
WIREK
Nie znowelizowano jednak w logiczny sposób, spraw dotyczących znacznej części obywateli RP.
Oto one.
1. Zasad wyceny nieruchomości metodą porównawczą, która w obecnym wydaniu jest najbardziej samowolną, karykatularną i wykoślawioną w kierunku zleceniodawcy.
2. Przekształcanie użytkowania wieczystego we własność, z którego w obecnym wydaniu, praktycznie nikt nie skorzysta, ani Państwo, ani Obywatel.
CZĘŚĆ I.
Zmiana zasad wyceny nieruchomości metodą porównawczą.
Fakty. Rzeczoznawca majątkowy na rok 2011 ustalił /dla celu podniesienia opłaty/ cenę jednego metra kwadratowego naszej zabudowanej spółdzielczej działki na 3051 zł/m.kw. na podstawie trzech nieruchomości, a nie czterech lub pięciu z których jedna przeznaczona jest pod budownictwo biurowe i położona znacznie bliżej centrum. Na naszej działce stoi budynek z wielkiej płyty postawiony w 1990 roku. Ceny nowych mieszkań w okolicy wahają się od 6000 do 7000 zł. brutto za jedem metr kw.
W naszym bloku metr kw. wyceniany jest na ok. 5000 zł.
Udział metra kw. działki stanowi więc: 3051: 5000 = 0,6202, to znaczy ponad 62% w cenie metra kw. mieszkania. System dokonywania wycen gruntu pod istniejącymi budynkami mieszkalnymi powinien i musi opierać się na innych zasadach. Bardziej logicznym właśnie będzie branie pod uwagę , udziału wartości gruntu w metrze kw. mieszkania niż obciażanie go wziętą z powietrza, wydumaną ceną gruntu.
Udział ten w wartości nowego mieszkania wynosi ok. 1000 zł., a dwudziestoletniego z wielkiej płyty około 500zł. Obecnie żaden developer nie może sobie pozwolić, by kwota za grunt przekroczyła 800 do 1000 zł w cenie mieszkania za metr kw.
Do przeceny wartości gruntu i związanych z nim opłat rocznych powinien być zaangażowany świat nauki, instytuty i resorty.Trzeba raz zrobić to porządnie w skali całego kraju. Ta sprawa wyraźnie tprzekracza realne możliwości chytrych gmin i spolegliwych Rzeczoznawców majątkowych.
Wnioski.
1.Do wyceny gruntu pod istniejącymi budynkami mieszkalnymi, stosujmy prostą i już funkcjonującą zasadę wyceny gruntu, jako częściowego kosztu metra kw. mieszkania. Udział ten powinien wynośić od 5 do 15%.
2.Powierzchnia biologicznie czynna, tereny zielone, powinny być wyceniane jako max. połowa ceny gruntu pod budynkami mieszkalnymi, a nigdy 100% jak ma to miejsce obecnie.
CĘŚĆ II.
Przekształcanie użytkowania wieczystego we własność.
Fatalnie sprecyzowano zasady w przypadkach, kiedy użytkowaniem wieczystym objęta jest nieruchomość wspólna, w której wiele osób posiada własność wyodrębnionych lokali. W takim przypadku z wnioskiem mogą wystąpić współużytkownicy wieczyści, posiadający minimum połowę udziałów tej nieruchomości. Jeżeli jednak jednemu z nich nie podoba się wniosek większości, organ właściwy dla tej sprawy, ma obowiązek zawiesić to postępowanie. W grę wchodzą wtedy przepisy Kodeksu Cywilnego o współwłasności i dalsze postępowanie, mające na celu rozstrzygnięcie sporu, trafi na drogę sądową. I tu jest sedno sprawy.
Znowelizowana ustawa w tym temacie powinna przykładowo brzmieć, wg. propozycji jak niżej.
Każda osoba fizyczna i prawna, która w dniu 13.10.2005 roku posiadała prawo użytkowania wieczystego określonej nieruchomości, ma prawo wystąpić z wnioskiem o przekształcenie użytkowania wieczystego w prawo własności. Dotyczy to również osób posiadających nieruchomości wspólne, objęte użytkowaniem wieczystym w której każda z nich posiada własność wyodrębnionego lokalu o ustalonej powierzchni, jak i zwiazanej z nim ułamkowej części gruntu.
Przy takim postawieniu sprawy, przekształcanie ruszy z miejsca. Przedstawiona w ustawie zasada przyniesie tylko kłótnie, spory, wzajemną nienawiść i zupełnie zbędne obciążanie sądów.
Pilnie oczekujemy na zmiany, umożliwiające każdemu użytkownikowi wieczystemu, przekształcenie użytkowania wieczystego - wieczystej uciążliwości - w nienaruszalną własność.
WIREK
piątek, 3 lutego 2012
Pisma - bez odpowiedzi.
Wysyłasz pismo do Urzędu - czekasz - brak odpowiedzi. Przeczytałem wzruszającą wypowiedź Rzecznika praw pacjentów, który ma biuro, a w nim ponad 80 osób i budżet ponad 8,0 milionów złotych, a nie potrafi wyegzekwować odpowiedzi na wysyłane pisma. Od pięciu miesięcy brak było odpowiedzi od Ministra zdrowia w sprawie wątpliwości wypływających z nowej ustawy refundacyjnej. Tak działa Rzecznik praw pacjenta, którym jest kobieta. Czy to jego wina. Tak, ale aie do końca.
Pozornie Rzecznik zrobił co mógł. Napisał pismo, czyli w podtekście zrobił swoje. Ale, czy my mamy Go z tego usprawiedliwiać, jak również instytucje, które nie raczą udzielać odpowiedzi.
NIE.
Przypomina mnie się podobna sytuacja z mojego doświadczenia zawodowego. Chodziło o uruchomienie produkcji pewnej maszyny. Przeciągało to się w czasie, z powodu braku stanowiska jednego , ważnego dostawcy. Jako konstruktor prowadzący, zostałem imiennie i bezpośrednio /co się rzadko zdarzało/ wezwany przez dyrektora departamentu, nadzorującego naszą firmę, dla wyjaśnienia rzeczywistych przyczyn . Tłumaczyłem różne problemy i w końcu przedłożyłem kopię dwóch kolejnych pism skierowanych do omawianego dostawcy. Oczywiście bez odpowiedzi.
Otrzymałem odpowiedź, którą dedykuję wszystkim.
Młody człowieku, proszę sobie zapamietać. Z tymi sprawami, to jest tak.
Jak nam nie zależy na sprawie, to piszemy pismo. Obrona zachowana. Wysłałem pismo.
Jak komuś zależy trochę na sprawie, to telefonuje.
Jeśli jednak chce ją złatwić - to pownien osobiście spotkać się z daną osobą, jak trzeba pojechać, omówć wszystko i nawet współdziałać. Na drugi dzień, nie umawiając się z nikim, wsiadłem w pociąg i pojechałem. Myślałem sobie, jak w tak dużej firmie znajdę rozmówcę i decydenta. Udało się jednak znakomicie.
Człowiek w zbliżeniu emanuje jakąś energię, która działa na rozmówców. Zameldowałem, że się udało. Byłem póżniej wyróżniany.
W cywilizowanym świecie, jest to nie pomyślenia, aby w dłuższym okresie czasu nie otrzymać odpowiedzi. A u nas w szczególności teraz, na niewygodne pisma większość adresatów nie odpowiada lub odpowiada wymijająco. Mam własne doświadczenie.
Przypominają mnie się lata w których premierem był okrutnie zamordowany w swoim domu wraz z żoną Piotr Jaroszewicz. Pod koniec urzędowania jako premier, jak pamiętam wydał rozporządzenie dotyczące oszczędzania przez urzędy papieru i drugie zmuszające wszystkich adesatów, wszystkich szczebli do udzielania odpowiedzi na pisemne wystąpienia w ciągu jednego miesiąca. Pamietam, że pomogło.
Może trzeba zachęcić naszego premiera, pana Donalda Tuska, aby w tej sprawie poszedł w ślady swojego poprzednika.
WIREK
Pozornie Rzecznik zrobił co mógł. Napisał pismo, czyli w podtekście zrobił swoje. Ale, czy my mamy Go z tego usprawiedliwiać, jak również instytucje, które nie raczą udzielać odpowiedzi.
NIE.
Przypomina mnie się podobna sytuacja z mojego doświadczenia zawodowego. Chodziło o uruchomienie produkcji pewnej maszyny. Przeciągało to się w czasie, z powodu braku stanowiska jednego , ważnego dostawcy. Jako konstruktor prowadzący, zostałem imiennie i bezpośrednio /co się rzadko zdarzało/ wezwany przez dyrektora departamentu, nadzorującego naszą firmę, dla wyjaśnienia rzeczywistych przyczyn . Tłumaczyłem różne problemy i w końcu przedłożyłem kopię dwóch kolejnych pism skierowanych do omawianego dostawcy. Oczywiście bez odpowiedzi.
Otrzymałem odpowiedź, którą dedykuję wszystkim.
Młody człowieku, proszę sobie zapamietać. Z tymi sprawami, to jest tak.
Jak nam nie zależy na sprawie, to piszemy pismo. Obrona zachowana. Wysłałem pismo.
Jak komuś zależy trochę na sprawie, to telefonuje.
Jeśli jednak chce ją złatwić - to pownien osobiście spotkać się z daną osobą, jak trzeba pojechać, omówć wszystko i nawet współdziałać. Na drugi dzień, nie umawiając się z nikim, wsiadłem w pociąg i pojechałem. Myślałem sobie, jak w tak dużej firmie znajdę rozmówcę i decydenta. Udało się jednak znakomicie.
Człowiek w zbliżeniu emanuje jakąś energię, która działa na rozmówców. Zameldowałem, że się udało. Byłem póżniej wyróżniany.
W cywilizowanym świecie, jest to nie pomyślenia, aby w dłuższym okresie czasu nie otrzymać odpowiedzi. A u nas w szczególności teraz, na niewygodne pisma większość adresatów nie odpowiada lub odpowiada wymijająco. Mam własne doświadczenie.
Przypominają mnie się lata w których premierem był okrutnie zamordowany w swoim domu wraz z żoną Piotr Jaroszewicz. Pod koniec urzędowania jako premier, jak pamiętam wydał rozporządzenie dotyczące oszczędzania przez urzędy papieru i drugie zmuszające wszystkich adesatów, wszystkich szczebli do udzielania odpowiedzi na pisemne wystąpienia w ciągu jednego miesiąca. Pamietam, że pomogło.
Może trzeba zachęcić naszego premiera, pana Donalda Tuska, aby w tej sprawie poszedł w ślady swojego poprzednika.
WIREK
środa, 1 lutego 2012
Demokracja Kontrolowana - nowy ustrój polityczny
Widzę, że nie tylko Polska, ale i inne demokratyczne kraje zaczynają poszukiwać innych rozwiązań lub poprawek do obecnego systemu zarządzania zwanego demokracją.
Moim zdaniem powinna być zastąpiona "Demokracją Kontrolowaną" w skrócie DK.
Demokracja Kontrolowana polega na dodaniu do znanych obecnie zasad demokracji - organu decyzyjnego i kontrolnego, które nie mogą i nie będą przeszkadzały w rządzeniu, ale z jednej strony umożliwią natychmiastowe podejmowanie decyzji w każdej sprawie na szczeblu państwa, a z drugiej zaś, umożliwią kontrolę rządu, szczególnie we wszelkich sprawach dotyczących całego społeczeństwa.
Nie możemy żyć w przeświadczeniu, że nic nigdy nie da się zrobić, nie możemy bez przerwy mieć moralnego kaca, że znowu w każdej nowej sytuacji jesteśmy bezsilni.
Zacznijmy od utworzenia warunków umożliwiających w każdym czasie i w każdej sytuacji zlikwidowanie występujących zagrożeń. Czy jest to możliwe. Tak, o ile na państwo spojrzymy z perspektywy dużego przedsiębiorstwa, gdzie dyrektor w każdym wymagającym tego momencie moż odwołać, zmienić, zwolnić każego pracownika. Dlaczego więc tak nie może być w państwie, które jest o wiele bardziej skomplikowaną jednostką prawną i jako taka wymaga wielkiego grona ludzi precyzyjnie i zdyscyplinowanie wykonujących swoje zadania, spośród których należy eliminować tych, którzy znależli się tam przypadkowo, podstępnie, z republiki kolesiów, nieudaczników, naruszających prawo, normy etyczne i dobre obyczaje.
1.Proponuję, abyśmy prezydenta wyposażyli w dodatkowe atrybuty władzy. Prezydent jest wybierany w głosowaniu bezpośrednim, a więc obdarzony największym zaufaniem społecznym.
Upoważniamy więc Prezydenta do:
- odwołania każdego pracującego na dowolnym stanowisku państwowym w tym premiera, prezesa NBP, prezesów i członków różnych trybunałów, ministrów, wojewodów, prezesów spółek skarbu państwa, różnych stowarzyszeń itd.
- zawieszenia immunitetu, każdemu, kto go posiada - na trzy miesiące.Organa sprawiedliwości muszą orzec - jest winny traci immunitet. Nie jest winny zostaje oczyszczony i wraca na swoje stanowisko. .
Tylko szybkie działania Prezydenta mogą uniemożliwić okopywanie się na swoich stanowiskach, organizowanie wsparcia, grania na zwłokę i wygrywania z czasem.
2. Jnaczej sytuujemy Rzecznika Praw Obywatelskich, który jest wybierany przez sejm, /ale bez uzgodnień z senatem/, w randze wicepremiera. Z tej pozycji nie ma jednak prawa bezpośredniego zarządzania. Może współpracować z każdym członkiem gabinetu premiera, ale tylko w kwestii wyjaśnień i uzyskiwania niezbednych informacji. Wszystkie problemy przedstawia premierowi, a ten sam lub z gabinetem podejmuję decyzję.Aby nie mieszać, nie ma żadnego pracownika w randze ministra. Strukturę tworzą departamenty i na ich czele stoją dyrektorzy. Podlegają mu wszyscy inni rzecznicy.
WIREK
Moim zdaniem powinna być zastąpiona "Demokracją Kontrolowaną" w skrócie DK.
Demokracja Kontrolowana polega na dodaniu do znanych obecnie zasad demokracji - organu decyzyjnego i kontrolnego, które nie mogą i nie będą przeszkadzały w rządzeniu, ale z jednej strony umożliwią natychmiastowe podejmowanie decyzji w każdej sprawie na szczeblu państwa, a z drugiej zaś, umożliwią kontrolę rządu, szczególnie we wszelkich sprawach dotyczących całego społeczeństwa.
Nie możemy żyć w przeświadczeniu, że nic nigdy nie da się zrobić, nie możemy bez przerwy mieć moralnego kaca, że znowu w każdej nowej sytuacji jesteśmy bezsilni.
Zacznijmy od utworzenia warunków umożliwiających w każdym czasie i w każdej sytuacji zlikwidowanie występujących zagrożeń. Czy jest to możliwe. Tak, o ile na państwo spojrzymy z perspektywy dużego przedsiębiorstwa, gdzie dyrektor w każdym wymagającym tego momencie moż odwołać, zmienić, zwolnić każego pracownika. Dlaczego więc tak nie może być w państwie, które jest o wiele bardziej skomplikowaną jednostką prawną i jako taka wymaga wielkiego grona ludzi precyzyjnie i zdyscyplinowanie wykonujących swoje zadania, spośród których należy eliminować tych, którzy znależli się tam przypadkowo, podstępnie, z republiki kolesiów, nieudaczników, naruszających prawo, normy etyczne i dobre obyczaje.
1.Proponuję, abyśmy prezydenta wyposażyli w dodatkowe atrybuty władzy. Prezydent jest wybierany w głosowaniu bezpośrednim, a więc obdarzony największym zaufaniem społecznym.
Upoważniamy więc Prezydenta do:
- odwołania każdego pracującego na dowolnym stanowisku państwowym w tym premiera, prezesa NBP, prezesów i członków różnych trybunałów, ministrów, wojewodów, prezesów spółek skarbu państwa, różnych stowarzyszeń itd.
- zawieszenia immunitetu, każdemu, kto go posiada - na trzy miesiące.Organa sprawiedliwości muszą orzec - jest winny traci immunitet. Nie jest winny zostaje oczyszczony i wraca na swoje stanowisko. .
Tylko szybkie działania Prezydenta mogą uniemożliwić okopywanie się na swoich stanowiskach, organizowanie wsparcia, grania na zwłokę i wygrywania z czasem.
2. Jnaczej sytuujemy Rzecznika Praw Obywatelskich, który jest wybierany przez sejm, /ale bez uzgodnień z senatem/, w randze wicepremiera. Z tej pozycji nie ma jednak prawa bezpośredniego zarządzania. Może współpracować z każdym członkiem gabinetu premiera, ale tylko w kwestii wyjaśnień i uzyskiwania niezbednych informacji. Wszystkie problemy przedstawia premierowi, a ten sam lub z gabinetem podejmuję decyzję.Aby nie mieszać, nie ma żadnego pracownika w randze ministra. Strukturę tworzą departamenty i na ich czele stoją dyrektorzy. Podlegają mu wszyscy inni rzecznicy.
WIREK
środa, 25 stycznia 2012
RATUJMY ziemski glob i siebie.- 1 odc.
Część I. Zewsząd dochodzą do nas głosy, o zbliżających się zagrożeniach dla naszej planety. Grożą nam katastrofy, króre według uczonych już się zaczęły.Jako narody świata mamy dwie możliwości: albo ratować kulę ziemską, bo mamy takie możliwości, albo dopuścić do jej globalnej zagłady. Powstanie inny świat, ale już raczej bez nas i naszej wspaniałej cywilizacji. Kto może przeżyć z naszej planety- nie wiemy. Zagrożeni jesteśmy wszyscy.
Pomyślmy, co my sami wyrabiamy z naszą małą we wszechświecie kulą ziemską:
- dziurawimy ją wszelkiego rodzaju odwiertami, wydobywaniem ropy, gazu, węgla kamiennego, brunatnego i torfu, rud różnych metali, wód termalnych, mineralnych, pitnych i przemysłowych
- uszkadzamy ją podziemnymi wybuchami termojądrowymi
-ocieplamy spalinami silników spalinowych i spalinami wszlkich kotłowni i elektrociepłowni. Topnienie lodowców w rejonach Oceanu Atlantyckiego stało się faktem. Powoli może podnieść się poziom wód oceanów i nastąpią zmiany klimatyczne na całym świecia. W rozważaniach naukowców, woda w oceanach może się podnieść nawet o 7 metrów.
- sama ziemia rujnuje swoje wnętrze, poprzez trzęsienia, wybuchy wulkanów, a dla wyrównania powstajacej pustki, tu i ówdzie, niby bez powodu się zapada.
- obciążamy skorupę ziemską wszystkim tym, co na niej od zarania zbudowały wszystkie pokolenia, wraz z obecnie żyjącymi. Szacuję,że będzie to około 30 miliardów ton. Ktoś powie, przecież wydobywaliśmy to wszystko z ziemi. Tak, ale z pokładów o różnej głębokości, a teraz to wszystko przetworzone znajduję się na zewnątrz, a to przy obrotach ziemi, być może niewiele znaczy, ale nie jest to już to samo, gdy ta cała masa tkwiła głęboko w ziemi.
WIREK
Pomyślmy, co my sami wyrabiamy z naszą małą we wszechświecie kulą ziemską:
- dziurawimy ją wszelkiego rodzaju odwiertami, wydobywaniem ropy, gazu, węgla kamiennego, brunatnego i torfu, rud różnych metali, wód termalnych, mineralnych, pitnych i przemysłowych
- uszkadzamy ją podziemnymi wybuchami termojądrowymi
-ocieplamy spalinami silników spalinowych i spalinami wszlkich kotłowni i elektrociepłowni. Topnienie lodowców w rejonach Oceanu Atlantyckiego stało się faktem. Powoli może podnieść się poziom wód oceanów i nastąpią zmiany klimatyczne na całym świecia. W rozważaniach naukowców, woda w oceanach może się podnieść nawet o 7 metrów.
- sama ziemia rujnuje swoje wnętrze, poprzez trzęsienia, wybuchy wulkanów, a dla wyrównania powstajacej pustki, tu i ówdzie, niby bez powodu się zapada.
- obciążamy skorupę ziemską wszystkim tym, co na niej od zarania zbudowały wszystkie pokolenia, wraz z obecnie żyjącymi. Szacuję,że będzie to około 30 miliardów ton. Ktoś powie, przecież wydobywaliśmy to wszystko z ziemi. Tak, ale z pokładów o różnej głębokości, a teraz to wszystko przetworzone znajduję się na zewnątrz, a to przy obrotach ziemi, być może niewiele znaczy, ale nie jest to już to samo, gdy ta cała masa tkwiła głęboko w ziemi.
WIREK
wtorek, 24 stycznia 2012
RATUJMY ziemski glob i siebie. Cz.3.
Część III. Propozycje ratowania naszego świata.
Podejmijmy działania natychmiast. Uchwałą wszystkich pańsw członkowskich przekształcamy ONZ w Organizację Obrony Wszelkiego Życia na Ziemi. Rozszerzamy jej zakres działania i zakres uprawnień. Nie rządzi ona państwami, ale zajmuje się globalnymi uchwalonymi sprawami, którym muszą podporządkować się wszystkie państwa zrzeszone i nie zrzesone.Każde państwo na 10 milionów osób otrzymuje jeden głos.
A oto tematy, którymi wedłg mnie należy zająć się w pierwszej kolejności.:
1.Podjąć uchwałę w sprawie przyrostu naturalnego. Od 1.01.2013 roku, każda para małżeńska w skali naszego świata, może spłodzić tylko dwoje dzici. Jak to osiągnąć i jakie zastosować srodki ustali Organizacja Obrony itd. W dłuższym przedziale czasu liczba mieszkańców kuli ziemskiej powinna powoli maleć.
2.W przeciągu najdalej 10 lat zlikwidować głód na świecie.
3. Utworzyć ośrodki obrony ziemi przed przybyszami z kosmosu .żywymi i organicznymi, a także przed nią samą.
4. Podjąć bezkomromisowe działania dla zmniejszenia wszelkiego rodzaju emisji gorących spalin.
5. Podjąc skuteczne prace nad budową najwydajniejszych urządzeń do odsalania wody morskiej.
6. W okresie 5 lat doprowadzić do podpisania przez wszystkie państwa świata, wzajemnej umowy o poszanowaniu i wykluczeniu wszelkich wojen przez najbliższe 100 lat, bo tylko w takiej perspektywie można dla kuli ziemskiej zrobić coś doniosłego.
WIREK
Podejmijmy działania natychmiast. Uchwałą wszystkich pańsw członkowskich przekształcamy ONZ w Organizację Obrony Wszelkiego Życia na Ziemi. Rozszerzamy jej zakres działania i zakres uprawnień. Nie rządzi ona państwami, ale zajmuje się globalnymi uchwalonymi sprawami, którym muszą podporządkować się wszystkie państwa zrzeszone i nie zrzesone.Każde państwo na 10 milionów osób otrzymuje jeden głos.
A oto tematy, którymi wedłg mnie należy zająć się w pierwszej kolejności.:
1.Podjąć uchwałę w sprawie przyrostu naturalnego. Od 1.01.2013 roku, każda para małżeńska w skali naszego świata, może spłodzić tylko dwoje dzici. Jak to osiągnąć i jakie zastosować srodki ustali Organizacja Obrony itd. W dłuższym przedziale czasu liczba mieszkańców kuli ziemskiej powinna powoli maleć.
2.W przeciągu najdalej 10 lat zlikwidować głód na świecie.
3. Utworzyć ośrodki obrony ziemi przed przybyszami z kosmosu .żywymi i organicznymi, a także przed nią samą.
4. Podjąć bezkomromisowe działania dla zmniejszenia wszelkiego rodzaju emisji gorących spalin.
5. Podjąc skuteczne prace nad budową najwydajniejszych urządzeń do odsalania wody morskiej.
6. W okresie 5 lat doprowadzić do podpisania przez wszystkie państwa świata, wzajemnej umowy o poszanowaniu i wykluczeniu wszelkich wojen przez najbliższe 100 lat, bo tylko w takiej perspektywie można dla kuli ziemskiej zrobić coś doniosłego.
WIREK
poniedziałek, 23 stycznia 2012
Nie chcemy zmiany czasu.
A oto moja propozycja. Banalnie prosta. Różnica pomiędzy czasem letnim i zimowym i odwrotnie wynosi jedną godzinę. Mamy dwa czasy i jedną godzinę, a więc dzielimy ją na pół i jedną połowę przypisujemy do czasu letnirgo, a drugą do czasu zimowego i już mamy po kłopocie.
Oznacza to, ż wracając po zimie do czasu letniego, przesuniemy wskazówki zegarów tylko o pół godziny i nigdy więcej nie będziemy zmieniali czasu. Tym sposobem uzyskaliśmy uniwersalny czas - nie wymagający żadnych dalszych regulacji.
Powinien mieć nazwę. Roboczo może być nazwany jako czas "warszawski", "polski". "uniwersalny", "dogodny", "niezmienny" itp. Zostawiam to Decydentom.
WIREK
Oznacza to, ż wracając po zimie do czasu letniego, przesuniemy wskazówki zegarów tylko o pół godziny i nigdy więcej nie będziemy zmieniali czasu. Tym sposobem uzyskaliśmy uniwersalny czas - nie wymagający żadnych dalszych regulacji.
Powinien mieć nazwę. Roboczo może być nazwany jako czas "warszawski", "polski". "uniwersalny", "dogodny", "niezmienny" itp. Zostawiam to Decydentom.
WIREK
niedziela, 22 stycznia 2012
Dodatkowe oświetlenie klatki schodowej.
Nie owijając w bawełnę, od razu mówię o co chodzi. Otóż oto, abym przed wyjściem z mieszkania w wielokondygnacyjnym budynku mieszkalnym, przed otworzeniem drzwi łączacych mieszkanie z korytarzem, wychodząc, ale będąc jeszcze w mieszkaniu, mógł zapalić światło na klatce schodowej, dla bezpieczeństwea i lepszego samopoczucia. Na klatce jest wprawdzie kontakt do zapalania światła, ale zwykle zbyt odległy i po ciemku niezbyt widoczny. Sądzę, że na etapie projektowania budynku zapewnienie takiej możliwosci jest możliwe i łatwe. Koszt również nie będzie zbyt wielki. Za komfort psychiczny warto zapłacić. Światło palić się powinno w zależności od wysokości budynku tak długo, aby przy świetle wysiąść z windy, czyli około 3 do 5 minut.Dla mnie takie rozwiazanie ma jeszcze jedno znaczenie, gdy o zmierzchu,albo w ponury dzień, albo wieczorem, ktoś zapuka do mieszkania, a światła na klatce ten ktoś nie zapalił lub właśnie zgasło, to podchodząc do drzwi czuję się nieswojo. Włączając oświetlenie klatki, widzę przez wizjer - kto zacz i postępuje tak lub nie, ale w pełni świadomie.
Co o tym Państwo myślą? WIREK.
Co o tym Państwo myślą? WIREK.
sobota, 21 stycznia 2012
Cechy dobrego szefa.
Moja córka idąc do pierwszej pracy zadała mi pytanie. Jak to będzie w tej pracy i jaki może, albo jaki powinien być jej szef.
Powiedziałem jej, że ja osobiście chciałbym pracować w gronie dobranych osób, uczciwie współpracujących ze sobą w realizacji postawionych przed nami zadań. Wydaje mi się, że to jest najważniejsze. A co do szefa, to mam w stosunku do niego duże wymagania. Chciałbym, aby ten człowiek odznaczał sie następujacymi cechami charakteru.
1,Był sprawiedliwy, to znaczy taki, aby potrafił w obiektywny sposób, ocenić wkład pracy poszczególnych członków zespołu w realizowane zadania. Umiał ocenić niezbędnie potrzebny czas do wykonania danego tematu. Umiał cieszyć się z pomysłowości, inwencji i zaangażowania zespołu.
2. Był fachowcem w swojej dziedzinie, a z tej fachowości, jego postawy i zachowania wynikał jego autorytet, a nie z tego, że jest kierownikiem.
3. Był odważny i w trudnych sytuacjach, umiał zająć merytoryczne stanowisko wobec zwierzchników i zleceniodawców, oparte na logicznych przesłankach, a nie zniżał się do potakiwania władzy, aby się przypodobać i nie podpaść.
4, Był życiowym optymistą i ten optymizm przenosił do pracy. Miał przekonanie, że wszystko co zaczynamy, musi się nam udać.
5. Nie bał się trudnych i nowych zadań.
6, Umiał jasno określić cel, a nie sposób jego realizacji. Nakładał zadania nie przekraczające naszych możliwości.
7. Umiał i chciał udzielać odpowiedzi - tak lub nie na każde postawione pytanie.
8. Odznaczał się wysoką kulturą osobistą i nie mieszał spraw osobistych ze służbowymi.
Może to zbyt wysokie wymagania, ale jak Ty zostaniesz szefową, to Ciebie będą obowiązywały.
WIREK
Powiedziałem jej, że ja osobiście chciałbym pracować w gronie dobranych osób, uczciwie współpracujących ze sobą w realizacji postawionych przed nami zadań. Wydaje mi się, że to jest najważniejsze. A co do szefa, to mam w stosunku do niego duże wymagania. Chciałbym, aby ten człowiek odznaczał sie następujacymi cechami charakteru.
1,Był sprawiedliwy, to znaczy taki, aby potrafił w obiektywny sposób, ocenić wkład pracy poszczególnych członków zespołu w realizowane zadania. Umiał ocenić niezbędnie potrzebny czas do wykonania danego tematu. Umiał cieszyć się z pomysłowości, inwencji i zaangażowania zespołu.
2. Był fachowcem w swojej dziedzinie, a z tej fachowości, jego postawy i zachowania wynikał jego autorytet, a nie z tego, że jest kierownikiem.
3. Był odważny i w trudnych sytuacjach, umiał zająć merytoryczne stanowisko wobec zwierzchników i zleceniodawców, oparte na logicznych przesłankach, a nie zniżał się do potakiwania władzy, aby się przypodobać i nie podpaść.
4, Był życiowym optymistą i ten optymizm przenosił do pracy. Miał przekonanie, że wszystko co zaczynamy, musi się nam udać.
5. Nie bał się trudnych i nowych zadań.
6, Umiał jasno określić cel, a nie sposób jego realizacji. Nakładał zadania nie przekraczające naszych możliwości.
7. Umiał i chciał udzielać odpowiedzi - tak lub nie na każde postawione pytanie.
8. Odznaczał się wysoką kulturą osobistą i nie mieszał spraw osobistych ze służbowymi.
Może to zbyt wysokie wymagania, ale jak Ty zostaniesz szefową, to Ciebie będą obowiązywały.
WIREK
piątek, 20 stycznia 2012
Kanonada na poczcie.
Korzystam z usług poczty najbliżej położonej miejsca zamieszkania. Wchodząc do pomieszczenia poczty, na lewo od wejścia widzimy 3 okienka i na prawo również 3 okienka, wspólnie obsługujące interesantów.
Odległość między nimi wynosi około 7 metrów. Ludzie cichutko stoją po środku, lekko zdenerwowani, niecierpliwie czekają na swoją kolejkę, przypisaną do pobranego numerka.Chciałoby się, aby nie było nerwowawo, lecz spokojnie., ale poczta to jest poczta. Musi być słychać jak ciężko pracuje. Z jednej i z drugiej strony z małymi przerwami, rozlegają się głośne huki wywodzące się ze stemplowania wysyłanych listów, przkazów, przelewów itp. Uderzenia stempli są niekiedy wręcz ogłuszające, szczególnie wtedy, gdy dochodzą z obu stron. Jak widzę,że przede mną do okieka podchodzi młoda osóbka z dużą torbą i wyjmuje z niej znaczny plik listów, to wychodzę. Oczekiwany łomot przekracza moje możliwości nerwowe. Zastanawiam się jak w takich warunkach, przez tyle godzin mogą pracować zatrudnieni tu pracownicy, przeważnie zresztą kobiety.
Czekam kiedy ktoś wreszcie wymyśli inny sposób stemplowania - stemple cicho pracujące.
Myślę, że może Poczta Polska w trosce o swoich pracowników rozpisze wreszcie konkurs w tej sprawie, lub rozwiąże to w inny sposób, przez zakup czegoś już istniejącego, a my o tym nie wiemy. Umili wtedy życie swoim pracownikom i interesantom.
Poczta Polska wejdzie wtedy w nową erę. Czekamy już na to ponad 100 lat.
WIREK.
Odległość między nimi wynosi około 7 metrów. Ludzie cichutko stoją po środku, lekko zdenerwowani, niecierpliwie czekają na swoją kolejkę, przypisaną do pobranego numerka.Chciałoby się, aby nie było nerwowawo, lecz spokojnie., ale poczta to jest poczta. Musi być słychać jak ciężko pracuje. Z jednej i z drugiej strony z małymi przerwami, rozlegają się głośne huki wywodzące się ze stemplowania wysyłanych listów, przkazów, przelewów itp. Uderzenia stempli są niekiedy wręcz ogłuszające, szczególnie wtedy, gdy dochodzą z obu stron. Jak widzę,że przede mną do okieka podchodzi młoda osóbka z dużą torbą i wyjmuje z niej znaczny plik listów, to wychodzę. Oczekiwany łomot przekracza moje możliwości nerwowe. Zastanawiam się jak w takich warunkach, przez tyle godzin mogą pracować zatrudnieni tu pracownicy, przeważnie zresztą kobiety.
Czekam kiedy ktoś wreszcie wymyśli inny sposób stemplowania - stemple cicho pracujące.
Myślę, że może Poczta Polska w trosce o swoich pracowników rozpisze wreszcie konkurs w tej sprawie, lub rozwiąże to w inny sposób, przez zakup czegoś już istniejącego, a my o tym nie wiemy. Umili wtedy życie swoim pracownikom i interesantom.
Poczta Polska wejdzie wtedy w nową erę. Czekamy już na to ponad 100 lat.
WIREK.
czwartek, 19 stycznia 2012
RATUJMY ziemski glob i siebie, cz. 2.
Część II. Wyżywienie świata. Zastanówmy się, czy można ustalić, jaka optymalna liczba osób może zamieszkiwać ziemię. Skoro już przy 7 miliardach pojawiają się takie katastrofalne zagrożenia, to musimy sobie wreszcie uświadomić,że ta liczba jest liczbą maksymalną, a optymalna jest niższa i to my naszymi przedsięwzięciami powinniśmy do tego doprowadzić.
Według prognoz za około 15 lat, może nas już być 8 miliardów, a za 30 lat ponad 30 miliardów.
Jak tych ludzi wyżywić?
Interesująco na ten temat mówił Francuz Luc Guyau, przewodniczący Rady FAO, na konferencji poświęconej przyszłości polityki rolnej, która odbyła się w Warszawie w 2011 roku. Między innymi powiedział jak dzisiaj wygląda sytuacja żywnościowa na świecie. W Azji i Ameryce Południowej głoduje miliard ludzi, a w krajach Zachodnich miliard ma nadwagę. Wszyscy uczestnicy zgodzili się z jednym, że największym wezwaniem dla rolnictwa jest, jak nakarmić świat. Gdyby nas było 9 miliardów i poziom konsumpcji pozostał taki sam jak w Europie, to potrzebujemy dwóch planet powiedział Luc Guyau.
Jest to chyba dostatecznie krzyczące i przekonywujące wezwanie, że nie możemy bezczynnie czekać.
Przypominają się tutaj kazania ksiedza Piotra Skargi, a szczególnie jeden fragment "Gdy okręt tonie, a wichry go przewracają, głupi,"...itd. Skarga miał na myśli naszą Ojczyznę, a my już musimy myśleć o całej planecie.
Rządy wielu pańsw, świat nauki i najróżniejsze organizacje światowe mówią, rozmawiają, gadają, gadają, ale konstruktywnych wniosków , nie odcinkowych, ale całościowych nie wysuwają.
W moim przekonaniu drugim poważnym problemem, oprócz wyżywienia może okazać się infrastruktura. Dwa miliardy osób, to prawie wzrost o 30% w stosunku do obecnie zamieszkujasych ziemię. Dla uproszczenia, każde miasto, gmina, wieś, osada powinno powiększyć swoje tereny zabudowy o 30%, a główny problem w tym, że nie będzie to rozkład równomierny. Trudno sobie wyobrazić, jeśli do tego dopuścimy, warunki w jakich będą żyły te przyszłe pokolenia w krajach już przeludnionych i nie dającyh sobie rady z wyżywieniem.
WIREK
Według prognoz za około 15 lat, może nas już być 8 miliardów, a za 30 lat ponad 30 miliardów.
Jak tych ludzi wyżywić?
Interesująco na ten temat mówił Francuz Luc Guyau, przewodniczący Rady FAO, na konferencji poświęconej przyszłości polityki rolnej, która odbyła się w Warszawie w 2011 roku. Między innymi powiedział jak dzisiaj wygląda sytuacja żywnościowa na świecie. W Azji i Ameryce Południowej głoduje miliard ludzi, a w krajach Zachodnich miliard ma nadwagę. Wszyscy uczestnicy zgodzili się z jednym, że największym wezwaniem dla rolnictwa jest, jak nakarmić świat. Gdyby nas było 9 miliardów i poziom konsumpcji pozostał taki sam jak w Europie, to potrzebujemy dwóch planet powiedział Luc Guyau.
Jest to chyba dostatecznie krzyczące i przekonywujące wezwanie, że nie możemy bezczynnie czekać.
Przypominają się tutaj kazania ksiedza Piotra Skargi, a szczególnie jeden fragment "Gdy okręt tonie, a wichry go przewracają, głupi,"...itd. Skarga miał na myśli naszą Ojczyznę, a my już musimy myśleć o całej planecie.
Rządy wielu pańsw, świat nauki i najróżniejsze organizacje światowe mówią, rozmawiają, gadają, gadają, ale konstruktywnych wniosków , nie odcinkowych, ale całościowych nie wysuwają.
W moim przekonaniu drugim poważnym problemem, oprócz wyżywienia może okazać się infrastruktura. Dwa miliardy osób, to prawie wzrost o 30% w stosunku do obecnie zamieszkujasych ziemię. Dla uproszczenia, każde miasto, gmina, wieś, osada powinno powiększyć swoje tereny zabudowy o 30%, a główny problem w tym, że nie będzie to rozkład równomierny. Trudno sobie wyobrazić, jeśli do tego dopuścimy, warunki w jakich będą żyły te przyszłe pokolenia w krajach już przeludnionych i nie dającyh sobie rady z wyżywieniem.
WIREK
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)